03/06/2015

♪ active child - playing house

Studio tatuażu pachnie jak obietnica i środki odkażające. To są bardzo dobre zapachy, bo obietnica zostanie za chwilę spełniona i nie będzie w niej ani odrobiny bakterii.

Ledwie pamiętam robienie swojego pierwszego tatuażu. Byłam w tak wielkiej euforii, spowita obłokami szczęścia, że niewiele kojarzę. Obok siedziały Magda i Olga, Maciek jeździł igłą po wewnętrznej stronie mojego nadgarstka, mgliście przypominam sobie, że najgorsze było wykańczanie detali i że na drugi dzień intensywnie notowałam na zajęciach, przez co ręka rozbolała mnie tak, że stanęły mi w oczach łzy.

Od kiedy tylko dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak tatuaż, wiedziałam, że będę miała choć jeden. Myślałam o tym często i intensywnie, nie mogłam się doczekać, aż na moim ciele pojawi się wzór - bo na początku miały być gwiazdy po wewnętrznej stronie nadgarstka właśnie. Z czasem motyw gwiazd zrobił się tak popularny i oklepany, że odrzuciłam ten pomysł bez większego żalu. Olśnienie przyszło niedługo potem.

Nie mam ani jednego zdjęcia swojego tatuażu. Musi być tak:
The only man who never meant 2 cause me any sorrow.

Nie mam zielonego pojęcia, jak wróciłam po wszystkim do domu. Dobrze, że mieszkałam wtedy na Mokotowie, miałam blisko, może z roztrzepania spowodowanego wielkim skokiem endorfin wpadłabym pod metro. Gapiłam się godzinami na to arcydzieło, od rana do wieczora, aż nagle zapomniałam, że to w ogóle na mnie istnieje. Czasami, gdy ktoś prosi, żebym pokazała mu swoją rękę, ze zdziwieniem pytam, po co. Nie wiem, jak moja prawa ręka wyglądała, zanim zrobiłam tatuaż. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby go tam nie być.

Najdziwniejsza reakcja, jakiej doświadczyłam:
pomyślałaś, jak to będzie wyglądać spod sukni ślubnej?
Przyznam, że nie pomyślałam i przyznam, że interesuje mnie to średnio.
Sądzę, że nad tym, jak to będzie wyglądać na starość, nie musimy się rozwodzić. Bardziej będzie obchodzić mnie nasikanie do kaczki niż to, czy wyblakły mi tatuaże.

Tatuaże, ponieważ drugi od pierwszego czerwca ozdabia moje lewe udo, a planuję kolejne, które tkwią w mojej głowie od dawna; co najmniej od paru lat. Czas, by znalazły się na moim ciele.

W dzień dziecka leżałam stosunkowo wygodnie na prowizorycznej leżance pokrytej czarną folią (natychmiastowe skojarzenia z trumnami i katafalkami), gdy na moim udzie działy się czary. Przyglądałam się spokojnie prawej części studia, rozsypały mi się włosy. Było bardzo gorąco. Gojenie się tatuażu w tropikalne wręcz upały jest koszmarem. Wyszłam ze studia i poczułam, jak boli, a ból po jest gorszy niż sam proces tworzenia. Skóra jest napięta, miejsce tatuażu lekko wybrzuszone, wpada się w stan dziwnego zmęczenia. Szłam powoli, wydaje mi się, że minęłam Zeusa, albo to moje potatuażowe przywidzenia, rypnęłam wrażliwym udem o bramkę w metrze, okazało się, że otwieram bramki udem lewym. Uświadomiłam to sobie dość boleśnie. Ale to, że mam go naprawdę, uderzyło mnie dopiero, gdy zmieniałam opatrunek przed snem, gdy już byłam po pracy, po spoconym, cuchnącym metrze i nie musiałam się nigdzie spieszyć. Wspaniałe uczucie.

*

W maju poniedziałek od poniedziałku dzieliła nieskończoność, byłam tak wyczerpana, że zaczęłam mylić jawę ze snem, a sen był okrutnie lekki i budził mnie najcichszy szelest. Wypiłam niezliczone litry kawy, widziałam trzy razy Anioły w Ameryce, pięć godzin i trzydzieści minut teatralnego absolutu, starałam się nie podejmować żadnych głupich decyzji, zmieniłam telefon. Nagrodziłam się za moje nędzne majowe zwycięstwa (głównie za przeżycie tego wycieńczającego miesiąca) wegańskimi klopsami z IKEA. Jakie osiągnięcie, taka nagroda. Są pyszne.

Czerwiec będzie wyraźniejszy.

