12/10/2015

♪ d'angelo - higher

Zaczynają się już. Glutowe arie operowe. Nie słyszę, co mówi wykładowca, ponieważ co chwila ktoś głośnym smarkiem udowadnia swoją obecność. Lub kaszelkiem z głębi trzewi. Ktoś musi sięgnąć po chusteczki higieniczne dziesięć sztuk w opakowaniu i wyjść z sali, bo złapał go glut gigant, więc przechodzi przez ludzi i zamyka drzwi z trzaskiem. Gdy wchodzi z powrotem do środka, też zamyka drzwi z trzaskiem. A ja pytam, jaki był odsetek samobójstw wśród kalwinistów (zadziwiająco niski; lubili cydr).

Dobrze jest być znów studentką. To obecnie jedyna rzecz, dzięki której zachowuję jako taki balans. Naprawdę nie potrafię w życiu robić nic poza uczeniem siebie i uczeniem innych. Chciałabym, czasem marzę w metrze, gdy nie mam żadnych assigned readings, być korpodziewczyną. Pracować od 8:00 do 17:00, wracać do domu i zapominać. Trzepać te 2500 (brutto) jako junior, może 3500 (brutto) jako senior. Może miałabym już kredyt i kawalerkę na Targówku Fabrycznym. Może miałabym ekspres do kawy i ajfona sześć plus. Na pewno nie męża. Miałabym to wspaniałe ustabilizowane życie, które śni się ludziom po nocach, i mama byłaby dumna. 

Stabilizacja. Na samą myśl o tym słowie cofa mi się obiad sprzed tygodnia (pewnie zupa cukiniowa).

By uratować swoją rozklekotaną duszę przed zapaścią ostateczną, pojechałam do Elżbiety, żeby na leżakach ("park przy Starym Browarze") puszczać bańki i grzać się w ostatnim słońcu. Żeby przekonać się, że wszystko, co chciałyśmy odwiedzić, jest zamknięte. Żeby Elżbieta pogubiła prezenty, które jej przywiozłam (znalazły się dwa dni później!). Żeby łazić po Wildzie i prawdopodobnie spotkać tam kogoś. Żeby patrzeć, jak ładnie odbija się świat w fontannie ("park przy fontannie"). Żeby wypić najgorszą kawę w życiu w nowo otwartym miejscu niedaleko dworca.

Elżbietko, żywię dużo dobrych uczuć wobec Ciebie.

Tydzień później Elżbieta z Tomaszem przybywają do Warszawy. Tym razem nic nie jest zamknięte, bo wszystko jest zajęte, a starsza pani w pomarańczowych szatach zajmuje całą kanapę i dwa stoliki. Gdy wychodzi, szybko rzucamy się na wygodniejsze miejsca i zauważamy, że starsza pani zostawiła pół kawałka tortu czekoladowego (gluten free). Namawiamy Tomka, żeby zjadł. Trochę się krępuje. Nie je. Cienias! Ja puszczałam bańki w komunikacji miejskiej! Elżbieta przywozi mi kolejne zdjęcie do kolekcji oraz przepyszny blok czekoladowy, który w amoku zjadam, nie bacząc na ból zęba. Ząb zaczął boleć od razu po moim powrocie z Poznania. Przypadek? Doprawdy nie sądzę. Pewnie to kara za grzechy (nie opuszcza mnie kalwinistyczna aura, jak widać).

Bardzo się boję, że sobie nie poradzę. Nieradzenie sobie jest czymś, co przeraża mnie prawie tak samo jak wojna, a wojna to coś, co przeraża mnie najbardziej na świecie. Tymczasem przybieram dziarską minę, maluję usteczka i idę pokazać kursantom, jaka jestem super i sprawić, że rok ze mną będzie najlepszym rokiem w ich życiu.

11 comments:

  1. Od glutów do gluten free.
    gluten free = nie mam kataru

    Powinnam napisać "Poradzisz sobie!", "Dasz radę" - tak się mówi ludziom, prawda? Ale wolę napisać: "Nie bierz sobie na łep za dużo, to sobie poradzisz". Chociaż być może już za późno...

