07/09/2015

♪ the weeknd - real life

Nie zamierzam narzekać, wręcz przeciwnie. Jest cudownie. Jest zimno, dostaję wiatrem w twarz, deszcz puszy mi włosy, jest zimno. Nareszcie. Nie chciałam niczego więcej poza owijaniem się szalikiem piętnaście razy, szybkim wiązaniem koka, żeby zmieścił się pod kaptur i noszenia botków zamiast vansów. Jesień to dla mnie początek. Prawdopodobnie będzie tak jeszcze przez dwa lata. A potem? Potem może się zabiję.

I only want 2 see u underneath the (purple) rain.

Pierwszy winyl Prince'a przywiozłam z Berlina, kiedy byłam hasającą licealistką i z matematyki miałam dwójkę, a nie pałę. Weszłyśmy do jakiegoś antykwariatu na Ku'dammie. Gdy zauważyłam Purple Rain między półkami, myślałam, że oszaleję z radości. Winyl kosztował 8 euro i zostanie uratowany jako pierwszy, jeśli na Ursynowie wybuchnie pożar. Nie wybuchnie; za bardzo leje. Czekam, aż deszcz zmieni się w śnieg. Wtedy dopiero będzie idealnie.

Jutro idę do swojego opiekuna naukowego. Nie mam zielonego pojęcia, po co. Zabawnym znajduję fakt, że żeby zaliczyć rok studiów, szanowny pan prof. musi wystawić mi opinię. Mam wielką nadzieję, że ma jakiś wzór, którym może się posłużyć w moim wypadku, ponieważ moim jedynym doktoranckim osiągnięciem jest to, że ten rok w ogóle przeżyłam. Dostałam się na kolejne studia magisterskie, owszem, lecz nie mają one nic wspólnego z moim doktoratem. W samym tylko sierpniu przeczytałam dziewięć książek, ale nie są one choćby luźno związane z moją pracą. Jestem wspaniała. Nabiłabym siebie na pal, gdybym nie była skończonym tchórzem.

Do osiągnięć, choć zdecydowanie nie tych doktoranckich, można zaliczyć również to, że nie jestem już nędznym piekarzem, który zapomina podwoić proporcje albo nie wie, kiedy ciasto jest za rzadkie lub za gęste. Jestem teraz piekarzem, który w środku nocy, gdy nie może zasnąć, gdy czuje gnębiący go smutek i żal, miesza w jednej misce składniki suche, w drugiej mokre, szybko je łączy, wkłada do piekarnika i czeka na pęknięcia na cieście. Jeśli coś mi nie wychodzi to tylko dlatego, że wrzucam do masy za dużo owoców czy czekolady, bo chcę przedobrzyć, bo chcę, żeby wszyscy byli szczęśliwi.

Naczytałam się Céline'a i ciągle chce mi się płakać. Po pierwsze, nigdy nie będę tak pisać*, po drugie, ludzie to kłamliwe kurwy.


*- Najchętniej zostałabym pisarką, najlepiej bogatą - mówię mamie.
- Nie ma takich - słyszę w odpowiedzi.

20 comments:

  1. Jeszcze kiedys ktoś Ci za pisanie zapłaci.
    Nie narzekamy razem, wiesz?

    ReplyDelete
  2. No jak to - a Rowlingowa?...

    Też miałam winyla PR, dostał go znajomy dj, bo uznałam, że jemu bardziej się przyda.

    Wczoraj wyszłam na zewnątrz tylko na 3 minuty wynieść śmieci i uderzona dzikim wiatro-deszczem w twarz, zrozumiałam, że to już jesień, czyli Koniec. I że chcę umrzeć.

    bo chcę, żeby wszyscy byli szczęśliwi
    Czy to nie jest jakiś Twój problem czasem?

    Co do kurew to się zgadzam. Doszłaś do tego wniosku po lekturze Celine'a?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wyjątek od reguły.

      Wstydziłabyś się!

      Miałam tak przez całe lato. Teraz Ty cierp. Sprawiedliwa wymiana. Równowaga Wszechświata.

      Ja jestem złożona z problemów.

      Ależ, doszłam do tego o wiele wcześniej (jak, zapewne, wszyscy), ale Céline uświadamia to aż nazbyt boleśnie. Wiesz, dlaczego czytam go od marca? Bo muszę sobie robić przerwy na przetrawienie i zrozumienie, to tak wali w głowę i splot słoneczny.

