12/02/2016

♪ tourist - placid acid

Napisałam w tym tygodniu ostatni egzamin. Tej samej nocy śnię, że Nathaniel Hawthorne ma swoją kolekcję makijażu, która świetnie się sprzedaje. Cienie, pudry, pomadki, lakiery do paznokci. Niewątpliwie był to egzamin z literatury amerykańskiej. A może amerykańskiej literatury. Nie mam zielonego pojęcia. A może biało-czerwono-niebieskiego... Okej, dość.

(Śni mi się także odwołany koncert oraz otwieranie w środku nocy drzwi półnagiemu, bełkoczącemu i zaćpanemu praktycznie na śmierć nieznajomemu; budzę się przerażona, serce bije z prędkością światła, oddycham głęboko, żeby się uspokoić).

Żelazo podskoczyło z 37 do 82,3. Czuję się najzdrowsza na świecie, co pozwala mi wypić dowolną ilość kawy. Pozwala mi to również z niejakim triumfem w głosie stwierdzić, że i wegetarianie mogą być odpowiednio użelazowieni. Niech żyją natka pietruszki, szpinak, groszek i łuska gryczana. Kolejna ciekawostka dla fanów mojej zapaści: irracjonalnie obawiam się pomalować paznokcie na kolor, który miałam na nich tego dnia, gdy zemdlałam. (Jasnoniebieski).

- Lubię się z tobą spotykać - mówi G. - bo gdy cię słucham, to od razu znajduję usprawiedliwienie dla wszystkich głupot, które robię.
- Ja cię w ogóle podziwiam - mówi G. - że dalej studiujesz, pracujesz na umowę-zlecenie i nie masz pracy na etat. Ja już bym tak chyba nie mogła.
- Myślisz, że będziesz kiedyś miała normalną pracę? - pyta G.

W tym tygodniu ten blog skończy drugi rok. W walentynki, naturalnie. 14. lutego będę na wykładzie z mojej ukochanej metodologii badań literaturoznawczych od 8:30 do 13:30, potem będę uczyć dziecko, a potem idziemy z Mau na spacer i kawę. Czy będziemy się pysznie bawić czy raczej płakać nad swoimi losami? Ziarno niepewności kiełkuje w nas wszystkich.

Nie dowierzam, że wciąż opisuję tę całą swoją codzienność ze skrupulatnością kronikarza. Nie dowierzam, że chce Wam się o niej czytać - jakby nie było Wam dość własnej! - a czasami nawet przyznać, że robicie to z przyjemnością. Wasze miłe słowa to jak... jak... muskające policzek skrzydło motyla. (Moja godność walnęła z głuchym hukiem o podłogę). (Skończyłam dziś czytać Panią Bovary i żadna strawniejsza metafora nie przyszła mi do głowy. Ale już wracam do postmodernistów, będzie lepiej).

Z okazji dwulecia życzę sobie, aby KWD zaczęła wyduszać i osuszać gąbkę po tym, jak umyje naczynia. Aby w ogóle myła naczynia. Oraz pokoju na świecie.

(KWD: Wiesz, co jest bardziej prawdopodobne?
Ja: Tak, wiem. Pokój na świecie.
KWD: You've been a wonderful audience. Thank you. Thank you.)

11 comments:

  1. Hawthorne wygrał wszystko, gratuluję. Pokonał nawet mój przedwczorajszy sen, w którym Daniel Olbrychski chciał zabić mnie i Kubisia i dlatego schowałyśmy się w tapczanie.

    A gąbkę odkłada w suche miejsce? Czy kisi, jak większość ludzi, w grząskiej wilgoci bakterii na dnie zlewozmywaka?

    Właściwie to przyszłam złożyć życzenia drugourodzinowe. Jesteś jedynym blogiem (ok, jedynym po polsku), którego czytam, więc wiesz.

    ReplyDelete
    Replies
    1. I co, Daniel nie dotarł do tapczanu? On jest w stanie otworzyć każdy tapczan swoim małym paluszkiem. W ogóle słowo "tapczan" jest super.

      Zlewozmywak wycieram zawsze do sucha (dobre nawyki wyniesione z domu), to tak na marginesie. Co to więc za różnica, gdzie KWD odłoży gąbkę, skoro i tak z gąbeczki cieknie. Dreszcze przechodzą.

      Dziękuję serdecznie, choć niebezpiecznie docieramy na granicę między sympatią a nienawiścią.

      Delete
    2. Nie dotarł, wszystko skończyło się na strachu. "Tapczan" to słowo turecko-tatarskie. Dlatego takie ładne.

      Ejno, coty? Nienawidzimy się tylko na Goodreads. Tu Cię lubię.

      Delete
  2. To totalna abstrakcja, ze Ty i Mau. Bo przeciez ja znam i w ogole, a Ty mimo ze jesteś prawdziwa, to w mojej głowie chyba nie - bo ja to jak niewierny Tomasz, muszę dotknąć, by uwierzyć. Wiec przygotuj sie na dotykanie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dobrze, że mówisz już teraz, bo nie lubię, gdy ktoś mnie dotyka znienacka.

      Delete
  3. Twoja codzienność jest dla mnie dużo bardziej atrakcyjna, nawet z anemią radzisz sobie z większą finezją.

    ReplyDelete
  4. kto Ci kazał czytać madame bovary? czy tak sama z siebie?
    pytam, bo właśnie czytam, ale mam wrażenie że 1/3 treści jest napisana dla samego bycia napisanym. no cóż, było za darmo w internetach a że tomek niechętnie patrzy na moje kupowanie ebooków, to staram się czytać jeden darmowy i jeden niedarmowy. jakos przez tę panią bovary przebrnę.

    tez mnie wkurwiało jak na królewskiej adrian nie wyciskał gąbki. adrian o tym wie. ale ja z kolei czasami zostawiałam resztki na sitku, więc kamieniem nie rzucę na pewno.

    besos i brazos! (za tydzień będziemy w USA, BTW!)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sama z siebie. Błąd był to ogromny.
      A interesują Cię KRADZIONE? Bo mam, ale 95% po angielsku. Jeśli reflektujesz, to śmiało.

      Resztki na sitku to też srogi punkt zapalny.

      (Ucałuj ode mnie amerykańską ziemię.)

      Delete
    2. jaszka, że interesują mnie kradzione! okazało się, że nie powinnam tak łatwo odpuszczać przeszukiwan na chomikuj, bo ludzie jednak piracą w najlepsze i na kilka dni mam spokój (polecam: 'inna dusza' orbitowskiego i 'było piekło, teraz będzie niebo' ireny morawskiej!). co do rzeczy po angielsku: miałam w zeszłym roku postanowienie: przeczytać jedną książkę w obcym języku. i nie dałam rady się wciągnąć. ale jak masz coś, tylko od razu mówię - w miarę krótkiego - co się dobrze czyta, to na dobry początek chętnie przygarnę. tomasz.adamski at kindle.com
      THX THC ITD

      (własnie wdycham amerykańskie powietrze w samolocie linii jetblue. lecimy, uwaga, z fort lauderdale do SF czyli z peru przez floryde na zachodnie wybrzeże, WTF)

      Delete
    3. Coś Wam wyślę, ale nic nie obiecuję, wiesz, jak jest.

      (Rozkoszuj się i za mnie, nie marudź, Floryda to miejsce dla starych ludzi, czyli DLA WAS.)

      Delete