11/02/2015

♪ sonic youth - wish fulfillment

Śni mi się mój opiekun naukowy, który mówi, że jestem tak obrzydliwie nieudolna, że nie jestem nawet w stanie nanieść drobnych poprawek w konspekcie. Jestem obrzydliwie nieudolna. Śnię, że jestem w ciąży. Według senników spełnią się moje marzenia. We śnie jem parówki i po przebudzeniu jestem przerażona tym, że zjadłam mięso. Na wszelki wypadek porządnie szoruję zęby. Śnię, że przeprowadziłyśmy się z KWD do jednego z mieszkań, które oglądałam i okazało się, że jeden z pokojów to świetlica dla więźniów. Stąd te wszystkie winyle i zakurzone książki, stąd Thin Lizzy i The Boys Are Back in Town. Śni mi się koncert Afghan Whigs, podczas którego Greg Dulli zwierza mi się, że jest zakochany w pewnej ekolożce; serce mi pękło z takim hukiem, że się obudziłam. Prawdziwy koncert w tę niedzielę.

Witkacy przechowywał wycięty wyrostek robaczkowy swojej kochanki. Zasuszony język noworodka. Niedopałek papierosa Piłsudskiego. Rok 2015 jest rokiem witkiewiczowskim.

Dlaczego dobrze jest mieszkać z KWD:
A także, gdy zostawia ze mną psa na cztery dni, mogę się zabawić z jej nadopiekuń-psowa-czością i wysyłać smsy: Mamusiu tensknie hau, Mamusiu zrobiłem rano kupke hau hau. Uważam, że jestem demonem dowcipu.

W niedzielę mam zajęcia z jedenastoletnią O., która jest wymarzoną jedenastolatką. Jest grzeczna, miła, uprzejma i uczy się z zapałem godnym podziwu. Wskazuję jej błąd w jednym z ćwiczeń, na co ona:
- Nie wiem, czy pisałam to piórem czy ścieralnym długopisem...
- ŚCIERALNYM DŁUGOPISEM? - pytam, bardzo zainteresowana; to rzecz, która wzbudza we mnie największe emocje od czasu, gdy Afghan Whigs zrepostowali moje zdjęcie.
- Tak, można zetrzeć to, co się napisało! O, proszę - demonstruje.
- Uła, a można zetrzeć jeszcze raz to, co się napisało i znów na tym pisać tym samym długopisem? - dociekam (to zdanie zrozumieją ci, którzy na co dzień, tak jak i autorka tego jękliwego wpisu, posługują się piórem).
- Tak! - O. ponownie demonstruje.
- Uła - mówię z podziwem. - Uła.
- A wie pani, są nawet takie cienkopisy różnokolorowe...
- Uła - odpowiadam. - O kurde.

Dziś w nocy skończyłam Najgorszego człowieka na świecie. I zastanawiam się, wiecie, dlaczego ten mężczyzna w 192 najpierw się ukradkiem rozgląda, nieśmiało wyjmując puszkę piwa Tatra z plastikowej reklamówki, którą potem zręcznie otwiera i - rozsiadając się wygodnie - popija. Czy pije tylko w autobusach, a trzeźwieje w drodze do domu, czy ten autobus to tylko preludium, czy musi się znieczulić, żeby w ogóle do domu wejść, a może dom dla niego nie istnieje? Podobnie jest w pociągach. W TLK i w Interregio obserwować można do woli. Najpierw ostrożna ocena sytuacji, potem beztroskie niby grzebanie w torbie czy plecaku, zasłanianie logo i otwieranie puszki, syk. On wie, że my wiemy, on wie, że czuć ten zapach, ale twardo zasłania puszkę, a jeśli wyczuwa konduktorskie niebezpieczeństwo, delikatnie stawia piwo za siedzeniem. Żeby się tylko nie przewróciło.

W tym tygodniu minie rok, od kiedy powstał ten - jakości dyskusyjnej - blog. Rok stuknie mu w dzień świętego Walentego, kiedy cały dzień będę w pracy, później na korepetycjach, a jeszcze później z wywieszonym jęzorem będę gnać na trzeci wręcz koniec Warszawy z Magiczną Moni, żeby w studiu ATM zobaczyć Apokalipsę i niedorzecznie wzdychać do Jacka Poniedziałka.

