02/01/2016

♪ the naked and famous - the mess (the 1975 remix)

24. grudnia 2015
Jest 8:20 rano i po dworcu kręci się nas garstka, garsteczka. 24. grudnia nie należy być na dworcu, należy być w domu i kłócić się o ubieranie choinki albo krojenie warzyw na sałatkę jarzynową.
Pociąg jest właściwie pusty. Rozwalam się na dwóch siedzeniach, nikt mi nie przeszkadza, słońce razi w oczy tak, że chowam się w płaszczu i udaje mi się zasnąć na parę minut, na błogie parę minut, kiedy nie muszę dumać nad marnym losem, który sama sobie zgotowałam, a już niedługo, już za chwileczkę, trzeba będzie stawić temu pseudodramatowi czoła i postarać się nie zemdleć kolejny raz (postanowienie na 2016: użelazowić się).
Przesiadam się w Gdyni, zaliczam szybki spacer do Starbucks. Z dworca do Armii Krajowej 28 idzie się około 15 minut z ciężką walizą, w której są prezenty i dwa ciasta (chleb bananowy i brownie piernikowe) - jedno spada na dno torby pewnie kiedy chodzę po wyboistej Gdyni i widzę wielką kolejkę przy barze mlecznym na Starowiejskiej, mijam pozamykane banki, pootwierane kawiarnie, nikt się już nie spieszy, tylko ja. Sądziłam, że moja wielka wyprawa przez gdyńskie ulice zajmie mi więcej czasu, ale po powrocie na dworzec okazuje się, że wciąż muszę czekać godzinę na kolejny pociąg. Mam szczęście, znów dwa siedzenia są tylko dla mnie, znów mogę się na nich rozwalić, nikt mi nie przeszkadza, słońce razi w oczy tak.

Pod choinką jest tyle prezentów, że ledwo widać drzewko. Zjadam osiemnaście tysięcy pierogów, a po kolacji bliscy urządzają mi urodzinowe przyjęcie niespodziankę, moja mama wnosi wielki i puchaty tort do pokoju, a wszyscy śpiewają sto lat. Chowam twarz w dłoniach i ryczę jak kretynka.

- Nie wiem, jak otworzyć tę ciężarówkę - rozkładam bezradnie ręce przed trzyletnim szkrabem, moim Całkiem Nowym Kuzynem.
- Musisz tu odblokować - instruuje mnie.
- Już odblokowałam, ale nie wiem, co zrobić z tymi ściankami, chyba zawołamy tatę, co?
- Przecież jesteś dorosła - odpowiada niewzruszenie berbeć.
Jestem. Pewnie, że jestem.

25. grudnia 2015
Tuż przed zaśnięciem hałas narasta. Dźwięki z całego dnia skumulowane w okropną wibrującą chmurę ładują się do moich uszu, słyszę dżingle reklamowe, przerywniki w radio i piosenki, o których myślę. Robi się coraz głośniej, wydaje mi się, że tego nie zniosę i właśnie w tej chwili odpływam, błoga cisza pojawia się znikąd i gwarantuje mocny, dobry sen.

Przyglądam się jak mój Całkiem Nowy Kuzyn bawi się z moją mamą. Chce wycinać, kleić, rysować i naklejać naklejki. Wyłącznie w towarzystwie.
- Też się tak bawiłam? - pytam zaciekawiona.
- Ty zawsze chciałaś sama - odpowiada mama. - Poza tym nie interesowały cię żadne zabawki, tylko książki.
Ja jestem jego podręcznym słownikiem języka angielskiego. Jak jest po angielsku krzesełko, książka, nalepka, latarka, mandarynka? Fałszujemy, podśpiewując wspólnie Jingle bells, bo on pamięta tylko dwa pierwsze wersy.

26. grudnia 2015
Strasznie leje. Kiedy wchodzę na strych po coś z niekończących się zapasów (pomidory, cukinia, miodownik, ogórki, makowiec, klementynki), słyszę, jak deszcz bębni o dach, mocno, agresywnie i nieustępliwie. Pewnie nie pojedziemy nad morze.

