01/08/2014

♪ bon iver - beth/rest

- Chcę kupę - ogłasza bezceremonialnie mała - jak już się dowiedziałam - Alicja. Od razu wiedziałam, że czeka mnie podróż z przygodami. A zaczęło się od dwudziestominutowego postoju z powodu usterki układu kierowniczego między Gdańskiem Oliwą a Gdańskiem Wrzeszczem.

Wspólnie oglądamy telenowelę produkcji (zapewne) argentyńskiej:
- Kto to jest?
- Taki zły.
- A ona?
- Ona lubi przychodzić nad rzekę.
Jeden z bohaterów nazywa się jednocześnie: Lampardo, Lamparto, Lempart, Lombardo, Lampart, Lemparto, Leoprado (oryginalnie: Leopardo).
Muzyka w tle dramatycznych wydarzeń brzmi tak, jakby trzyletnia ja dorwała się do keyboarda i włączywszy demo, dziko naciskała klawisze.
Jestem już bezpieczna. Ale mnie morzy sen, mówi roztrzepane dziewczę, które lubi przychodzić nad rzekę.
Jem rogale drożdżowe i czytam Lalę* Dehnela. Tęsknię.
Bohaterowie bardzo często mówią do siebie, patrząc natchnionym wzrokiem w dal, wzdychając co i rusz: do przedmiotów, do nienarodzonych dzieci, do kolumn wielkiej posiadłości. Często ktoś ich wtedy podsłuchuje. Nikomu nie można ufać.

Ja: Dlaczego ludzie mówią dziesięć złoty zamiast dziesięć złotych?
Mama: Musisz zrozumieć, że nie każdy ma taką... cechę jak ty.

Pogrzeb żaby. Ona już była martwa.
Pies, który nie chce zejść z moich kolan.
Dżdżownica w pudełku po lodach tiramisu.

Opowiadamy te same żarty, siedzimy na tych samych miejscach, śpimy na tych samych łóżkach, każdy ze swoją ulubioną poduszką i kocem (mój jest czerwony w kratę).
Znam każdy rodzaj uśmiechu: irytacji, smutku i szczęścia. Przewiduję każdą reakcję, łącznie z tą, że teraz mam za krótkie włosy. Zapach domu wdycha się głęboko, czuje się wtedy, że jest się stąd. Że chce się tu wrócić. Zostać na zawsze. Odejść, nie oglądając się za siebie.**

- A herbata - pyta mały - jak już się dowiedziałam - Maciej - jest z ciasteczkami takimi do maczania?
- Jest może miętowa herbatka? - pyta wuj Macieja i ojciec Alicji.
W tym samym wagonie jest pusty przedział.

Każdy był w Kołobrzegu - na pewno nie w Zakopanem; tam nie było mnie - i każdy wie, że Kołobrzeg to zaklęta Dolina Muminków z porzuconymi łódkami i, wydawałoby się, niekończącym falochronem. Bryza bardzo puszy włosy. Te same stragany stoją w tych samych miejsach, te same piosenki są śpiewane tym samym głosem, przecież ja tu byłam, a tu było miejsce zbiórki.

- Zespół downa inaczej - rzuca w przestrzeń wuj Macieja i ojciec Alicji, oczekując porady od swojej żony i teściowej (od dzieci raczej nie; zresztą i tak owijają się wokół barierki na korytarzu).
- Trisomia - mówi żona.
- Drugie o - rzecze wuj Macieja i ojciec Alicji. W tej samej chwili spoglądają na siebie znacząco i mówią:
- Mongolizm.

Robię się chora na myśl o dorosłości. Czytam ponownie ukochane książki z dzieciństwa, oglądam bajki z dzieciństwa, przeglądam fotografie i wspominam, jak było mi dobrze, gdy nie byłam ani dorosła ani odpowiedzialna. Nie chcę być ani dorosła ani odpowiedzialna. Chciałabym dyskretnie pozbyć się tego ciężaru. Szkoda, że nie mam pojęcia jak. Szkoda, że to niemożliwe.


*Utknęłam, uświadomiwszy sobie, że dawno nie czytałam Ani z Zielonego Wzgórza, więc musiałam ją przeczytać. Tysięczny raz.
**It's a funny thing coming home. Nothing changes. Everything looks the same, feels the same, even smells the same. You realize what's changed is you.
- F. Scott Fitzgerald

8 comments:

  1. Barbara z krainy wongla2 August 2014 at 00:30

    Jeśli kiedykolwiek przeżyjesz podróż bez problemów to zacznę wierzyć, że koniec świata nadchodzi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To chyba niemożliwe. Wiesz, że ściągam na siebie wszystkie rozmaite przypadki tego świata.

      Delete
  2. dobrze napisane. zaprzeczanie faktom i smuteczek dobrze robi Ci na pióro. ale dorosłe życie też ma swoje plusy, powiedziałabym że o wiele więcej niż np. studia.
    a "lala" jak Ci się podobała. bo ja do ktoregoś momentu się męczyłam, a potem weszła jak woda (śliczna okładka btw). wielkie wrażenie zrobiło na mnie jak wyszukałam, że to serio sa true stories, dehnel nic nie zmyślił. no i drugie dno, o starości - ale nie chcę robić Ci spoilerów.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki, misiu.
      Kiedyś porozmawiamy o dorosłym życiu! (Chyba, że zemrę z rozpaczy nienazwanej.)

      Wiesz co, na razie w ogóle mi nie wchodzi - utknęłam w okolicach setnej strony, a upały nie pomagają mi w niczym. A podoba mi się tak 4/10, ale może jeszcze zaskoczy, jak u Ciebie.

      Delete
    2. dorosłe życie jest fajne. nawet jeśli bywa niefajne, to jest fajniejsze od tego prawie dorosłego lub całkiem niedorosłego. a skoro mówię to ja, pełna niefajności, jaka na mnie spadła, znaczy, że coś w tym musi być.

      Delete
    3. Wierzę Ci. Ale na razie moje wejście w dorosły świat to jest jeden wielki upadek ideałów. Jestem Luizą z Warszawskiego Wzgórza.

      Delete
    4. obyś nie została Luizą z Warszawskiego Zadupia.

      Delete