27/05/2017

♪ modest mouse - custom concern

- Przepraszam, czy mają panie tutaj nową Politykę? - zagaja do nas w kawiarni starsza, bardzo elegancka pani. Pomagamy jej szukać wśród stosu gazet na parapecie. Znajdujemy magazyn z Brigitte Macron na okładce.
- Czy panie to widziały? - kontynuuje starsza, bardzo elegancka pani. - Co oni z niej zrobili? Podkreślili każdą zmarszczkę! Nie tego się spodziewałam po Polityce - mówi ze smutkiem.
Odchodzi do swojego stolika, przy którym czeka na nią koleżanka. Gorąco dywagują o okropnej okładce Polityki i że co komu do tego, kto z kim się wiąże.
Serdecznie się z nimi żegnamy. Chcemy być takie za pięćdziesiąt lat. W zacienionym mieszkaniu pijemy białe wytrawne wino i słuchamy winyli, bo jest piątek i można po prostu.

Zajmuję się odrabianiem prac domowych, niepisaniem magisterki (znów psuje mi się laptop, nie mogę pracować w tak stresującej atmosferze, prawda), udawaniem entuzjazmu w pracy, tęsknieniem.

Ostatnio najbardziej lubię buły cynamonowe i wegańskie lody w czarnym wafelku. Czarny wafelek, a w nim słony karmel, ludzie.

- Przypomina mi pani Sashę Grey - informuje mnie mój szesnastoletni uczeń. Jesteśmy już w tej Niebezpiecznej Fazie.

To tak à propos Niebezpiecznej Fazy. Bardzo miłe ostrzeżenie na Powiślu.

Zajmuję się szukaniem pracy. Tak strasznie nie chcę być dorosła, że brzuch mnie od tego boli. (Chyba że to te czarne wafelki). Got to go to work, got to go to work, got to have a job.

15/05/2017

♪ the national - all the wine

Mam troszeńkę kryzys. (Pomijając nawet ten nieustanny, który trwa od mniej więcej 1994). Już mam dość nauki. Nie chcę być ani drugim magistrem, ani doktorem, ani pisarką. Chcę pracować w fabryce i robić patyczki do uszu. Już mam dość czytania tekstów, które nie do końca mnie obchodzą. No wojna secesyjna, na litość. Pisania esejów na ultradurne tematy, o magisterce nie wspominając. Mam osiemnaście tysięcy zadań domowych z języka polskiego do zrobienia. Kolokwium z całego roku, które obejmuje takie pyszności jak akomodacja syntaktyczna. Mam ją w dupie. Najchętniej zawinęłabym się w kołdrę i spała. Bo owszem, pracować też mi się nie chce. Nic mi się nie chce, tylko leżeć. Może potrzebuję coacha motywacyjnego. Oni, w przeciwieństwie do mnie, nawalają się po twarzach i otrzymują stopień doktora. Mój boże. Czy istnieje praca, w której zarabia się dużo pieniędzy i nic się nie robi? Ja się zabiję, po prostu. Już słyszę, jak Weronika i Piotrek mówią, że tyle obiecuję i nic z tego nie wychodzi. Jeszcze się zdziwią.

A może zostanę youtuberką?

Poszłam do Żabeńki w końcu i napchałam się bułkami cynamonowymi. Proszę tam chodzić i napychać się, może się kiedyś spotkamy. Na pewno wtedy, jak będę miała pół twarzy i pół bluzki w okruchach. Potem spaliłam dekolt na Powiślu. Mam teraz takie mega fajne czerwone plamiszcze. Jeszcze bardziej potem poszłam napchać się z Wojtkiem obiadami i lemoniadami, a do domu doturlałam się, bo tak było prościej. W międzyczasie gdzieś na Kamionku napisałam, że MIŁOŚĆ DLA WSZYSTKICH.

Wojtek udawał, że jest Eliottem Erwittem.

Miłość nawet dla mnie, bo jeśli koleś przelatuje dla ciebie 12 000 kilometrów, to możesz go łaskawie rozważyć, tym bardziej, że przeleci je znów w lipcu i będziecie hasać po Polsce, dopóki śmierć was nie rozłączy. Albo linie lotnicze.