23/06/2014

♪ joy division - disorder

Czuję się tak, jakbym codziennie oglądała 4:48 Psychosis w TR.
Ten spektakl trwa godzinę, a ja chciałam z niego uciec po pierwszych pięciu minutach. Nie mogłam usiedzieć w miejscu, nerwowo zakładałam nogę na nogę tylko po to, by za chwilę siedzieć prosto, trzęsłam się w tym siedzeniu, było mi niedobrze, zasłaniałam twarz rękoma. Nie mogłam wytrzymać. Kyo, z którą widziałam 4:48, powiedziała, że czuła, że coś się ze mną dzieje. Złego.

Herbatę piję tylko zimą i gdy jestem chora. Ostatnio piję herbatę codziennie. Są dwa wyjścia: albo jest zima, albo jestem chora.
Pada czarny śnieg.

Bierzesz rozbieg, biegniesz. Życzysz sobie powodzenia, równej drogi. Zakładasz, oczywiście, że po drodze możesz upaść albo napotkać wyboje czy stromą górkę, ale nie spodziewasz się muru. Muru tak wysokiego, że przeskoczenie go wydaje się niemożliwe. Nie da się go obiec. Masz wrażenie, że do zrobienia została jedna, jedyna rzecz: wpadasz więc na mur. Boleśnie się od niego odbijasz. Upadasz. Nie masz siły wstać. Czekasz na cud.

4 comments:

  1. po trzecim wszystko będzie lepsze. lepiej powiedz, co to za spektakl, że wrażenia aż takie. co musi się dziać na scenie, żeby zobaczyć Lu w takim stanie? gra świateł? diabelski rechot? ciekawa jestem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Najpierw to przeczytasz. Potem spróbujesz wyobrazić sobie, jak można to pokazać na scenie. A potem ja zburzę wszystkie Twoje wyobrażenia na ten temat.

      Delete