01/03/2015

♪ stereophonics - nothing precious at all

Czasami bywa tak, że dzieciak miesiąc swoich wakacji musi spędzić w sanatorium. Miałam do tego kilka okazji. Za pierwszym razem jako trzynastolatka pojechałam do słynnego, chyba już na całym świecie, Ciechocinka. Przebywanie tak długo z dala od domu niesamowicie mnie rajcowało, ale na samą myśl o poznawaniu nowych ludzi chciało mi się uciekać. Jak widzicie, pewne rzeczy się nie zmieniają. Pojechałam jednak, czego nie robi się dla zdrowia, jechałam z mamą bardzo długo, ta podróż w ogóle nie chciała się skończyć. Kiedy dotarłyśmy do wielkiego, smutnego i szarego budynku, zwątpiłam. Zwątpiłam tym bardziej, gdy pielęgniarka zasugerowała pozbycia się wszystkich sprzętów elektronicznych, bo nie biorą odpowiedzialności za kradzieże.
Najcenniejszą rzeczą, jaką wtedy posiadałam, był discman. Miał niebieską klapkę, kosztował około dwustu złotych i świrowałam na jego punkcie. Obsesyjnie kupowałam baterie, byle mi ich nigdy nie zabrakło.
Do tej pory mam wszystkie szemranie nagrane płyty CD-R, a odkrycie płyt CD-RW było dla mnie tym, czym dla Kolumba było odkrycie Ameryki.
Z jednej strony nie chciałam go oddawać - jak niby mam zasnąć bez muzyki? Jak niby mam się odciąć od tego cuchnącego tężniami świata i od - nie wiadomo jakiej - współlokatorki? (Chciałabyś pojechać do Londynu? To we Francji?) Ale kochałam mojego discmana tak mocno, że nie mogłam ryzykować jego straty. Wręczyłam go mamie, w oczach miałam łzy i chciałam, żeby mama poszła sobie jak najszybciej i żeby proces poznawania rzeczywistości bez muzyki zaczął się już teraz, może będzie mniej boleć, jeśli natychmiast się w to zanurzę.
W rzeczy samej nie byłam piszczącą, roześmianą i wesolutką trzynastolatką, a raczej przeintelektualizowaną i werterowską. Gdybym miała takie dziecko, chyba bym je zabiła.
Rodzice mojej współlokatorki zaopatrzyli ją w przenośne radio z Biedronki. Jej tata miał sumiasty wąs i był kierowcą karetki - Ewelina zdradziła mi w tajemnicy, że czasem jeżdżą na sygnale, żeby nie stać na czerwonym świetle i pamiętam, że poziom ludzkiej nieuczciwości okropnie mnie przeraził - Luizo, gdybyś wiedziała, czego się jeszcze dowiesz! - byłam zdruzgotana tym, do jakiego kłamstwa można się posunąć.
Radio z Biedronki często gubiło sygnał, co jakiś czas udawało się złapać Rmf-fm. Nie było to spełnienie moich marzeń, wszak byłam trzynastolatką z niezwykle wysublimowanym gustem, ale nie śmiałam narzekać. Pamiętam, że zawsze, kiedy słuchałam radia - nie mogłam się doczekać, aż Ewelina pójdzie na basen, a ja zostanę z muzyką sama - ktoś musiał mnie odwiedzić, bo bezwiednie zostałam uwielbianą maskotką całego turnusu. Tęskniłam za muzyką tak koszmarnie, że nawet papkowate dźwięki radia odrobinę koiły moje wewnętrzne rozedrganie. Mimo wszystko nie mogłam się doczekać końca pobytu i mamy z discmanem w ręku. Za każdym razem, gdy dzwoniłam do domu, lub gdy dom dzwonił do mnie, mówiłam: tylko nie zapomnij o discmanie! Tylko nie zapomnij! Gdy mama mnie odebrała pewnego sierpniowego wieczoru, miło się z nią przywitałam, pożegnałam z resztą niedobitków i wetknęłam do uszu słuchawki, a na uwagę mamy, że może opowiedziałabym jej jak było, mruknęłam, że codziennie dzwoniłam.
Owszem, byłam jestem strasznym dzieckiem.
Ale czy wiecie, jaka to była ulga? Słuchać Stereophonics, za których dałabym się wtedy pokroić tępym nożem, na cały regulator, aż do zdrętwienia uszu, a mogłam to robić bez wyrzutów sumienia dzięki mojemu wiecznemu zapasowi baterii-paluszków.

Rozgrzebuję to wszystko, bo wczoraj Kyo zmuszała mnie do faszerowania jej muzyką i przez przypadek trafiłam na Stereophonics, których dawno nie słuchałam, a teraz nie mogę wyłączyć. Z jakimi oni łączą się wspaniałymi czasami, chciałabym do nich wrócić, choć na dwie minuty. Ile mogę o to prosić?

Uczę grupę nastolatków - bardzo, bardzo ich lubię - i ostatnio, by ukoronować naszą naukową przyjaźń, puściłam im jeden z moich ulubionych odcinków Darii, której, oczywiście, nie znali. Ja ze śmiechu siedziałam na krześle zwinięta w kułak i znów marzyłam o tym, żeby być Darią - to jedna z moich największych nastoletnich fantazji - a gdy po obejrzeniu włączyłam światło i spojrzałam na ich twarze, wiedziałam, że nic dobrego z tego nie będzie.