05/06/2014

♪ blackbird blackbird - summer heart

Teatr o 11:00 to pomysł nieco ekscentryczny, ale jakże wyborny. Panie nauczycielki strofujące dzieci za adidasy, dzieci paradujące w spódnicach miętowych, jedno dziecię w garniturze i jedno z fryzurą na czeskiego piłkarza, dzieci wręczające aktorom na koniec po kwiatku, które w drugiej części spektaklu ściskały z całych sił w rączkach. Czy byliście kiedyś we wnętrzu morskiego potwora? Ja byłam dziś.
Od szkoły można umrzeć. Nikt wam nie powiedział?

Środa natomiast była dziwna. Było lepko i gęsto. W powietrzu unosił się zapach moczu i karmy dla kotów. Przez przejazd Baracka Obamy nie wyrobiłam się na korepetycje (podwójna przesiadka, objazdy autobusów, linie mi potrzebne w ogóle zniknęły). Mam nadzieję, że nasz Barack wynagrodzi mi to pokojem na świecie. A na jego przejazd i świtę jego nie zwróciłam nawet uwagi, bo musiałam poprawić skarpetkę.

Jestem za stara na przeprowadzki. Ten powiew nowości (albo prania, które na czas przeprowadzki wrzuciłam do jakiegoś starego, skapcaniałego torbiszcza - mam wielką nadzieję, że to objaw geniuszu) już nie ekscytuje, a raczej wyczerpuje. Książki do tej pory są w nieładzie, sama już nie wiem, co mam w tych nieszczęsnych pudłach, po pokoju walają się jakieś puste reklamówki, w których znajduje się najgorsza kategoria rzeczy - drobiazgi, z którymi nie do końca wiadomo co zrobić, ale wyrzucić nie można, bo na pewno się przydadzą. Na razie leżą i czekają na cud.* Tak jak ja czekam na cud w sprawie mojej magisterki. Moja magisterka będzie cudem nad Wisłą 2 i to o tym będzie się pisać w nowych wydaniach podręczników, zapewniam.**

Nie mogłam znaleźć koszulki, którą wymarzyłam sobie na tę zmierzłą środę, więc w przypływie złości ostatecznej, wściekła wyciągnęłam wszystkie ubrania i rzuciłam na podłogę. Przydałoby się wydobyć wtedy z siebie jakiś stosowny, filmowy odgłos, ale wszyscy jeszcze spali. Bałam się wrócić do tego siedliska chaosu, ale jestem dzielna. I dojrzała, przede wszystkim. Do cholery.

Wciąż przekręcam klucz w zamku w złą stronę. W kuchni sięgam na prawo, by zapalić światło, a przecież tutaj jest po lewej; na korytarzu też się mylę. Cisza jest podejrzana, dlaczego nie słyszę kota i jego jęków? No tak, przecież tu nikt nie ma kota. Czy współlokatorzy uznają moją piżamę w Muminki za coś nienormalnego (niemoralnego)? Czy mój żel pod prysznic na pewno nikomu nie przeszkadza i czy prawidłowo odwieszam słuchawkę prysznica? Te i inne, równie idiotyczne pytania, stawiam sobie każdego dnia.

Mieszkam na 8 piętrze. Gdy stanę na łóżku, automatycznie staję się królową świata, a już na pewno królową Ursynowa. Mieszkanie na Ursynowie uszczęśliwia mnie tak, że gdy wysiadam z metra, mam ochotę rzucić się na chodniki i się w nich wytarzać.


*Ale olejki do włosów znalazłam! Gdy w końcu mi się to udało, uświadomiłam sobie, że specjalnie je tam wsadziłam, żeby o nich nie zapomnieć. Oczywiście.
**Promotor napisał mi maila, z którego wynika, że szansa na cud nieznacznie wzrosła.

9 comments:

  1. najważniejsze, że są olejki. i oby nigdy nie zepsuła Ci się winda.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ty mój promyczku optymizmu. Ty.

      Delete
  2. w sumie nigdy nie byłam w sytuacji, w której to ja wprowadzam się do zastanego porządku, o kurczę. to dobry temat na pracę magisterską, takie wprowadzanie się do pokoju w tzw. mieszkaniu studenckim.
    wspollokatorki wiedzą że masz bloga? ;)
    ja sie przeprowadzalam 2x i ta druga przeprowadzka nauczyła mnie, że nie ma takich rzeczy, ktore sie kiedys przydadza. nie ma takich ksiazek, ktorych byloby mi żal gdybym je straciła, kaman, i tak po nie nie siegnę drugi raz. nie ma czegoś takiego jak buty, które na pewno założę chociaż nie mialam ich na sobie od roku. lżej sie człowiekowi robi na duszy. czego wszystkim czytającym życzę!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja jestem pierwszy raz w takim położeniu - wcześniej mieszkałam ze znajomymi, więc teraz ciągle czuję się jak w odwiedzinach. U dobrego kumpla ze świetnym gustem muzycznym i czytelniczym, ale to wciąż kumpel.
      Mogę pozbyć się wszystkiego (rzeczy (ubrań i butów najwięcej chyba) poleciało dużo zresztą), ale książek nigdy.

      Delete
    2. Aha! Współlokatorki nie wiedzą. ;)

      Delete
  3. Szalenie lubię wsadzać różne rzeczy gdzieś, żebym o nich nie zapomniała :)
    I można. Od szkoły umrzeć. Jestem w trakcie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klasyka gatunku.
      I ja powoli dogorywam. Przybij smętną piątkę.

      Delete
  4. Barbara z krainy wongla5 June 2014 at 21:31

    Mówiłam, że w teatrze będą dzieci. Mówiłam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale to było perfekcyjnie do przewidzenia, wszak sztuka do dzieci była skierowana ;)

      Delete