Cieszę się, że jesteście tu, żeby poczytać o tym, jak się wywaliłam na śliskiej posadzce albo jak kupuję materac w IKEA. Dzięki temu blogaskowi poznałam wielu fajnych ludzi, w tym przede wszystkim Agatę, która szturmem wbiła do pierwszej piątki Tych Najbardziej Dla Mnie i Mojego Zdrowia Psychicznego Zasłużonych. Z fajnymi ludźmi z bloga można fajnie spędzić czas lub umówić się na fajne bumelanctwo w odpowiednim - fajnym - czasie. Też załóżcie sobie bloga, jeśli jeszcze nie macie, myślę, że Internet pomieści nas bez trudu.

Sam ten rok jednak był - przełknięcie śliny - żaden. Gdyby nie to, że, jak donosi mój kajet, byłam w teatrze siedemnaście razy, chyba nic nie miałoby sensu. Obroniłam się, dostałam się na studia doktoranckie, na myśl o których w tej chwili panikuję, a w gardle rośnie mi wielka gula strachu, wyrzucono mnie na bruk z mieszkania i do tej pory się wzdrygam, gdy przejeżdżam obok tego bloku. Z niektórych rzeczy jednak nie da się śmiać, choćby nie wiem, jak się chciało. Niewiele pamiętam, a raczej: niewiele chcę pamiętać; to jak zgnieciona kulka szarego papieru, która leży w kącie, ale o której ciągle się zapomina przy wyrzucaniu śmieci.

I'm sick of following my dreams. I'm just going to ask them where they're going and hook up with them later.
- Mitch Hedberg

25 comments:

  1. Ty to masz zawsze taki strumien świadomości w każdym wpisie, ze ja nie wiem, do czego sie odnieść i w jakiej kolejności.

    Gdy byłam bardzo głupia i sie bardzo odchudzałam, po nocach śniły mi sie prawdziwie antyczne uczty, niemal z pawimi piórami w wiadomym celu włącznie. Przyznaj, ze po prostu marzysz o parówkach, he he he.

    I ja nie wiem, gdzie Ty sie chowalas, ale ja miałam taki długopis w gimnazjum.

    Miłej roczniczki!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zapomniałam odpowiednio rozpocząć:

      PIERWSZA!

      Delete
    2. Bo ze mnie to taki Joyce za dychę. Albo Irzykowski chociaż ;)

      Kiedy zaczynałam z wegetarianizmem, faktycznie, mięso bywało nęcące. W tej chwili autentycznie mi słabo, kiedy czuję jego zapach; na smak nawet nie mam ochoty się porywać. Ale może brakuje mi mięsa w życiu, wiesz, tej substancji, co z rzeczy błahych robi takie, o które warto się bić. Od parówek do filozofii!

      Totalnie nie było takich długopisów za naszych czasów! Chyba tylko w stolicy.

      Gratuluję bycia pierwszą! Może jakiś prezencik?

      Delete
    3. Na podlasiu też były. Te długopisy.

      Delete
  2. no no, muszę przyznać, że smsy od psa mnie b. rozbawiły.
    co to jest za książka? jak za pół roku na nia trafię fartem w biliotece to przeczytam. ale małgośka halber? pisze? really?

    pierdolisz, bardzo fajny ten Twój blogas. dużo nie czytam, ale ten jest najlepiej pisany.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Staram się.
      "Najgorszy człowiek na świecie". Halber pisze i niech pisze, mądra z niej kobieta bardzo.

      Jeśli mój blogasek zdobył atest Żelżbiety, nic nie jest mi straszne!

      Delete
  3. w sensie: dużo innych blogów nie czytam - a nie, że u Ciebie duzo nie czytam ;d co piątą linijkę!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Donoszę, że załapałam za pierwszym razem!

      Delete
  4. Trzymałam dzisiaj w dłoni "Najgorszego...", zerknęłam na w środek, trochę na lewo od środka, na koniec, na początek. Wiem już, że mi się spodoba, ale na razie nie kupiłam. Odezwał się we mnie zdrowy rozsądek: "Jeż, kurwa, wytrzymaj do następnego stypendium. Kupiłaś już 'ślepnąc od świateł' i 'zrób mi jakąś krzywdę' i dostałaś 'pornografię' i 'ości', a na półce czeka 'rok 1984', 'trainspotting', czwarta biografia floydów, 'miłość w czasach zarazy' i 'dzienniki' gombrowicza.

