27/11/2014

♪ the 1975 - pressure

- Ale muszę pani powiedzieć - mówi kosmetyczka, sięgając po pędzel - że wygląda pani kwitnąco. Zakochała się pani?
W perspektywie ostatnich wydarzeń aż mnie zmroziło, więc wymamrotałam pod nosem, nie wiedząc, co zrobić z tak nieoczekiwanym komplementem:
- Wręcz przeciwnie.
- Naprawdę? No ale wygląda pani po prostu przepięknie. I te pani oczyska! Takie WIELKIE.
Nadal byłam wytrącona z równowagi tymi słowami, więc odpowiedziałam:
- Pani oczy też nie są takie małe*.
- Niby tak, ale przy pani? Pani są OGROMNE.
*królowa elokwencji

Czy można odczarować listopadową klątwę jednym dniem, dniem swojego przyjęcia urodzinowego? Najpierw pracuję od 8:20 do 14:40, a nie śpię za wiele, bo przyjeżdża Bombowa Barbara i gadamy pół nocy, choć doskonale wiemy, że sobota dla mnie jest pracująca, a dla niej ucząca. Dzięki samej Barbarze i jej prezentowi, który spełnia wszystkie moje piśmiennicze i szminkowe marzenia, listopadowe mdłości zaczynają przechodzić.

- Potrafisz pukać stopą? - pyta Żaba, jedząc kolejną szałową zupę, którą przyrządziłam.
Jako że z okazji zapalenia ucha nie wyglądałam za specjalnie (ryj spuchnięty, włosy roztrzepane, oko przyćpane), zrobienie durnej miny wyszło mi nadzwyczaj dobrze.
- Słuchaj - mówi Żaba, demonstrując pukanie stopą o szafkę - brzmi jak ręką, nie?

Wracam do domu. KWD zdążyła już sporo przygotować i przyłapuję ją w trakcie robienia sałatki. Grzecznie jem makaron z pysznym sosem, jęcząc i marudząc, jak to będzie beznadziejnie i że chyba odwołam tę imprezę i że chce mi się spać. Zmywam trochę naczyń, trochę włażę na głowę KWD, a trochę próbuję zdziałać coś sensownego. Decyduję się na drzemkę. Po dziesięciu minutach od mojej decyzji do domu wchodzi Żwawa Żaba. Oglądamy Warsaw Shore. Dochodzę do wniosku, że chcę być postacią z Warsaw Shore i nigdy nie myśleć o niczym poważniejszym niż to, czy będę musiała zapłacić za zarzyganą tapicerkę w samochodzie.

- Chciałam podgrzać sobie zupę i najpierw wzięłam twój garnek, ale zobaczyłam, jak bardzo jest czysty, przestraszyłam się i wzięłam inny - zwierza się KWD.

Z uczelni wraca Barbara. Teraz dopiero się dzieje! Uskutecznia muffiny pizzowe (z których finalnie wyszła pizzowa - pyszna - ciapa), ja staram się doprowadzić do porządku swoją twarz (co już prawdopodobnie na zawsze pozostanie działaniem bezcelowym) i w uszach Myszki Miki na głowie udaję, że mam lat pięć i pół, a nie dwadzieścia cztery. Powoli zbierają się goście - pierwszy przychodzi Wyrodny Wojtek, który zaczyna rozmawiać z Bachą o korporacji i życiu w tejże, a do dyskusji niedługo dołącza Piękny Parzuch, więc automatycznie chce nam się z Żabą spać. Krucha Kasia wręcza mi wino i dzielnie nie zmywa się po godzinie mimo zmęczenia. Potem wpadają cudne Kpiarska Kyo i Figlarna Folja i natychmiast zmieniają moje uszy Myszki Miki na koronę z diamentami, brylantami, szafirami. Czuję się jak szczęśliwy przedszkolak (a nie chodziłam do przedszkola).

