04/08/2015

♪ iamamiwhoami - fountain

Jest minimalnie przed dziewiątą, a może to już dziewiąta. Wchodzę do biurowca, winda jak zwykle zamyka się przed moją zaspaną i kretyńsko opaloną twarzą, ale jakaś szczupła dłoń blokuje drzwi, mogę wsiąść. Grzecznie dziękuję. Winda pełna jest korporacyjnych twarzy i ciał w korporacyjnych ubraniach, ja w swoim rozciągniętym sweterku, dresie i vansach pomagam współpasażerom przenieść się w świat książąt i żebraków. Wysiadam na trzecim piętrze, jak zawsze, jak zawsze nie mogę powstrzymać się od myślenia, że recepcjonistka jest strasznie nieszczęśliwa i czekam na swojego korporacyjnego ucznia, któremu na mój widok opada szczęka i przeprasza mnie, że nie odwołał zajęć, ale urodziny żony, rozumiesz. Pewnie, że rozumiem. Zrywam się rano, budzę pod chłodnym prysznicem, mechanicznie wkładam do ust łyżkę z musli, próbuję nadać sobie poważny wygląd, chowając rumieńce pod warstwą pudru, jednocześnie słuchając FKA twigs i półprzytomna idę do metra, w którym jednym okiem rzucam na Mailera (na razie mi się podoba, ale naczytałam się, że Jeleni park przypomina Wielkiego Gatsby'ego i straciłam przynajmniej 1/4 przyjemności z lektury, Wielki Gatsby to jęczybułowatość do kwadratu), a drugie zamykam, by złapać trochę snu, żeby rozumieć.

W zeszłym tygodniu obejrzeliśmy z Wojteczkiem Als wir träumten w kinie Praha. Donoszę, że Wojtek się SPÓŹNIŁ. Film doceniamy, polecamy, przede wszystkim tym, którzy mówią językiem naszych zachodnich braci, bo chwilami napisy sięgały dna den niezgodności z oryginałem. Motywem przewodnim W rytmie marzeń (oto przykład dna den) jest piosenka Moderat, A new error, która dobitnie i mnie, i Wojteczkowi uświadomiła, że jesteśmy w dupie z naszymi życiami, bo kompletnie nie wiemy, co z nimi robić. Stoisz na rozdrożu i cudem wybierasz jakąś drogę, raczej na oślep, a strach obejmuje nawet koniuszki twoich włosów, okazuje się, że ta nowa droga to kolejne cholerne rozdroże, ile to może trwać, jak długo można to ciągnąć, kiedy będzie prosto, jasno, nie pod górkę? Czy to nie jest tak, że kiedy człowiek kończy 25 lat, to otrzymuje magiczną księgę, w której jest napisane jak żyć i jak podejmować decyzje, a autorem tego opasłego tomiszcza nie jest Martin Heidegger, ani, tym bardziej, Friedrich Nietzsche? Do listopada zamierzam karmić się nadzieją. Dziwnie jest nie mieć pojęcia, co dalej. Jeszcze dziwniej jest je stracić. Kiedyś byłam pewna, mogłam recytować plan na swoją świetlaną przyszłość zerwana z łóżka w środku nocy, prawdopodobnie to mnie zgubiło. Gdy człowiek, który żyje przyszłością, nagle traci jej wizję i musi zacząć faktycznie zderzać się z teraźniejszością, bo zapodział to, co go przed nią chroniło, utyka w bardzo niebezpiecznej próżni, mierzy sobie temperaturę kilkanaście razy dziennie, potrząsa histerycznie głową, bo chce się obudzić, wierząc, że to zły sen, drżą mu powieki.

Z okazji urodzin Witolda G., które są dziś, a co odnotowuję, bo jestem górnolotnym intelektualizmem podszyta, życzę sobie posiąść jego mądrość. Za piskliwy głosik dziękuję.

W portfelu noszę złote konfetti, które przypomina mi o jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu, o koncercie Prince'a. Jakiś czas temu, płacąc w osiedlowym warzywniaku, do dziesiątaka przyczepił się jeden złoty pasek. W niemym przerażeniu obserwowałam, jak pani warzywniakowa ściąga go z banknotu z wyraźnym niesmakiem i upuszcza na podłogę, nie byłam w stanie zareagować. Little red corvette, 3:00-3:17.

9 comments:

  1. Kto przeszłością żyje, albo przyszłością, a nie teraźniejszością, ten wcale nie żyje. Ament.
    Stąd to poczucie próżni.
    (A konfetti w finale to właśnie przeszłość)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Najświętsza z prawd. Ale jak wbić się na dobre i naprawdę w teraźniejszość?

      Delete
  2. no ja się uczę żyć tym, co dziś, ale średnio mi idzie (bo przecież Tomek wraca już w piątek i co to będzie???). a jest wtorek.
    uczmy się razem tego, co dziś, dobra? w kupie raźniej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Możemy spróbować. A potem będziemy chodzić na spotkania Anonimowych Przyszłościoholików.

      Delete
  3. raz, uwielbiam New Error, to piosenka mojego życia i nawet nie jestem w stanie tego wytłumaczyć
    dwa, z tego co zrozumiałam po tym jak wkroczyłam w pewien wiek, to każde kolejne urodziny to tylko chaos i mętlik w głowie; więc może po prostu najlepiej je zignorowac i mówić co roku, że się kończy 18

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie jestem pewna, czy osiemnaste urodziny są bezpieczne. Wolałabym ósme, ale na to nikt już się nie nabierze, niestety.

      Delete
  4. Urodziny to dupa, świętujmy fakt, ze po prostu żyjemy, a nie jak długo, jak dobrze, czy inne bzdety. Nie zostanę kobieta, która kłamie na temat swojego wieku, to zbyt skomplikowane logistycznie, ale przyznaje jednak, ze mdli mnie z lekka, gdy na disney channel widzę młodocianych milionerów obdarzonych talentami i o ilości lat polowe mniejszej niz moja. Ale wtedy patrzę na swoje jeszcze nieopluskwione mieszkanie i życzę im niebolesnej śmierci z przedawkowania dragow na receptę. Tym disneyowskim gwiazdkom, nie pluskwom. Chociaż pluskwom na dobra sprawę tez, nawet bardziej.
    Chciałabym, by moje życie miło mnie zaskoczyło, tak samo z siebie. Bo planowanie to jednak nie moja działka; nie umiem samodzielnie wybrać pomidorów, a co dopiero zdecydować, jak ma sie potoczyć moje życie.

    ReplyDelete