17/07/2014

♪ bike for three! - lazarus phenomenon

Tkwię w autobusie na dworcu centralnym. Mamy zaraz ruszać, gdy przez drzwi zagląda zdenerwowany pan i pyta:
- CZY DOJADĘ TYM NA DWORZEC CENTRALNY?
(niewiasta z walizką) - Pan jest na dworcu centralnym.
- ROZUMIEM, ALE DOJADĘ TYM NA DWORZEC?
(pan z brodą i wąsem) - Pan jest na dworcu.
(drzwi się zamykają i nieco przytrzaskują pana poszukującego) - A W CHOLERĘ Z TYM.
(niewiasta z walizką oraz pan z brodą i wąsem chichoczą)

*

Budzę się. Ale świeci! Już 8:00 jak nic. Sięgam ręką do biurka, biorę komórkę (bardzo prawdopodobne jest to, że najpierw zleci na ziemię), patrzę na ekran i widzę: 4:42.
Zasnęłam z głową na oparciu łóżka. Po przebudzeniu zobaczyłam samotną rzęsę przyczepioną do sofy. Szalenie przygnębiający widok.
4:42. Nie wierzę. Przecieram oczy. Nędzne psikusy. Leżę więc twardo i liczę na to, że zaraz do pokoju ktoś wskoczy i powie, że żartował. Do 5:00 nie dzieje się nic. Próbuję zasnąć, a próby te z sekundy na sekundę robią się coraz bardziej rozpaczliwe (najmocniej jak mogę zaciskam oczy, przesuwam się z lewa na prawo i odwrotnie, kołdrę układam w rozmaitych konfiguracjach, poduszki lądują za głową, żebym za chwilę zepchnęła je na bok). Mija jakieś 15 minut. Przełykam tę gorzką pigułkę i próbuję zapchać się durnymi wiadomościami z Internetu; wypełnić nimi mózg do cna, żeby się zmęczył ostatecznie i pozwolił zasnąć. Dochodzi 6:00. Nic z tego. Biorę zatem do ręki książkę, 6:00 to czas na prawdziwy intelektualizm, i czytam do 8:00, o której miałam wstać. I tak równo o 8:00 zaczynają wiercić. Trawę kosić. Żyć.

*

Każdy teatr ma własny, wyjątkowy zapach, ale istnieje wspólny element, wspólna cząsteczka dla wszystkich teatrów. To kojąca woń, dzięki której serce bije spokojniej i człowiek czuje, że jest we właściwym miejscu. Myślę o tym, bo przecież sezon się skończył i muszę czekać dwa miesiące nim znów wezmę głęboki oddech w sali i rozłożę krzesło, by na nim usiąść. Myślę o tym, bo gdy wyobrażę sobie - czego zapewne nie powinnam robić - 4:48 Psychosis w reżyserii Warlikowskiego, to zapiera mi dech w piersiach.

*

Właśnie przepaliła się żarówka. W ciemności nie widzę, że wyglądam jak patchwork: spalony dekolt, blada twarz, ramiona prawie przysmażone; jakbym się obracała na zepsutym grillu.

*

Ostatnio jest tak, że około 11:00 wparowuję do Agaty i spędzamy wspólnie cały dzień. Żremy (to oczywiste), sprzątamy (b. ważny aspekt naszych spotkań), oglądamy kosmetyki, które z lubością kładziemy sobie na nasze różowe od upału ryjki (drobna rozryweczka), nabijamy się z ludzi (z pokorą przyjmiemy smażenie się w piekle), a także zajmujemy się rozkosznym synem Agaty (który w tej samej chwili chce włączać światło w piekarniku, bawić się na balkonie, słuchać piosenki o szczotce i paście, robić fikołki i skakać z półki nad łóżkiem).

*

Dlaczego wszyscy uparcie powtarzają, że ucieczka nie jest rozwiązaniem? Mam ochotę im udowodnić, jak fatalnie się mylą.

16 comments:

  1. kocham nasz tydzień. lato w mieście z Lu. <3

    ReplyDelete
  2. ucieczka jest rozwiązaniem, zgadza się. ale chwilowym i może to mają właśnie na myśli inni :)

    /sara

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na nic innego mnie w tej chwili nie stać.

      Delete
  3. Mam ochotę udowodnić to samo!
    Poza tym, miewam więcej szczęścia: świecenie budzi mnie o jakiejś 7.26. Z wyjątkiem niedziel: wtedy zanim mi w gębę zaświeci, budzi mnie tłuczenie schabowych.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zróbmy to więc.
      Tłuczenie schabowych przy wschodzącym słońcu nabiera zupełnie innego, romantycznego wymiaru.

      Delete
  4. "po przebudzeniu zobaczyłam samotną rzęsę przyczepioną do sofy" - that's so luiza k. tylko Ty mogłabyś coś takiego napisać, bo tylko Ty byś coś takiego zauważyła.
    powinnaś się cieszyć że obudziłaś sie o 4:42, zobacz o ile miałaś dluższy dzień! o ile dluższe miałaś życie! ;d

    ReplyDelete
    Replies
    1. To prawda.
      Nie pocieszasz mnie, etatowy żartownisiu.

      Delete
    2. bo jestem żartownisiem, a nie pocieszaczem. a przede wszystkim jestem etatowym urzędasem, hehe.

      Delete
    3. Gdy rżę z Twych dowcipasów, od razu mi lepiej!

      Delete
  5. powinnaś wydać "tomik autobusowy" :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, zacznę to, co obserwuję w autobusach, zapisywać wierszem ;)

      Delete
  6. PS. nie wchodź na mojego bloga bo zamierzam wrzucić inspi.

    ReplyDelete
  7. Ucieczka się udaje tylko wtedy, gdy się siebie samego zostawi w domu, całą swoją głowę, ze wszystkimi zmartwieniami i rzeczami, które "trzeba przemysleć".

    ReplyDelete