Jestem w toalecie w centrum handlowym. Raptem otwierają się drzwi do kabiny obok i słyszę:
- JESTEŚMY JAGÓDKI CZARNE JAGÓDKI MIESZKAMY W LASACH ZIELONYCH ZIELONYCH OCZKA MAMY CZARNE BUŹKI GRANATOWE A SUKIENKI SĄ ZIELONE I SELEDYNOWE MAMO FAJNA PIOSENKA? A KIEDY DZIEŃ NADCHODZI DZIEŃ NADCHODZI IDZIEMY NA JAGODY NA JAGODY A NASZE CZARNE SERCA CZARNE SERCA BIJĄ NAM RADOŚNIE BUM TARARA BUM MAMO FAJNA CO?

Co i rusz nadciągają kolejni biesiadnicy, którzy składają mi moc życzeń i całusy na poliku, a szminka od Barbary tkwi nieruszona na mym uście. KWD podstępnie zaciąga gości do swojego pokoju, porządnie zamykając drzwi, by po chwili ich wypuścić. Atmosfera buzuje jak bąbelki szampana, którego zaraz będziemy pić. Po ginie z tonikiem najbardziej kocham цapcкoe игpиcтoe.

- Kup kapustę kiszoną - żąda KWD.
- Kupię u tych młodych dziewczyn koło metra - odpowiadam.
- CO? KAPUSTA Z BECZKI? PRZECIEŻ TO BAKTERIE, ZARAZKI, LUDZIE OTWIERAJĄ, ZAMYKAJĄ, CHUCHAJĄ!!!
- A do kapusty w woreczku nie chuchają? Ktoś to tam musi wsadzić, nie?
- Przecież to jest sterylizowane! OZONEM!

KWD jako event manager nakazuje mi usiąść na miejscu najbardziej oficjalnym, czas na najpyszniejszy tort pistacjowo-czekoladowy przez najwspanialszą Żabę upieczony, szampana i stukanie się papierowymi kubkami w kolorowe grochy. Sto lat huczy mi w głowie, swawolna Żaba ze świeczek miast 24 układa na torcie 42, każą myśleć życzenie, zastanawiam się najintensywniej w swoim życiu, nawet bardziej niż podczas obrony magisterki, nawet bardziej niż podczas rozmowy na studia doktoranckie, raz się żyje, dmucham, rozlegają się oklaski, KWD kroi tort, przychodzą spóźnieni goście, witam ich z uśmiechem i rumieńcem na gębie, to jest najlepszy dzień roku (i pisząc to, w oczach mam szklanki, na starość jestem coraz bardziej rozmemłana i roztkliwiona, co to będzie, gdy faktycznie dożyję lat czterdziestu dwóch?).

- A wiesz - zaczepia mnie radośnie KWD, uprzednio spożywszy batona kinder maxi king oraz twix, resztkę sera brie (prosto z papierka), zagryzając owocowym musli i popijając piwem fortuna, stając w drzwiach do mojego pokoju - że istnieje mięta o smaku i zapachu coca-coli?

Nadchodzi najszczęśliwszy moment dla każdego dzieciaka, a kim ja jestem, jeśli nie dzieciakiem, otwieram prezenty! Są tam książki, są tam poduszki, są tam słodycze i herbaty, jest tam kaseta od Magicznej Moni i Mistrzowskiego Mike'a z utworem Jodelautomat oraz tona dobrego uczucia, dzięki której wiem, że ci ludzie ze mną będą, nawet jeśli wywalą mnie z tego doktoratu i nawet jeśli na twarzy wyrośnie mi sumiasty wąs. Nagle KWD mówi, że jest tu dla mnie coś jeszcze. Zaglądam do torebki, w środku małe opakowanie, na nim podpisy najdoskonalszych gości, rozrywam papier drżącą ręką, a tam Kindle, mały, śliczny i pachnący, uśmiecha się do mnie, mruga znacząco i mówi: nigdy więcej przewożenia ton książek podczas przeprowadzki, wszystko będzie tu, a mi chce się ryczeć już ostatecznie; powstrzymuje mnie tylko ta z trudem namalowana twarz i zachowanie jej przed Szyderczym Szymonem, rzucam się do ścisków i całusów, a szminka dalej nie schodzi z moich ust.

