13/07/2014

♪ autre ne veut - a lie

Jeśli kupuję pudło malin, które sprzedawca zachwala jako "bardzo słodkie", a w smaku są "piekielnie kwaśne" (choć wciąż niezłe, ale to zupełnie inny poziom niezłości), to się denerwuję. Bo co ja teraz zrobię. Pojadę tam i powiem: hej, proszę pana, w czwartek koło 10:45 kupiłam u pana maliny za dziewięć złotych i miały być super słodkie i co? Jakiś przekręt malinowy, konspiracja? A on spojrzy na mnie jak na kretynkę i każe wysuwać ze sklepu. Przynajmniej arbuzy jeszcze mnie nie zawiodły. Codziennie jadłabym 3 kilogramy arbuza. Kąpałabym się w arbuzie. Stałabym się arbuzem. Ktoś by mnie zjadł, wyrzucił i byłoby po wszystkim, a tu jeszcze trzeba tyle czekać.

Czy trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność? Tak.
Czy ma się ochotę uciec od odpowiedzialności? Tak.

*

Sztukę totalną poznać można po tym, że da się w niej zatopić. Nie myśli się o zrobieniu zakupów, umyciu naczyń czy zadzwonieniu do domu: po prostu istnieje się w tym, co się widzi. Nie ma publiczności, nie ma dostawionych krzeseł, wszystko staje się jednością i czuje się, że ma się tu do odegrania ważną rolę; zaczyna się należeć do spektaklu. To ma swoje minusy, oczywiście: wilgotnieją oczy, trzęsą się ręce, trzeba walczyć z podłą rzeczywistością, która walczy o to, by wciągnąć cię do siebie z powrotem - choć nierzadko to, co na scenie, jest jeszcze gorsze niż to, co czeka na zewnątrz.

Robin: Może już za bardzo bardzo niedługo wyjdę. Może za trzydzieści, mówi Tinker.
Ktoś w rzędzie za mną (szeptem, na szczęście): Trzydzieści CZEGO.

Tak, zejdźmy na ziemię. Jeśli ten spektakl wyczerpał mnie nie tylko psychicznie, ale i fizycznie, a byłam przecież tylko biernym widzem, trwającym grzecznie w siedzeniu, to co czują aktorzy? Jak oni są w stanie grać pięć takich przedstawień z rzędu? Codziennie przeżywać to samo? Czy są w stanie się wyłączyć i o tym zapomnieć, kiedy czeszą włosy, piją kawę i odkurzają mieszkanie? Jeśli tak, to jak to możliwe, że widzę ich łzy, lśniące w świetle reflektora - a nie ma piękniejszego widoku niż ten ulotny błysk - wykrzywione bólem twarze i błogość, gdy przeżywają największe szczęście?


Ogólnie chodzi o to, że podobało mi się. Bardzo. Jeśli kiedyś przestanę być egzaltowana, z pewnością dam Wam znać.

*

Dlaczego, gdy leje deszcz, na usta ciśnie się pytanie, czy będzie tak padać już zawsze, a gdy świeci słońce, nikt nie pyta, czy będzie tak świecić już zawsze? Odpowiedź właściwie nie jest konieczna.

14 comments:

  1. ale że nie zjadłaś u mnie arbuza ostatnio, to naprawdę.
    chciałabym do takiego teatru, ale to chyba w późniejszym życiu, bo teraz nie wyobrażam sobie, że miałoby się ułożyć. sprzedawcy malin należy się rozżarzony pręt prosto w dupę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Byłam zbyt pochłonięta swoją nową twarzą.
      Wiesz, to stosunkowo zabawne, że wspominasz o prętach w dupie. W Oczyszczonych jest scena, gdzie jednemu z bohaterów wkładają do odbytu kij.

      Delete
    2. lubię myśleć o ludziach, którzy z jakiegoś względu zawinili lub nie przypadli mi do gustu, że mają taki pręt w odbycie. przykro mi.
      czy twarz nadal jest now(sz)a?

      Delete
    3. Może powinnaś pisać sztuki teatralne?
      No, tego... skończył mi się czas na odpowiadanie na ten komentarz.

      Delete
    4. nie bądź leniwą cipą z łaski swojej.

      Delete
    5. Jeśli chcesz odzyskać Tochmana, to grzeczniej. Bo zbanuję.

      Delete
    6. nigdy nie będę miała Tochmana dla siebie, bo – jak już wiesz – swój pręt wsadza mu w dupę pan Sz. niestety, tym razem dosłownie.

      Delete
    7. Ty mnie wyczerpujesz bardziej niż Warlikowski, przysięgam.
      Low ju.

      Delete
  2. Barbara z krainy wongla13 July 2014 at 20:44

    Powiedz temu kolesiowi, że w sobotę rozprawi się z nim Barbara. Rekin śląskiego biznesu. Niech no sobie uważa z kim pogrywa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na jego miejscu już zwijałabym to całe przedsiębiorstwo.

      Delete
  3. Ja wolę gdy pada. Więc pytam raczej, jak długo będzie świecić. Ale mam światłowstręt, może dlatego.

    ReplyDelete
  4. Ja niestety unikam pani Kane, bo nie mam na nią siły. Na zajęciach z Blasted chciałam wyjść i przypadkiem zaciąć się w toalecie. Nie wyszło. To znaczy nie wtedy. Wyszło trochę później, w urodziny. Ha!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Miałaś zajęcia, na których omawialiście sztuki Kane? Opowiedz trochę o tym, zacinająca się, urodzinowa panno.

      Delete
    2. Jak tylko zacznę, będzie wiadomo, że nie ma o czym mówić. (A później nastąpi fala wstydu, niestety.) Trzy, dwa, jeden, zaczynam.

      Zajęcia nazywały się "Teatr brytyjski".

      Wstyd mi. Chodzę po piętrze polonistów i wstyd mi. Zakład literatury pozytywizmu. W planie cały rok wykładu o Młodej Polsce. A na angielskiej co? "Literatura brytyjska", rok wykładu po 45 minut w tygodniu. Czasem to jest 45 minut na epokę. Także upakowanie teatru brytyjskiego w semestr seminarium... nie ma o czym mówić.

      Obym za rok o tym czasie miała niebieską legitymację z gustownym wzorkiem! ;) Może to pozwoli mi patrzeć w lustro i myśleć "ja, literaturoznawca".

      Pomijając haniebną ogólność, spędziłam semestr z Kane, Churchill i Lavery. Mniej mnie od tego czasu dziwi.

      Delete