    Buziaczki. Niech fajne studia zrównoważą te niefajne, niech bilans wyjdzie chociaż na zero :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam nadzieję, że w listopadzie będę gluten free (bo Ty na pewno) i będziemy się pysznie bawić.

      Delete
  2. W moim życiu niestety także studia oznaczają stabilizację. Nie mogę byc stabilna bez jasnego rozkładu zajęc i listy rzeczy do wykonania. Bez tego po prostu tonę w bezradności. I nie robię nic, nawet jak bardzo chcę. Ponoc to nazywa sie depresja.

    Proponuje Ci zakupic wielki zapas sudatefu i rozdawac studentom jako welcome pack na zajeciach, moze skonczy sie smarkanie a przynajmniej troche ucichnie

    Czy Ciebie tez dobija dzisiejsza pogoda? Mam ochote połozyc sie w kałuży

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kiśniemy w tym razem.

      O nie, nic nikomu nie kupuję! Nie zasłużyli!

      Było okropnie.

      Delete
  3. Z 3500 brutto nie miałabyś kredytu. raczej. Może ci to nada perspektywy rozsądniejszej.
    Co się uczysz teraz?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie ma rzeczy niemożliwych!

      Nazywa się to dumnie kulturoznawstwo Stanów Zjednoczonych.

      Delete
  4. te stawki warszawskie to z sufitu czy serio takie są? zawsze mi się wydawalo, ze w warszawie zarabiają o tyyyyle więcej.

    aha, przyznam się. tak naprawdę judziłam tomka żeby zjadł ciasta po starszej pani, bo sama miałam na nie ochotę. hehe.

    a tajemnicze czerwone serduszko wygląda po zdjęciu folii jak gąbka, ale cały myk polega na tym, że po "rozerwaniu" okazuje się, że to mocno ściśnięta ściereczka była. o pczym przekonaliśmy się w Mieście Zakochanych. przypadek?
    tajemnica rozwikłana, następną proszę.

    cieszę się, że blok czekoladowy (blog czekoladowy...) smakował, to będzie moje dyżurne coś słodkiego.

    i jeszcze odnośnie pierwszego akapitu: czy to nie Ty wolisz jak jest zimno a lato ssie? HE HE. chciałaś to masz.

    buzi buzi buzi!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na serio takie są. Pewnie wiele zależy od korporacji, ale średnia to jakieś dwa i pół tysiaka.

      Tak właśnie sądziłam, głodomorze!

      Następna tajemnica chyba dopiero w okolicach kwietnia, co?

      Był pyszny. Proszę o przepis!

      W lecie kichają, bo mają alergie. Na to samo wychodzi ;)

      Delete
    2. no najpierw Ty bedziesz miała tajemnicę, juz ja to obmysle.

      przepis, mowisz? google, blok czekoladowy. serio. wszystkie przepisy sa takie same.

      Delete
    3. A POWIEDZ JAKĄ?
      (hehe.)

      Myślałam, że istnieją specjalne poznańskie triki na blok czekoladowy! To zrobię od razu jak wypróbuję przepis na ciasto dyniowe.

      Delete
  5. Blok czekoladowy to moja popisowa potrawa.
    Która ostatnio przestała wychodzić, ja pierdolę co za życie.

    Najlepiej mi się funkcjonowało kiedy wstawałam codziennie o 6 rano, byłam zorganizowana i skupiona, organizacja, systematyczność, jezu jak było cudownie! Nie opuszczałam żadnych zajęć (przez Ciebie mam ochotę iść na jakieś studia humanistyczne, myślisz że przyjmą mnie na magisterkę na uniwerku jak obronię się jako inżynier-znawca-materiałów?) i perspektywa była jakaś taka jaśniejsza.
    Później antydepresanty przestały działać i wszystko strzelił chuj.

    ReplyDelete