    Pewnie się domyślasz, że nie pisałam tytułów wielką literą bo nie chciało mi się kopiować różnych wariacji na temat litery s, co nie?

    ReplyDelete
  5. Irzykowskiego nie moge, a Ciebie wręcz przeciwnie, wiec spoko luzik. Przynajmniej za dwie dyszki!

    Filozofia nie taka głupia, tylko nie wiem, pod jakim mięsnym katem ja rozpatrywać. Schopenhauerowsko? Freudowsko? CZEGO Ci tak naprawdę brak?

    Wypraszam sobie stolice.

    Dawaj, dawaj, biere wszystko!

    ReplyDelete
    Replies
    1. To miała być oczywiście odpowiedz na odpowiedz, ale jestem dupa (ze względu na blogowa opcje wege nie dodam, ze wołowa).

      Delete
    2. Za tyle ostatnio kupiłam "Pałubę", wyobraź sobie.

      To jest bardzo dobre pytanie, przez które ostatnio nie mogę zasnąć.

      Może nowoczesny ścieralny długopis?

      A zatem dupą marchewkową.

      Delete
    3. "Paluba" powraca do mnie w koszmarach sennych; o ile wstepnie bylam gotowa (i wciaz jestem) uznac jej wyjątkowość, nowatorstwo i inne takie, to z rozrzewnieniem wspominam czasy czystej nienawiści do irzykowskiego, ze to swoje dzieło życia w ogole popełnił. Ćwiczenia z pozytywizmu/młodej polski miałam z doktorantem-psychofanem "Paluby" i praktycznie musiałam nauczyć sie tego gowna na pamięć, by mnie typ dopuścił do egzaminu. Na egzaminie byłam u innego typa natomiast, który okazał sie wielbicielem Berenta - a akurat Berenta (jak i wielu innych) olałam ciepłym moczem, bo "Paluba" zabrała przecież cały mój czas i energię na niemal dwa semestry i finalnie nawet jedno głupie pytanie egzaminacyjne na jej temat nie padło. Ale sie wybronilam, nawiazywalam jak tylko sie dalo do tej nieszczęsnej "Paluby" nawet przy rozważaniach o Sindbadzie Lesmiana czy Micinskim. To był mój najbardziej traumatyczny egzamin.
      Kurtyna, oklaski, dziękuje.

      Delete
    4. Zazdroszczę Ci tej polonistyki tak, że nie jesteś sobie w stanie tego wyobrazić.

      Delete
  6. Barbara z krainy wongla11 February 2015 at 19:11

    Panowie w TLK lub Interregio jadący na Śląsk nie kryją się z puszeczką piwka.

    ReplyDelete
  7. Lu, co Ty pieprzysz, nawet za MOICH czasów były ścieralne długopisy. Tyle że pisały beznadziejnie, jakoś jasno. Ten był intensywny?

    A poza tym to cóż, do dziś całuję samą siebie w myślach za to, że kliknęłam Twojego blogaska, zaintrygowana pierwszorzędnymi komentarzami u mnie. Łał, pomyśl, jakby to było świetnie pocałować samą siebie w usta!

    Aha, i wielkie oklaski za karteczkę od KWD, rozczuliła me zwiędłe serce.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie. A te są profesjonalne i piszą grubo i jeszcze w różnych kolorach. I u mnie takich NIE BYŁO.

      W marcu nasza rocznica, co zrobimy?

      Przekażę oklaski.

      Delete
  8. Świetnie, teraz wychodzi na to, że tylko u mnie nie było ścieralnych długopisów.

    ReplyDelete
  9. ja już nie mam bloga. kochasz mimo to nadal?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja już Ci przecież pisałam, co o tym sądzę, uciekaczko-zamykaczko, ale kocham Cię zawsze. Tylko że boję się z Tobą spotkać, bo ostatnio, co się umawiałyśmy, to chorowałam od razu. Zróbmy to z zaskoczenia jakoś.

      Delete
  10. Za każdym razem jak widzę kartkę od KWD zastanawia mnie bardzo jedna rzecz: czy wyczaiła śliskość przez okno, czy wychodzi... AAAAAAAAA! Doznałam olśnienia! Chciałam zapytać czy wychodzi o barbarzyńsko wczesnej porze, ale przecież Gustaw. No tak.

    ReplyDelete