      Delete
    2. Równowaga? Ja mam 3 miesiące szczęścia, a Ty 9.

      "Jestem złożona z problemów." - brzmi jak początek powieści.

      Delete
    3. Ale Ty z tego szczęścia robisz lepszy użytek.

      Nędznej, na moje oko. Jak idzie Albertyna?

      Delete
  3. Nocne pieczenie na zabicie smutków - Barbara posyła propsiki.

    ReplyDelete
  4. a wiesz, że ostatnio piekłam tartę wytrawną i sernik i było to nawet smaczne (teściowa approved) i spodobało mi się pieczenie? czekam tylko na jakichś gości, bo nie mam kogo karmić.
    kto wie, może ja też coś upiekę na za (niecały) miesiąc upiekę!
    a to zdjęcie, to mogłabys obciąć trochę z lewej, nie wkurwiają Cię te krzywe paski? bo mnie tak, ale jestem niewolnikiem właściwych proporcji i tylko zdjęcia 2:3 sie dla mnie liczą. ale ja jestem ortodoksem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeśli upieczesz mi sernik, to zostanę Twoją niewolnicą.

      Nie wkurwiają. Wciąż jestem rozwalona swoją twarzą na tym zdjęciu. Mam ochotę sobie je wydrukować i nakleić na gębę. Już obcinam.

      Delete
  5. Tak, ale - nie wiem, jak w stolicy, ale tutaj nie było okresu przejściowego, tylko od razu ten uroczy głowouywjący, nakurwiający złem, kochany szczeciński wiatr. A ja bym jeszcze poprosiła o te jesień złotą, ze swetrem i marynarką, do cholery. I problem numer dwa - obecna aura budzi we mnie nieodpartą potrzebę wydawania pieniędzy, których nie mam, na rzeczy, których nie potrzebuję. Na przykład na zupełnie niepraktyczny płaszcz z Mango (bo przecież jest z outletu przeceniony o pizdylion złotówek i totalnie będzie mi pasował do butów. Not).
    Gratuluję odkrycia cudów piekarnika. Siedzisz i patrzysz, jak rośnie (ja siedzę)? Chcesz przepis na sernik, którego nie da się spierdolić?

    (podziwiam te wszystkie studia, magisterki, doktoraty... może to kwestia tego, że spędziłam pięć lat na dziadowskiej uczelni, którą chciałam bardzo szybko opuścić, a może po prostu lenistwa, ale mniebysieniechciało)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie było okresu przejściowego. Okropna pogoda wlazła pod kołnierze bez wcześniejszej zapowiedzi.
      Ja wydałam pieniądze, których nie mam. Weź ze mnie przykład.
      Już nie siedzę, tylko podglądam. Chcę przepis.

      (Nie ma czego podziwiać, doktorancko jestem totalnie do niczego.)

      Delete
  6. Zbyt wiele dobrego może być niedobre. Też zdarzyło mi się nie raz przegiąć ilością czekolady czy owoców i muffiny umarły z nadmiaru szczęścia. Bardzo piękne zdjęcie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale to w imię wyższych celów przecież! Bez sensu ta logika.

      To zasługa Elżbiety. Dziękuję.

      Delete
  7. zostań bogatą pisarką! będę kupować Twoje książki. i namówię znajomych.
    i w ogóle, ja też mieszkam w Poznaniu. a właściwie przy. wiesz, kiedyś, jakby coś... chętnie przyjmę znaną pisarkę. podejmę na obiedzie.

    "A potem? Potem może się zabiję." <3

    h.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję za słowo otuchy!
      Kiedy do Poznania uda mi się wpaść na weekend (miałam zostać dłużej teraz, jadę w październiku, ale doktorat popsuł moje plany) na pewno Cię zaczepię. Wątpię, żebym osiągnęła do tego czasu jakąkolwiek sławę, ale mam nadzieję, że nie wzgardzisz.

      Delete
  8. a gęba w niczym nie przeszkadza?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trzeba o to zapytać Gombrowicza.

      Delete
  9. nie po to masz średnik na garbach, żeby się iść pochlastać

    ReplyDelete