17/11/2015

♪ allen toussaint - southern nights

August Strindberg napisał piękny dramat pod tytułem Do Damaszku. Właśnie ta sztuka w reżyserii Klaty wywołała skandal. Erotyczne sceny kazały paru oglądającym wykrzyczeć oburzenie podczas spektaklu i wyjść. To, czego nie rozumiem i nie potrafię zaakceptować, to naruszanie czyjejś wolności w imię swojej, którą uważa się za jedyną godną szacunku.
NIEZNAJOMY: Czy jest pani osobą religijną?
KOBIETA: Ja jestem niczym.

Ja również.

W krakowskim MOCAK-u. Wspaniałe miejsce.

- Co zrobiłam nie tak ze swoim życiem? - wzdycham ciężko, gdy KWD opowiada o kliencie, który mógłby banknotami wylepić swoje wielkie mieszkanie.
- Cóż, poszłaś na doktorat, drugie studia, jesteś nauczycielką... czy mam wymieniać dalej?
Chichocik raczej gorzki.

Foo Fighters nie zagrali Aurory i było to jak rozżarzone żelazo tuż obok mojej twarzy, które miało mi pomóc odskoczyć i tym samym wyrwać ząb przywiązany nitką do płotu. Wybaczenie przychodzi z trudem, bo Aurora uratowała mi życie, gdy miałam siedemnaście albo osiemnaście lat, było bardzo zimno, wiatr boleśnie uderzał w twarz i cała trzęsłam się od płaczu w Mieście Portowym Szczecin. Usłyszenie jej na żywo byłoby idealnym zwieńczeniem tego cholernego gówna.

Nie zmienia to jednak faktu, że zanim Foos weszli na scenę, a ja grzecznie siedziałam na trybunach i arktyczny nawiew w Tauron Arenie mroził plecy, ciężko było mi powstrzymać wzruszenie, bo kocham ich od lat; co też mogło być przed nimi?

Tuż przed, moment, chwila.
 
Podczas Best of You ledwo utrzymałam się na nogach. Na nagraniu widać mnie przez dwie sekundy; trzymam ręce na piersiach, ponieważ boję się, żeby nie wypadło mi serce z nadmiaru emocji. To najbardziej zachwycający irracjonalny lęk na świecie.

Listopad jest dla mnie miesiącem, często okropnych, wspominek i znienacka pojawiają się w oczach szklanki, a tu trzeba wyjaśnić kursantom różnice między present perfect simple i continuous (proszę nas nigdy więcej nie opuszczać, żądają), parafrazować przemowę Nixona na proseminarium, umyć wannę mleczkiem lawendowym, skupić się na tym, co śpiewa do mnie D'Angelo. Znikąd - ha, znikąd! Z głębi trzewi, które za parę dni będą starsze o kolejny rok - pojawia się ochota na czytanie książek, które czytało się zamiast podręcznika do geografii, odgrzebywanie muzyki, z którą kiedyś się zasypiało, przeglądanie pamiętników i zdjęć, co nie jest najmądrzejsze, umówmy się. Dorosły człowiek tak nie robi, na litość. Dorosły człowiek nie zapomina odpowiedzieć na maile, na pewno nie na te oznaczone wykrzyknikiem, je marchewkę i chodzi spać o 22:30. Czasami zaciskam oczy i myślę sobie, że kiedy je otworzę, będę już na zawsze dorosła i nie będę robić głupot. Czy to autozaprzeczanie? Gdyby tak móc poddać się redukcji fenomenologicznej. Albo lobotomii.

Magda, na szczęście, zawsze wie, co powiedzieć; wie także jak nadać rozmaitym sprawom odpowiednie proporcje i przegrywa ze mną spektakularnie w Uno (ja przegrywam spektakularnie w Scrabble). Lżej oddychać, choć w Krakowie straszą smoki i smogi. Niezrażone spacerujemy wszędzie, oglądamy Prinsa na wielkim ekranie Marysi (dziękujemy, Mario!) i jemy ohydny makaron z brokułami (brokuły były niezłe). Kraków jest dla mnie brutalnie dobry, nie wiem więc, czy przeprowadzka to dobry pomysł, choć tutaj, w Stolicy Wszystkiego, zaczynam się tym Wszystkim dławić. Ucieczka zawsze mi wychodzi. Ku obrzydzeniu innych.

She had a sense the dream had ended and she had slept on.
- Joan Didion, Play It as It Lays

2 comments:

  1. próbuję zrozumieć, że w krk może być dobrze, ale nie rozumiem.

    ReplyDelete
  2. "To, czego nie rozumiem i nie potrafię zaakceptować, to naruszanie czyjejś wolności w imię swojej, którą uważa się za jedyną godną szacunku." - w punkt!

    ReplyDelete