- To gdzie cię dzisiaj oznaczymy? - pyta Żaba z niewzruszonym przekonaniem o byciu Najsprytniejszym Numerantem Wszechświata, biorąc do ręki mój telefon.
Górka na Kazury.

I choć nie wszyscy mogli przybyć z powodów od nich właściwie niezależnych (Anielska Agata, Piernikowy Piotr, Tyrański Tomcio, Raperska Renata wraz z Kosmicznym Kiszonem), tak oto na ziemi zaistniał najbardziej beztroski wieczór, kiedy to jedliśmy pyszności - wyśmienity tofurnik, stos sałatek i tostów, a także sernikobrownie z oreo Bajecznej Bzu, piliśmy alkohole, gadaliśmy, ignorując czas i graliśmy w Time's Up (Żwawa Żaba, próbując opisać Gustawa Holoubka, z nadzieją w oczach wypala: GOŁĄB PO CZESKU?) oraz Cards Against Humanity. I było nam błogo; tak właśnie wygląda pokój na świecie.

Rarytasowa rozklapiucha.

Cards Against Humanity.

Dziękuję za zdjęcia, Kyo!

Tuż po urodzinach zachorowałam znowu, tym razem poważniej niż zaledwie dwa tygodnie temu (mój lekarz: koszula rozpięta, alkohol pity, śpiewanie... ja tutaj słyszałem tę imprezę, Luiza!), więc mam wiele czasu, by rozkoszować się starością.

20 comments:

  1. Ja Wam kupię foremki na muffiny przy jakiejś okazji chyba.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wątpię, abyśmy coś piekły (chyba, że znów za rok).

      Delete
  2. Pieknie mi sie Ciebie czyta!
    P.s. tez nigdy nie bylam przedszkolakiem!

    ReplyDelete
  3. Moja słodka PRINCZESKA :*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*
    Na następne urodziny zabieramy Cię całą rodziną do Ciechocinka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spadówka, lizusie.
      (:*)
      Byłam już w Ciechocinku, jedźmy do Rabki.

      Delete
  4. Najlepszego! I zdrowia.
    P.S. A ja miewam ostatnio nader częste wykłady o wyższości kapust z beczki nad pakowanymi, czyli sztucznymi. I bądź tu mądra.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! I dziękuję.
      PS Tylko beczka.

      Delete
  5. pięknie, 100% podziwu, 0% złośliwości. ktoś moze mi powiedziec że zazdrości "podróży", a ja zazdroszczę jak nie wiem takich chwil. daj trochę znajomych!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo chciałam zaprosić Ciebie i Tomka, ale nie miałam zupełnie gdzie Was przenocować (czasy wielopokojowego mieszkania dawno się skończyły), co bym Wam miała powiedzieć: ej, wpadajcie, ale śpicie w peronie metra?
      Może się uda za rok! I dam Ci wtedy znajomych. Trochę.

      Delete
  6. Co to znaczy wręcz przeciwnie do zakochania? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jest to trochę smutna, trochę żałosna historia, która nie nadaje się na wystawienie publicznemu oku.

      Delete
    2. Napisz proszę krótki list!

      Delete
    3. Poszło priorytetem. W ogóle dziś jest dzień darmowej dostawy! No to wiesz.

      Delete
  7. Przeczytalam Cie wczoraj cala - w komunikacji miejskiej wygralas z pozerska Nothomb - i nie moge oprzec sie wrazeniu, ze Cie znam. Tzn, wiem, ze Cie nie znam, ale brzmisz - komentujesz, ubierasz sie, jadasz, sluchasz - jak moja bff na wiek wiekow, co sprowadza sie do dwoch opcji - albo nia jestes (a nie jestes), albo ona jest Toba (a nie jest). Szok szokunio, nie wiem, jak zyc, kawalek swiata mi runal.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nothomb cieniaska.
      Może to znak, że powinnyśmy się pięknie zafunflować i stworzyć warszawsko-paryską nić porozumienia!

      Delete
    2. jestem za, totez czekaj na list klawiatura pisany (i daj na to kawalek czasu, bo zycie i zdrowie sie mnie sypie)!

      Delete