04/08/2017

♪ the sea and cake - weekend

Lifestyle. Idę na 9:00 do pracy i leje, jest zimno, wkładam bluzę. Wieje okropnie, ale czuję się szczęśliwa, bo to już koniec lata. Co nie? Koniec! Na zajęciach słabo, bo jak kolega się orientuje, że średnio łapie różnice między present simple a continuous, choć myślał, że łapie je nadśrednio, robi mu się smutno. Mnie w sumie także. Nie tylko ze względów gramatycznych, lecz także pogodowych. Wychodzi słońce, robi się parno i duszno, w tę bluzę mogę się co najwyżej zawinąć i położyć do grobu. Na koniec czytamy o najsilniejszych walutach na świecie, na czele zestawienia dinar kuwejcki. Chciałabym zarabiać w dinarach kuwejckich. Idę do Agatki, Tomcia i Tomcia babci. Hasamy radośnie.

Jestem już stara i hasanie raczej mnie wyczerpuje, w ogóle ten upał mnie bardzo męczy i czuję się źle nie tylko fizycznie, ale mocno siada mi nastrój (jeszcze mocniej niż zwykle, to naprawdę możliwe). Po powrocie do domu zatem zaległam na łożu i nie wstawałam z niego długo, czując, jak roztapia się całe moje ciało, a włosy puszą się w zastraszająco szybkim tempie. Dlaczego ludzie lubią lato? Nawet świeże maliny nie niwelują ohydy upałów, poparzonej skóry mimo filtra, wszechobecnych robaków i komarów. Ale ja nie o tym. Przebudziwszy się z maligny, zorientowałam się, że to czas najwyższy wyprowadzić psa Gustawa i iść do pracy, znowu. Wybiegamy z Gustawem, wracamy z Gustawem w pośpiechu strasznym, wysiadamy z windy. Słyszę niespodziewane miauczenie. Zabawne, myślę sobie. A jak zabawnie robi się, kiedy widzę puchatego, grubaśnego koteczka pod drzwiami memi. Może nadal śpię? A może już kompletnie mi odbiło? Spieszę się, nie mogę teraz stanowić domu tymczasowego dla kota, co się robi z kotem. Pies Gustaw z ciekawością obwąchuje koci okaz. Próbuję koteczka przesunąć leciutko końcówką trampka, muszę przecież do domu, muszę psa Gustawa zostawić i wziąć torbę, trochę się cykam, że kotek mnie zadrapie albo pogryzie, dlatego rączki trzymam z daleka. Wkładam klucz do zamka, a kotek radośnie wyciąga swoje kocie ciałko, niecierpliwie czeka aż otworzę drzwi, żeby mógł wparować z nami do środka. Może to faktycznie wciąż sen, cała ta scena jest i tak nieco zamglona. Pies Gustaw decyduje, że kotka obszczeka, choć ogólnie nie szczeka (ewentualnie na jeże). Nagle z góry zbiega pani i mówi, że przeprasza za kota, ale ona go ze sobą nie zabierze, bo to nie jej kot, ona się go boi, ale zaraz zawoła właściciela. No i teraz głupieję do reszty. Gustaw nadal szczeka. Nadchodzi właściciel, bierze kotka na ręce, kotek się irytuje i próbuje wywinąć, pies Gustaw wyszczekuje piosenkę, o kotach chyba, pan właściciel przeprasza, pani nie-właścicielka także. Odpowiadam, że nic się nie stało; właściwie nawet nie wiem, co się stało. To tak jak w Berlinie, gdy zamówiłam omlecik. I podczas przeżuwania omlecika z serkiem i szpinaczkiem zorientowałam się, że nie przeżuwam ani serka ani szpinaczku, tylko kurczaczka. Dreszcz przeszedł całe moje jestestwo i trzymał twardo przez kilka kolejnych dni. Nie chciałabym już żadnych przypadkowych kotków pod drzwiami ani przypadkowego mięska w potrawach bez mięska. Za dużo stresu.

7 comments:

  1. Jeny, jak poradziłaś sobie z tym kurczaczkiem?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wypluwszy prędko na talerzyk. Przeszukałam szybko resztę dania i nakazałam spróbować Maxowi i to faktycznie był kurczaczek. Co prawda to był tylko ten jeden zagubiony kawałeczek, ale i tak było okropnie.

      Delete
    2. Takie sytuacje śnią mi się w koszmarach. Wspieram.

      Delete
    3. max miał spróbować ten wypluty kawałek? ale zażyłość, nawet ja tak blisko z tomaszem nie jestem, hehe.

      to mi przypomniało jak kiedyś nasz kotek (koteczek!) się zgubil i znalazł u sąsiada pod łózkiem, dwa pietra wyżej.

      Delete
    4. Za kogo Ty mnie masz? W omleciku ostał się świeżutki, nieprzeżuty kawalątek.

      Może ma Was już dość? Koteczek w sensie. Hehe.

      Delete
  2. Replies
    1. Mam jednak nadzieję, że nie mówisz o kurczaczku.

      Delete