14/10/2014

♪ caribou - our love

Mój główny powód rozpoczęcia studiów doktoranckich:

Gustowny wzorek.

Nie, skądże, żartuję. Tak naprawdę chcę się przysłużyć nauce i postawić Pulitzera (czy też Nobla) (czy też Oscara za Najlepszą Rolę Dramatyczną w Luizie i ludziach) obok winyli Prince'a. Dorobić się garba, zostać jeszcze większym krótkowidzem, a na koniec mieć hemoroidy.

Zaczęło się. Czuję jakieś nerwy, czuję jakiś stres. Muszę porozmawiać z moim opiekunem naukowym na temat narkotyków przez Witkaca zażywanych i zapytać, czy według niego powinnam zacząć ćpać już teraz czy poczekać do otwarcia przewodu (o ile dożyję).

Gdy dotarłam do domu, inauguracją roku akademickiego co najmniej dobita, położyłam się zniechęcona na mym łożu i, najwidoczniej, w sen zapadłam (aż żal, że nie w wieczny). Przebudziwszy się, przez chwilę nie miałam zielonego pojęcia, co się w ogóle ze mną dzieje, a gdy ustaliłam wszystkie fakty (szczególnie te dotyczące zrobaczałej egzystencji), zapaliłam światło (na wszelki wypadek, choć, jak pamiętamy z pierwszego, znakomitego jeszcze tomu Jeżycjady Czy twoim zdaniem żarówka powinna samoczynnie gasnąć w obecności nieboszczyka?) i ujrzałam swoje zmęczone spojrzenie w lustrze (żywy trup). W tej samej chwili usłyszałam pukanie do drzwi, które się lekko uchyliły, a w nich pojawiła się ręka KWD, a w ręce jej czekolada. Potem zjadłyśmy pizzę (pyszniutka i, oczywista, poprzedzona kurtuazyjnym dialogiem: - zjadłabym pizzę. - też bym coś zjadła, ale nie wiem... - czego nie wiesz. - zjadłabym coś ciepłego, ale nie chce mi się gotować... - zamawiam.) i oglądałyśmy... coś. Kiedyś Wam opowiem. To remedium tymczasowe, bo znów odpływam w głębokie smutku otchłanie. Ale jutro idziemy z Wojteczkiem do kina, więc na przynajmniej dwie godziny otchłań opuszczę. Wpis wyszedł rażąco nawiasowy. Całe moje życie to nawiasu wnętrze, szkoda, że życia kwintesencja znajduje się zawsze poza nawiasem.

19 comments:

  1. hehe, przyznaj się że najpierw mialaś ostatnie zdanie, a potem pod nie napisałaś posta.
    początki są jakie są, początki ssą. masz kilka lat żeby to wszystko ogarnąć, zdążysz pani doktorant.

    ReplyDelete
    Replies
    1. O co Ty mnie posądzasz? Mam po prostu świetny i dynamiczny flow.

      Delete
  2. jestem zajebista. tyle mam do powiedzenia.

    ReplyDelete
  3. Wzorek zacny, no i kolor - najmodniejszy podobno ;)
    Czekolada i pizza są dobre na wszelkie bóle egzystencjonalne, ja do tego dodałabym jeszcze mleczne gwiazdki Magic Stars od Milky Way.
    A teraz lecę sobie posłuchać Caribou, bo jakoś to zaniedbałam ostatnio... Choć to nie to samo, co na żywo [ ach, stare dzieje ] ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. lala, słuchałaś Caribou na żywo??? OMG, to musiało być COŚ!

      Delete
    2. Off Festival 2008.
      Ramówka wtedy była zacna!

      Delete
    3. fiu fiu, jak to mawiał wróbelek Ćwirek.

      Delete
    4. Dziękuję w imieniu legitymacji.
      Od kiedy gwiazdki wróciły na półki Tesco i nie trzeba ich z zagranicy sprowadzać, mniejszy mają urok!

      Delete
  4. I po co to całe doktorskie cierpienie, hę? ku analizie kolesia, który i tak miałby to całkiem w dupie, gdyby mógł mieć, a że nie może, to nie ma, co mylnie mogłaś odebrać jako przyzwolenie lub nawet zachętę do. Gdybym już całkiem zgłupiała i wybrała belrfersko-literacką ścieżkę, zajęłabym się analizą potencjalnych zakończeń książek Kafki. To dopiero coś. ByłoBY.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szansa na doktoracik i Nobelka jeszcze nie uciekła, piękności i mądrości me.

      Delete
  5. Jeżycjada mon amour <3
    Bobek wymiatał. Wszyscy oni wymiatali. A wiesz jaką mam radochę, jak napotykam w bibliotece Feynmanna wykłady z fizyki? Wnuczkę do orzechów też kupię, chociaż trochę się jej boję. Ale przyzwyczajenia mam takie a nie inne i nie będę mogła spokojnie spać bez kompletnej kolekcji Musierowicz. Nawet dzisiaj mówiłam o tym, że kiedy w Wigilię wszyscy dymają do kościoła po kolacji, ja się zawijam w koce i czytam Noelkę.

    Też mam studenckiego doła. A jeszcze nie jestem nawet w połowie do pierwszego pitstopa.
    Czy o doktorantach mówi się studenci? To już nie wypada chyba, więc nie będę nas do jednego worka wrzucać.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No d'oh. Kiedy pierwszy raz zjawiłam się w Poznaniu od razu pognałam śladami Borejków!
      Dla mnie Jeżycjada skończyła się na Kalamburce. Co prawda nowe tomy czytam (pożyczam, oczywista, wink wink), ale równia pochyła pozostanie równią pochyłą.

      Doktorant, student, jeden pies, cierpienie takie samo.

      Delete
  6. Od jakiegoś czasu noszę się z pomysłem aby w przyszłym roku iść na doktoranckie. Ale czy oni by mnie tam w ogóle chcieli?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Prawdopodobnie zabrzmi to źle, ale chcą wszystkich.

      Delete
  7. gratuluję ;)
    ja od miliona lat nie mogę się uporać z licencjatem. No dobra, to moje 3 podejście do studiów. Do trzech razy sztuka czy jakoś tak. Jak się uda, to się uda. Jak nie, będę wiecznym głupkiem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję /dygnięcie/.
      To powiedzenie można naginać w nieskończoność! Do czterech też może być.

      Delete
  8. Znam taką jedną, co to się w tym roku na doktoranckie nie załapała, choć szalenie chciała. Jest w depresji. Podrzucę jej linka do Ciebie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Powiedz jej, że od studiów doktoranckich można dostać większej depresji niż od niedostania się na nie.

      Delete