16/06/2014

♪ david bowie/queen - under pressure

To ostatni moment na uwiecznienie wspaniałych chwil tego weekendu; już czuję, jak podstępem wślizguje się w nie poniedziałek, który już teraz jest zmęczony. Jak to w ogóle wróży ludzkości?

Sobota miała być zwykłą, figlarną sobotą. Rano objadałyśmy się z Bachą pankejkami, a potem, w deszczu tym strasznym i wilgoci okropnej, pojechałam do Magdy do Krowarzyw, bo sprzedaje tam znakomite wegańskie lody, więc dotrzymywałam jej towarzystwa i włosem swym rozwianym i gębą zachęcającą przyciągałam klientów z całego centrum. Sobota mijała tym prędzej, że co chwila z obłędem w oczach sprawdzałam skrzynkę mailową, czekając na wyrok od mojego promotora. W końcu to zarzuciłam, zrezygnowana, i zaczęłam przygotowywać się do wyjścia do teatru (pójście do teatru w dresie i obdrapanych pazurach wykracza zdecydowanie poza moją teatralną konserwę). W drodze do TR nabijałam się z Bachy i z tego, że chce kupić dla siebie męskie mokasyny. Kochanie, ale naprawdę! Rechot pochłaniał mnie tak, że nie pomyślałam o zajrzeniu do skrzynki. Zrobiłam to dopiero w foyer, czekając na otwarcie sali, z której wydobywały się jakieś dźwięki. Wiedziałam, że znam tę piosenkę, ale nie skojarzyłam od razu tytułu. Otwieram skrzynkę pocztową, jednocześnie otwierają się drzwi do sali, z której rozlega się Under Pressure*, a w skrzynce widzę maila o treści zdecydowanie wystarczającej, mianowicie: OK.

Ulga i szczęście moje są nie do opisania. Napisałam światu smsy - a przynajmniej tej części świata, która jeszcze cokolwiek mnie obchodzi - co za radość na mnie spłynęła i rozsiadłam się wygodnie w fotelu (choć jeśli Państwo znają fotele w TR, to wiedzą, że to niemożliwe; że to w ogóle nie są fotele, tylko plastikowe siedzenia dla lal), zignorowawszy całkowicie chłód, panujący w pomieszczeniu dzięki klimatyzacji (na zewnątrz cały dzień było chłodno, więc dobór temperatury był faktycznie przeszywający). Śmiałam się do rozpuku, bo i sztuka smaczna (Ragazzo dell'Europa), bo i ja szczęśliwa i pognałam do domu pracę archiwizować, a tam Bacha do mnie mówi:


Śmieszek śląski.

Niedzielę natomiast spędziłam w apartamentach Agaty smarującej, z którą gadałyśmy nieprzerwanie i jadłyśmy znakomite makarony. Przytachałam od niej 20 kilogramów książek. Jeśli będę musiała wkrótce znów się przeprowadzić, podpalę się.


*Aktualnie mam obsesję i na punkcie Under Pressure (to w końcu utwór mojego zwycięstwa) i na punkcie Queen. Nigdy nie lubiłam Queen.

18 comments:

  1. Barbara z krainy wongla16 June 2014 at 07:36

    Rachunek za wykorzystywanie mego wizerunku już został posłany, tradycyjnie sową, oczywiście, pani Prezes.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Barbara z krainy wongla16 June 2014 at 08:03

      Niestety, Kozia Poczta podniosła swoje ceny i musiałam powrócić do mojej sowy.

      Delete
    2. Sugeruję wrócić do nauki, bo stracisz status kujona.

      Delete
  2. Dzisiaj ja czekam na maila. Odświeżałam pocztę, kurwa, cały piątek, bo tydzień wcześniej wyniki przyszły w trakcie piątkowego wykładu. A tu figa z makiem: "poniedziałek po południu". AAAAAAAAAAAAAA.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No i co? Już dawno po południu w poniedziałek!

      Delete
    2. I dopiero przyszły wyniki! Zdałam tę gorszą część, tę teoretycznie łatwiejszą poprawiam w poniedziałek. Zaraz po zakończeniu sesji mam urodziny i zaczynam grozić niemałżonkowi, że jak nie popierdolimy stopem do Czarnogóry żebym magiczne 22 opijała rakiją na plaży mimo że on nie będzie musiał siedzieć w pracy, to się wkurzę mocno. Jezujakimłyn. Od jutra sesja <3

      Delete
    3. Brawo! I powodzenia. W poprawce i wyprawie!

      Delete
  3. W Krówce mają wegańskie lody? Zajebiozka. Byłyśmy tam na burgerach i było omoczonko.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Obok Krówki w bramie stoi stoisko :) 6 smaków, 2 sorbety i pozostałe czynione na mleku sojowym.

      Delete
  4. widzę postęp, ten screen ekranu to prawie jak zdjęcie. czy to znaczy że jednak będa obrazki? ;d

    ReplyDelete
    Replies
    1. Od czasu do czasu, by zabawić przypadkowego czytelnika, a przede wszystkim siebie.

      Delete
  5. ale ładnie tu. i piosenki, i literki.

    ReplyDelete
  6. "Nigdy nie lubiłam Queen". Boś nie znała Queen. Dobrze, że kumplujesz się z babcią Agatą, ona Cię jeszcze naprostuje muzycznie, aż dojdziemy do Griegowego Peer Gynta i innego Ravelowego Bolera :>.

    Wielbię Cię i to już nudne, więc pójdę lepiej. Barbaro, pomysł z doktoratem wyborny!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie. Nie. Jak sobie przypomnę, co wypatrzyłam na Twoim spotifaju, to się zatrzymamy na Queen, babuszko.

      Idź, idź. Samo się nie napisze. Wiesz co.

      Dogadałybyście się z Bachą. Figlarze.

      Delete
  7. Dwie literki, a ile radości :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Prawda? Praca już dawno złożona, termin obrony wyznaczony, a ja nadal się czuję tak, jakbym unosiła się na jakiejś pieprzonej chmurce.

      Delete