03/07/2016

♪ gold panda - you

Siedzimy z Kyo i Folją w Cafe Próżna. Kyo opowiada nam jaka jest szczęśliwa, Folja opowiada nam jak spławiać faceta na pasach w środku nocy. Ja im opowiadam, co zabawnego powiedziało na ostatnich zajęciach moje dziecko:
- Imię Rebecca kojarzy mi się ze starą fasolką szparagową.
Równowaga wszechświata.
Folja pokazała nam super-czadowy-magiczny-tajemny horoskop. Mój twierdzi, że będę bezwładnie miotać się do dwudziestego ósmego roku życia, dlatego jeśli ktoś z Państwa nie może już znieść mojego pierdolenia o braku sensu, zapraszam za trzy lata.

Weronika OKRZYCZAŁA MNIE, że w ogóle o niej nie piszę - a jak wiemy, wystąpić na tym blogu to prestiż. Przecież jestem pewniakiem do Pulitzera. Chciałabym więc powiedzieć, że Weronikę poznałam w październiku zeszłego roku, a właściwie każdy nas pyta, czy znałyśmy się przed rozpoczęciem studiów. Oznacza to, że obie jesteśmy równie niezabawnymi introwertyczkami. Wspaniale spędzamy razem czas, jak można się łatwo domyślić. 

Sobota z Elżbietką udała się znakomicie - nie przeszkodził nam nawet ten upiorny skwar. Przeszłyśmy Pragę Północ, Saską Kępę, a ostatecznie wylądowałyśmy na Żoliborzu, gdzie nic nie powstrzymało nas od robienia sobie selfies na tle krzaków i puszczania baniek mydlanych. Zabrałam ją do rozmaitych miejsc i zdaje się, że wpasowałam się w jej wysoki standard. Najfajniej było na ulicy Śmiałej - pośrodku, naprzeciwko garaży, jest niesamowicie miękki, wręcz elastyczny, gorący kawałek asfaltu. Dokładnie go obskakałyśmy i obeszłyśmy, podeszwy naszych butów zostaną tam na zawsze. Trafić na takie miejsce to prawdziwe szczęście.

Długo dyskutowałyśmy o tym, co jest lepsze - zwykłe życie, prosty tor - co mnie wydaje się cichym marzeniem każdego, czy życie, w którym ciągle dzieje się coś, a zamiast prostego toru jest spirala - co obstawia Ela. Może lepszość to w ogóle złe kryterium.

Dostałam piątkę z przedmiotu o wzniosłej nazwie American Thought. Umówmy się jednak, że nie było to wielkie osiągnięcie. Nastukałam jedenaście stron o Emersonie, a każde kolejne zdanie było parafrazą poprzedniego. Bardzo przypomina mi to formułę pewnego bloga, którego nazwa zaczyna się na "p", a kończy na "e". W środku jest "rzekwitani".

6 comments:

  1. Niezabawna to chyba Ty jesteś, lamusie. Ja jestem królową dobrego dowcipu.

    Ale czuję ten prestiż, jestem prawie tak fajna jak Kanye West.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nabijam Ci statsy na blogu i TAK MI DZIĘKUJESZ TY NIEWDZIĘCZNICO.

      Delete
    2. Zobaczymy, co będziesz żarła następnym razem, ale na pewno nie moje ciasto.

      Delete
  2. pierdolicie hipolicie z tym parafrazowaniem samej siebie w nieskończoność.

    dobrze że zapamiętałaś nazwę ulicy, na której się odcisnęłyśmy na wieki, wrócimy tam za kilka lat, ok?

    tak jest, cała ten warszawski experience sprostał moim wymaganiom na city breaka - jedzeniowo i zwiedzaniowo. wiesz że w niedzielę byłam w muzeum geologii? polecam, mowię serio.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To jest oryginalna idea tego bloga. Taki zubożały stream of consciousness.

      Proste. Wciąż liczę na nasze siedzenie pod Siegessäule aż dostaniemy wilka.

      A byłaś kiedyś w Muzeum Plakatu w Wilanowie?

      Delete