27/07/2015

♪ red hot chili peppers - especially in michigan

Pracę igły słyszę bardzo wyraźnie. Jest przeraźliwie głośna, wibruje w uszach, blokuje każdy inny dźwięk. Kiedy rozdziera mi plecy, boli, bardzo, w ogóle się tego nie spodziewałam, ale siedzę bez ruchu i czekam; może tylko przygryzam wargi. Myślę, że krwawi, choć nigdy nie krwawiło, faktycznie, zero krwi. Wracam spokojnym spacerem przez Pole Mokotowskie i to ten etap, kiedy jeszcze nie wierzę. W domu, zaraz po prysznicu, spoglądam w lustro. Chce mi się płakać ze szczęścia, ale przecież nie mogę zrobić z siebie skończonej kretynki, górnolotne intelektualistki chlipią tylko na smutno.

To poniedziałek. W piątek wieczorem piekę brownie z czerwonej fasoli, które smakuje mnie, KWD i nieśmigielskim, z którymi spotykam się w niedzielny poranek w moim ulubionym miejscu do jedzenia czegokolwiek, opychamy się, nabijamy z ludzi i zachwycamy się tym, jacy jesteśmy czadowi, bo przecież jesteśmy.

Wtorek, 3:30. Mętny wzrok, włosy w nieładzie i torba na podłodze. Próbuję zrozumieć, co tu się dzieje. Ach, tak, za chwilę wychodzę na ostatni nocny autobus, żeby dostać się na dworzec centralny, bo jadę do Zakopanego, pierwszy raz w życiu, do czego aż nie wypada się przyznać, mając na uwadze moją (teoretycznie) nieskończoną miłość do Stanisława Ignacego Witkiewicza. Niespodziewanie przyjemnie jest obserwować, jak miasto budzi się do życia. Autobus pełen jest kierowców ZTM, ulice pełne są numerów tramwajów, które mają zupełnie inną trasę, ale przecież muszą dojechać na pętlę. Wschód słońca zwala z nóg swoją mocą.

Ten cytat brzmi piękniej po angielsku, co przyznaję ze zdziwieniem. Wystawa "Anioł i syn", Droga na cholerny Koziniec 8. Poszłam trochę za daleko, trochę się spociłam, dekolt brutalnie czerwony (to ostatni dzień, po co mi filtr!, wykrzyknęłam entuzjastycznie rano).

Nie sądziłam, że ojca pokocham tak, jak syna, ale po tych wszystkich wystawach i spacerach, nie mam innego wyjścia. Chciałabym, żeby ktoś pisał do mnie takie listy, jakie Stanisław pisał do Stanisława Ignacego. Czy chciałabym, żeby ktoś spodziewał się po mnie zuchwałego geniuszu i osiągnięć wielkich, żadną miarą niezmierzalnych? Prawdopodobnie tak, skoro spodziewam się tego sama po sobie.

Podróż mija szybko, zasypiam, za Krakowem warunki do snu są idealne, pociąg pustoszeje. Zmieniamy kierunek jazdy chyba ze cztery razy, węszę spisek, ale szybko się uspokajam, grupa podróżnych z przodu nagle zaczyna się modlić, znów czuwam, może nadchodzi apokalipsa i nikt mnie nie powiadomił, głupio byłoby przespać tak doniosłe wydarzenie.

Na peronie czekają Agata, Piotr i Tomasz, jak dobrze ich widzieć! I od tej pory łazimy, żremy, łazimy, żremy i rozmawiamy, o życiu, śmierci, trochę o penisach, ale nie za dużo. Z radością zauważam, że nie mam żadnych zakwasów, tylko boli mnie tyłek, ale skoro wszyscy pragniemy pupy Kim Kardashian, biorę to za dobrą monetę. Gdziekolwiek nie pójdziemy, jestem zachwycona. Spacery Doliną Strążyską, szalony wypad do Morskiego Oka, na szczycie jemy szarlotkę, tak po prostu wypada, w drodze powrotnej przesiąkamy górskim deszczem, Cmentarz na Pęksowym Brzysku (ojciec i matka Witkaca, Przerwa-Tetmajer, Makuszyński), Gubałówka. Jedyne, co mnie przeraża i napawa niewymownym lękiem to Krupówki. Krupówki to piekło. W piekle cały czas idzie się Krupówkami w dzikim tłumie, który właściwie nie wie, dokąd zmierza, ale musi kupić oscypek i kierpce.

