18/11/2016

♪ du:it - understand in time

Wysłałam mamie na urodziny Panią Bovary Flauberta. Jest średnio zadowolona. To książka na jeden raz, nie to, co jej ukochana Jane Austen, którą można czytać bez końca.
- Ten Flaubert... to taki filozof-myśliciel jak ty. Same bzdety.

Snu jest coraz mniej. Kiedy kursant na swojej kserówce pisze maked, uśmiecham się łagodnie i mówię, że świetnie mu poszło. Ten fakt dociera do mnie kilka dni później, gdy nareszcie się wysypiam.

Poszłyśmy z Weroniczką na election night organizowane przez ambasadę USA, bo miało być super; wszędzie, gdzie jest darmowe żarcie i picie z definicji powinno być super. Było beznadziejnie. Postałyśmy w tłumie. Duszno. Kawa. Wino. Ciasto (niedobre). Rozmowy w kolejce do szatni, w płaszczu. Idiotyczna próba ucieczki przed czyimś wzrokiem. Nasz wykładowca właściwie chce z nami porozmawiać, ale twardo przemy do przodu, bo jesteśmy niewychowane (to znaczy ja jestem). Odpowiedź na pierwsze pytanie w quizie na temat wyborów: Ronald Reagan. Ja pierdolę.
Nie mogę zasnąć, ani trochę, przewracam się na łóżku, czuję piasek pod powiekami. O 6:00 wstaję, oglądam CNN, wszystko dzieje się na żywo, na moich oczach. Widzę przemowę przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Przez chwilę oczywiście zastanawiam się, po co ja to studiuję. Po co ja nurzam się w tych symulakrach i symulacjach i prawdach, skoro Stany zaraz pękną z hukiem. Ale potem myślę - czy Polska pękła? Skądże, jest tylko na skraju załamania. Ja sobie znakomicie radzę na skraju załamania. Jestem na nim od mniej więcej tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego czwartego.

Uczę na jednym ze strzeżonych osiedli. Nie mogę zadzwonić domofonem bezpośrednio do mieszkania; muszę dzwonić do ochrony.
- Dzień dobry, ja do państwa takich a takich, mieszkanie takie a takie.
Doskonale wiem, że pan ochroniarz uważnie mi się przygląda, i że ocenia mój wygląd (kurtka zimowa, vansy z dziurami, czapa, zero makijażu). Kim ja jestem? Czy można mi zaufać? Wyglądam jak wariatka. Piętnastoletnia (nadal proszą o dowód).
- JAKO KTO - charczy przez głośnik.
- Nauczyciel - odpowiadam dumnie.
Doskonale wiem, że on myśli, że go nabieram. Ale łaskawie wpuszcza mnie do środka. Tę farsę odgrywamy co tydzień.

Dziecię pokazuje mi swój plakat o żyrafach i zeszyt do religii. Temat piątej katechezy: po co żyjemy? Jaki jest sens życia?

6 comments:

  1. MAKED.

    Filozof jak ty.

    Po co żyjemy.
    (po nic, kurwa, pora się z tym wreszcie pogodzić - wtedy wszystko wróci do błogiego stanu sprzed 1994 - no, u mnie do nieco wcześniejszego roku).

    Ale wiesz, czemu ochroniarz myśli, że go nabierasz? Bo jesteś NAUCZYCIELKĄ. A oszukujesz go, że nauczycielem. Haa.

    Luizka <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spoko, już poprawiłam! Żeby nie było.

      Żyjemy po to, żeby być dobrymi chrześcijanami, Magdo. (Tak dziecię ma w notatce).

      Widzę, że masz super humorek, od kiedy sobie dziś tak PODYSKUTOWAŁYŚMY o Priniu. /wstaw love symbol/

      Delete
  2. <3
    tylko daję znać, że jestem. nieustannie tu jestem.
    nadal optuję za książką: tam sobie pozaznaczam ulubione fragmenty, tu nie mogę.
    ps. a czy siostry Brontë lubi?

    /h.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dobrze wiedzieć, że jesteś.
      Ale że za moją? Moją książką? Bez takich dowcipów, proszę!

      PS Doceniła "Wichrowe wzgórza" i "Jane Eyre". Kupiłam jej "Shirley".

      Delete
  3. Też jestem i też chcę książkę.
    Co za chamstwo, żeby się trzeba było tłumaczyć ochronie ;/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Teraz to ja czuję presję. Taką samą jak podczas tłumaczenia się ochronie!

      Delete