30 comments:

  1. Piękna historia. A na udzie masz co? Prince'a z profilu?

    Moj pierwszy tatuaż był tez z całym entouragem, a wszystko zdecydowanie spowite mgiełka sacrum. Zdziwiłam sie, ze nie bolało, chociaż miało - na kości podobno zawsze. Drugi bolał dużo bardziej, mimo ze był dużo mniejszy. Dwa kolejne, które liczę jako jeden trzeci, po prostu... czułam. Lubię czuć ten proces tatuowania.

    Najgorszy jest tydzień po. Te opatrunki, łuszczenie, gojenie. Bez tego mogłabym sie zdecydowanie obyć.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Proszę opowiadać gdzie masz co! Może byc na fejsbuniu. Też Ci wszystko opowiem. Robiłaś w Warszawie?

      Samo tatuowanie jest wspaniałe. Potem wstajesz i idziesz niczym Jezus.

      Gojenie się jest bardzo upierdliwe, ta folia, te alantany. Teraz jest przeraźliwie gorąco i niewygodnie mi szalenie z tym udzichem owiniętym.

      Delete
    2. Analogia do Jezusa bardzo trafna. Bo to wlasnie to to to.

      Ja glupio dwukrotnie zafundowalam sobie taka impreze w lato - u mnie jeszcze dochodzil czynnik nieswiadomosci rodzicow, wiec chodzilam w bluzach i dlugich rekawach przy trzydziestu stopniach, zeby tylko ukryc te glupia folie. Jak juz sie zagoilo to spoko, latwo schowac.

      Moj ojciec, stary rockman i pierwszy do bicia zomo, to pewnie by sie i troche podjaral moimi tatuazami, ale mama to slaby i delikatny kwiatuszek, moglaby sie zalamac i rozplakac. Wiec do dzis im oszczedzam tego widoku i bardzo staram sie nie spedzac z nimi wakacji, ale zawsze wychodzi inaczej.

      Delete
    3. Aaaaa, i robilam u typa od Juniora, jesli kojarzysz Juniorink. To bylo tyle lat temu, ze fejm mieli mniejszy i mniej monet sobie zyczyli. Anyway, ten z tym typem przezylam swoj pierwszy i drugi raz, bylo super. A ostatnia runda ze znajomym znajomego, ktory tez jest super, no i pracuje w Paryzu, niezaprzeczalny plus. Ale jak juz Ci wspominalam, problemiki mu sie przytrafily, musze czekac do kwietnia przyszlego roku.

      Delete
    4. Bardzo sprytnie z tym tatuowaniem się latem. Liczę na to, że zobaczę wszystkie sztuki już niedługo!

      Kiedy obwieszczałam swojej mamie, że mam tatuaż (ten pierwszy, więcej zachodu, żeby go ukryć, trzeba było się przyznać), myślała, że zamierzam jej powiedzieć, że jestem w ciąży.

      Trzymam kciuki za przyszły rok!

      Delete
    5. Niedlugo w sierpniu, czyz nie?

      Delete
    6. Właśnie to miałam na myśli.

      Delete
  2. "To są bardzo dobre zapachy, bo obietnica zostanie za chwilę spełniona i nie będzie w niej ani odrobiny bakterii" – jakie to piękne i Twoje!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Im mniej bakterii, tym lepiej.

      Delete
  3. Biedaku... Powinnaś to zrobić, jak było zimno :(

    Czekam na obiecane nagie zdjęcia w płótnie.

    I chyba właśnie ostatecznie odebrałaś mi chęć na tatuaż - bolesność tworzenia mnie nie odstrasza, ale to gojenie się później... Ja nie mogę sobie pozwolić na niedyspozycję fizyczną :(

    A maj był najkrótszym miesiącem tego roku. Właściwie to prawie go nie było.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dlatego następny będzie jesienią. Dzis zrywałam opatrunek w knajpie i przeszłam kilka dobrych kilometrów bez niego. Boli, pulsuje. Goi się cudownie, ale to wciąż dla organizmu duży wysiłek. Jeśli musisz być ciągle na chodzie i w nienagannej formie (a, jak wiemy, musisz) faktycznie albo zaczekasz albo zrezygnujesz. Zresztą, uważam, że na tatuaż naprawdę zawsze jest czas i nie trzeba się z tym spieszyć.