Bazgroły mojego świrusa. "Naciągaczy pojęć".

Na wystawie w Willi Oksza spotykam wspaniałą kuratorkę, z którą długo gawędzimy o Witkacym. Robię zdjęcia wszystkiego, kupuję parę witkacowskich memorabiliów, to chyba wystarczająco uzasadnia piątkę, którą promotor wystawił mi za seminarium doktoranckie. Poza tym, jeśli mi się chce, mogę cytować mojego misia, tylko że nikt mnie wtedy nie słucha. Fakt, że rzadko mi się chce.

Nie tak miał wyglądać mój urlop. Miałam tkwić w Warszawie i zajmować się szeroko pojętą pracą naukową i spaniem. Ciężko wrócić do pracy, do czytania książek do doktoratu, do bagienka, w które się wpakowało, do kawy z kawiarki, a nie z Grass (pierwsze wegetariańsko-wegańskie miejsce w Zakopanem!), gdzie wielki kubas wypijałam codziennie, bo była tak pyszna, po tych wszystkich widokach, przeżyciach i rozmowach. Dziękuję Wam, ulubiona warszawska rodzino! Straciłam poczucie co robić dalej, tak jak pielgrzymi do Juta-Juta.

Pielgrzymi do Juta-Juta, ujrzeli po drodze cudownej piękności bramę w okolicy Piernication-Point i stracili poczucie co robić dalej. Odbijam się ciut w rysunku Witkacego.

W powrotnym pociągu PKP Intercity przypominam sobie, dlaczego ludzie to ścierwa i nawet uroczy pan konduktor, który mówi, że mam ładnie prześwietlony dekolt (tj. spalony) nie pomaga. Wagon bezprzedziałowy, chcę czytać książkę i słuchać muzyki, a nie kłótni spowodowanej zajęciem półki na bagaże czy użyciem perfum, nie chcę słyszeć słów brudasy, wypierdalać, wzywamy w Krakowie policję. Wagon jest oklejony reklamami, więc zamiast zaokiennych, zwykle lekko przybrudzonych widoków mam przed oczami czarne kropki. Jestem już bardzo zmęczona i piecze mnie skóra, zniechęcona odkładam książkę i wpatruję się w okno, robi się coraz ciemniej, zamiast zachodu słońca przez kropki zaczynam widzieć twarz, w którą wpatruję się z ciekawością, twarz staje się coraz wyraźniejsza, aż orientuję się, że to ja. Spanikowana i przerażona chcę od tego uciec, ale nie mam jak.

7 comments:

  1. Też nie mam poczucia, możemy się więc spotkać na przykład.
    #jeżoskładnia

    ReplyDelete
  2. chciałabym Cię zobaczyć na krupówkach. hehe. ale się cieszę, że Ci się tatry podobały, sama już nie nie mogę doczekac - za rowno miesiąc powinnam dojeżdżać do zakopanego. chyba że nie dostanę wolnego.

    a jakie to są witkacowskie memorabilia? magnesik na lodówkę? kubeczek z uszkiem?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie chciałabyś.
      Sprzedam Ci fajne miejscówki!

      Zeszycik. Kalendarzyk. Uloteczki. Kubas z Wituniem już mam.

      Delete
  3. Ostatnio ktoś zwrócił mi uwagę, że nie spełniam marzeń. Może faktycznie przestałam, może naprawdę wszystko odkładam na jesień. Lato mnie przytłacza, życie mnie przytłacza.

    Przyjechać mogę, tylko tak, żeby Jeżowi nie wcinać się w sesję. Ten Twój operator igły specjalizuje się w czymś? Potrzebuję kogoś od geometrycznych kotów.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wyślę Ci późnym wieczorem mejla, Stri.

      Delete