27. grudnia 2015
Jedziemy nad morze! Wiatr spycha spacerujących z chodników, zawiewa włosy na twarz, Bałtyku prawie nie widać. Ludzi jest mniej, niż się spodziewałam - nawet na molo - pogoda nie zachęca i jest niepewna. Moja Już Nie Taka Nowa Kuzynka informuje mnie, że mam nieskazitelną twarz i jestem dla niej Kobietą Renesansu oraz że chciałaby być taka jak ja. Mówię jej, że to nie jest najlepszy pomysł. Morze jest na tyle spokojne, że długo zajmuje mu zmycie śladów, które zostawiam na wilgotnym piasku.

*

30. grudnia 2015
Idziemy z Wojteczkiem do kina na Moje córki krowy (jest trochę Marcina Dorocińskiego). Bardzo dobry film. Ojciec córek krów ma (TO CHYBA SPOILER) raka mózgu. Palcami wystukuję równy rytm na oparciu swojego niewygodnego kinowego krzesełka, przez chwilę nie patrzę na ekran.

31. grudnia 2015
KWD charczy owinięta w koce i Gustawa. Ja upiekłam dwa ciasta (ciasto czekoladowo-bananowe i murzynek z polewą). Czekamy na gości i na naszego kameralnego sylwestra. Objadamy się tak, że z ledwością przenosimy się z kuchni do pokoju. Podsumowujemy 2015 i okazuje się, że to był dla nas dobry rok. Film 2015, piosenka 2015, odkrycie muzyczne 2015, to też są ważne rzeczy! Omawiamy cały rok, każdy jego aspekt, który przyjdzie nam do naszych umęczonych głów. O północy wznosimy toast mołdawskim winem musującym, jest pyszne, jak gdyby nigdy nic wracamy do dyskusji o 2015 i zastanawiamy się, czego sobie życzyć na 2016. Przełomu. Przełom jest zawsze potrzebny.

Trochę Warszawy, Zakopanego, Foo Fighters, wypieków, Muminków i mnie. Oto 2015.

5 comments:

  1. Bardzo mi się podoba Twój blog :) wizualnie - bo przypomina szablony, które bardzo dawno temu robiłam, stylem pisania - bo tak właśnie chciałabym umieć opisywać to co robię na co dzień :) będę zaglądała częściej. Zdecydowanie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To bardzo miłe słowa. Dziękuję.

      Delete
  2. Ale się cieszę, że teraz to już są nasze lata (lepiej pasuje: roki, cholera)! A impreza niespodzianka... awwwwww. Też bym się pewnie zbeczała. Co do sylwestra i podsumowania roku. Czy Ty wiesz, że mój mąż od 1 kwietnia spisywał w punktach nasze życie? CODZIENNIE. Przeczytaliśmy w sylwestra jego zapiski i to było niesamowite. Na przykład dowiedziałam się, że przez trzy dni Tomasz budził się o 3 i w dwóch przypadkach już nie spał do rana. Poza tym wstawał o 5 przez sześć tygodni. Pamiętałam, że to był hardkor, ale ŻE AŻ TAKI??? Nic dziwnego, że w notatkach oprócz tych faktów było jeszcze kilka większych kłótni małżeńskich. Dochodzę do wniosku, że to cud, że nie trafiliśmy do psychiatryka.

    Ja bym chciała, żeby 2016 był spokojny. Z przerwami na zdobywanie wielkich szczytów :). Ach, i to nasze Zakopane <3 <3 <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Twój Mąż w tym roku będzie czytać tylko Murakamiego, więc łagodnym tonem będzie wygłaszać głębokie maksymy na temat życia. Zero kłótni.

      A i Ty prowadziłaś dziennik w tem naszem Zakopanem wszak!

      Delete
    2. prawda to. prowadziłam. a teraz zamierzam robić to, co Piotrek. kilka zdań codziennie. ciekawe, jak wypadnie porównanie na koniec 2016 :)

      Delete