      Maj wlókł się okropnie. Dobrze, że już po wszystkim. Byle do listopada! :)

      Delete
  4. to piękne i zabawne, że ludzie się tak różnią. opowiadasz o swoim tatuażu i czuję jakbym patrzyła na coś przez szybę, jakbym widziała ale nie słyszała dźwieku. albo patrzyła na pismo w obcym jezyku. w sensie nigdy nie ruszały mnie tautaże, dla mnie to tylko rysunek na ciele, nie wiedzialam że czuje się takie rzeczy.
    w sensie wiesz że ja się nie wyśmiewam ani nic, nie? po prostu nie wiedziałam o co cho z tatuażami, troszkę mi rozjasnilas po co sie je robi. ależ dzisiaj jestem elokwenta, może skończę już to komentowanie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiesz, Żeluniu, tak to wygląda według mnie. Jest wiele osób, które robią sobie tatuaż, bo po prostu podobał im się wzór. I choć zupełnie tego nie rozumiem, to przecież też ok. Jak się spotkamy, to pewnie juz dorobię się trzeciej sztuki, więc opowiem Ci co i jak.

      Delete
  5. Tak pięknie opowiadasz o swoim tatuażu. Sama lubię tatuaże i marzy mi się jeden. Chcę to marzenie niedługo spełnić. Przeraża mnie trochę gojenie się tatuażu podczas gorąca, mam jednak nadzieję, że nie będzie tak źle.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję w imieniu tatuaży. Są dla mnie bardzo ważne.

      Będzie kiepsko, dopóki będziesz musiała owijać się folią. Nie wiem, co prawda, o jakim miejscu myślisz, ale pewnie będzie się zsuwać, mimo szalonych warstw taśmy papierowej. A potem przyjdzie etap złuszczania się skóry i gorączkowych rozmyślań: czy właśnie zdrapuję sobie tatuaż? ;) Trzymam kciuki!

      Delete
    2. Ja w ciagu dnia bardzo sie pilnowałem, ale zawsze i tak drapalam sie przez sen, a świadectwem zbrodni był poranny widok prześcieradła pokrytego czarnymi farfoclami.

      Delete
    3. Głupia autokorekta robi ze mnie mężczyznę.

      Delete
    4. Gender wbrew woli!
      Ja się jeszcze trzymam. Ale korci...

      Delete
  6. Hm, a ja myślałam o tatuowaniu się w lipcu. Dzięki, Lu. Chodzę w szortach i patrzę na lewe udo i sobie wyobrażam.

    Z ciekawości czystej: a telefon to jaki?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeśli dasz radę poczekać, radzę poczekać. Chyba, że lipiec będzie chłodny.

      Ajfon 4s.

      Delete
    2. Poczekam. Chociaż ten pierwszy tatuaż ma być mniejszy i na nadgarstku, też lewym. Drugi na przedramieniu. Prawym. Trzeci na lewym udzie. Z myślą o każdym chodzę od kilku lat, żeby nie było że to tak hop i siup. Ciekawam, co sobie wrysowałaś.

      Łohohoho! A nie wydaje Ci się zbyt mały po Nokii?

      Delete
    3. Rób, tatuaże to dobro. A AZS nie jest przeszkodą?
      Zapewne któregoś dnia zobaczysz (obnażałam się już w Końskim Jarze, na Polu Mokotowskim i w Morskim Oku).

      Wydaje mi się idealny, Nokia jest najdramatyczniejszym telefonem na świecie.

      Delete
    4. PS Wybrałaś już studio?

      Delete
    5. Nie wybrałam. Szukam i szukam i nie jestem pewna.

      Koleżanka z AZS nie ma żadnych problemów nawet podczas zaostrzeń, jak szukałam informacji na forach to ktoś nawet pisał że miejscu gdzie był tusz, zmiany przestały się pojawiać.

      Delete
  7. Czy jestem jedyną osobą na planecie, która się nie dziara, bo boi się reakcji alergicznej? :)
    Inna sprawa, że na lepsze te obawy wyszły, bo wzór, który podobał mi się 5 lat temu i który noszę ciągle w portfelu, już mnie tak nie kręci.

    Poka poka kiedyś, co tam masz ładnego. Założę się, że spod ewentualnej sukni ślubnej wyglądałby za-je-bi-ście. Co to za wątpliwości i pytania, w ogóle...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Prawdopodobnie! Za pierwszym razem w ogóle o tym nie pomyślałam, za drugim - po paru smutnych historiach - owszem, ale potrzeba tatuażu była zbyt silna.

      Pokażę Ci, nawet zaraz. Nie uwierzysz, ale to pytanie zadano mi w Hormonie!

      Delete
    2. Nikomu już nie można ufać... hańba.

      Delete
    3. Bezczelnie się wtrącę, ale tatuaże to chyba najlepszy możliwy dodatek do sukni ślubnej. W moim prywatnym rankingu wyprzedza nawet męża.

      Delete
    4. Weźcie, zgooglałam tattooed bride, żeby wrzucić coś na potwierdzenie i się rozpłynęłam <3

      Delete