30/12/2016

♪ neon indian - polish girl

Wracam pociągiem z Gdyni. Odtwarzacz mp3 uparcie nie działa, więc słucham przypadkowych piosenek na YouTube, dopóki zasięg ze mną współpracuje. Nie współpracuje specjalnie długo; próbuję odnaleźć się wśród głosów i oddechów pasażerów. Co osiągnęłam w tym roku?, zastanawiam się. Cóż, nie zemdlałam, odpowiadam sobie w myślach. Kręcę głową z politowaniem.

To nie były dobre święta. Chciałam codziennie chodzić na spacery wśród lasów i gubić się w polach, ale wichury uniemożliwiały wyjście z domu. Zamiast mrozu i śniegu dostałam upiorny, zimny deszcz, wiatr wpadający pod szalik i zrywający czapki z głów. Słońce pojawiało się na moment, nieprzyjemnie ostre, źle było oglądać świat w ten sposób.

Moja siedemnastoletnia kuzynka zwierza mi się ze swoich sercowych przepraw.
- Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz - prosi. - Nawet rodzice nie wiedzą.
Obiecuję. Jestem rozdarta między kazaniem na temat szczerości i odpowiedniego postępowania siedemnastoletniej panienki (znów czytałam Anię z Zielonego Wzgórza), ale znakomicie pamiętam, jak ja zachowywałam się w tym wieku. Zatem przytakuję tylko, że rozumiem. Bo rozumiem aż za dobrze.

Przeraża mnie 2017. Będę musiała zdecydować tak n a p r a w d ę, czego chcę, co planuję, kim chcę być. A jak wiadomo z każdego wpisu, który tu opublikowałam, zawsze, kiedy mam wziąć odpowiedzialność za swoje życie, chowam głowę w piasek i udaję, że nie chodzi o mnie. Jako że to już setny wpis, wiadomo to doskonale.

2016 w sterylnym, instagramowym skrócie.
—What do the children say?
—There's a thing the children say.
—What do the children say?
—They say: Will you always love me?
—Always.
—Will you always remember me?
—Always.
—Will you remember me a year from now?
—Yes, I will.
—Will you remember me two years from now?
—Yes, I will.
—Will you remember me five years from now?
—Yes, I will.
—Knock knock.
—Who's there?
—You see?

("Great Days," Forty Stories, Donald Barthelme)

22/12/2016

♪ james blake - i need a forest fire

Pamiętam to bardzo wyraźnie, choć miałam wtedy zaledwie dziesięć lat, a może nawet nie. Mieliśmy zajęcia w jednej z sal w piwnicy przeznaczonych do lekcji techniki i plastyki; na dole była chyba jeszcze świetlica i szatnia. Byłam bardzo szczęśliwa, bo siedziałam sama w ławce - od czasów młodziutkiego socjopatycznego dziewczątka było dla mnie straszne ważne, żeby nikt się do mnie nie dosiadł, ale udawało się to, niestety, bardzo rzadko. Zaczynała się zima, padał śnieg, bo wtedy jeszcze nie istniało globalne ocieplenie i pory roku następowały grzecznie po sobie. Techniki uczył pan, który składał się z kwadratów. Miał kwadratową głowę, ramiona, tors, palce, nogi. Lubił znienacka przywalić wskaźnikiem o dowolną ławkę, żeby zwrócić naszą uwagę albo przywołać nas do porządku. Tym razem trafiło na moją, mało nie spadłam z krzesła, a on ogłosił:
- Takie drzewo jak choinka NIE ISTNIEJE.
Nie mam pojęcia, po co mówi się takie rzeczy dzieciakom w czwartej klasie podstawówki. 

Nie byłam zwariowana na punkcie Świętego Mikołaja. W rodzinnych albumach są zdjęcia, na których jako słodka trzylatka w króciutkich włoskach z przerażeniem patrzę na gościa z brodą z waty, ale zupełnie nie przypominam sobie pisania listów do Mikołaja, dopytywania, czy przyjdzie, albo w ogóle jakiejkolwiek wiary w jego istnienie. Mikołaj mi wisiał. Mała zblazowana dekadentka.

Najbardziej w świętach - poza keksem - lubię choinkę. Jest piękna, pachnąca, majestatyczna, niewzruszona. Lubiłam zostawać sama przed drzewkiem i po prostu na nie patrzeć, albo wczesnym rankiem wślizgnąć się do pokoju, w którym jedliśmy kolację, i porównać, jak wygląda bez zapalonych lampek w świetle łagodnego, stłumionego, zimowego słońca. I w pewien drugi dzień świąt, kiedy weszłam do pokoju, żeby w spokoju nacieszyć się pięknem choinki, zauważyłam, że znalazł się pod nią prezent, którego nie było tam dzień wcześniej. I to był prezent dla mnie! I to były mazaki-pieczątki! Od tamtej pory co roku, z resztkami naiwnej, dziecięcej nadziei, wchodzę rano do pokoju, w którym stoi choinka i wyglądam zagubionego prezentu. Nigdy więcej się nie pojawił.