10/06/2014

♪ big sean - fire

Jest 03:13, a ja utknęłam w pisaniu streszczenia po polsku do swojej pracy magisterskiej. Po pierwsze dlatego, że chyba kompletnie zapomniałam, jak się pisze po polsku, po drugie, po co mi to streszczenie, skoro konieczny jest kolejny podpunkt w jakże koniecznym podrozdziale, który pisałam z wywieszonym jęzorem w zeszłym tygodniu, po trzecie, jestem na tym podłym etapie, gdzie słowo analiza doprowadza mnie do śmiechu, płynnie przechodzącego w płacz. Oczywiście, sama tego chciałam, bo jak to dziś rzekła Bacha, pragnąc podnieść mnie na ledwie zipiącym duchu, muszę być idealna.

(Słońce wschodzi powoli i ospale. Żyję dla dostojnych wschodów słońca na Ursynowie.)

Przeziębiłam się. Czuję bakterie w uszach i w gardle. W gardle mam wielką kulę bakterii, która zrobi mi krzywdę znienacka, a teraz podstępnie się czai. Wyczuwam tę kulę palpacyjnie, przysięgam. Jest nieco powyżej obojczyków. Może rośnie mi tam gniazdo os. Zostanę królową os i nie będę do tego potrzebować żadnej magisterki.

Ten weekend był wyjątkowy, ponieważ w sobotę urodziny obchodziła pierwsza miłość mojego życia (Prince), a w niedzielę druga (Kamil).

Padało. Przesiadałam się z autobusu w tramwaj do szkoły i jakiś znużony pan wetknął mi do ręki Metro. Wzięłam, bo nie miałam wtedy ze sobą książki, więc uznałam, że zabiję czas, przeglądając tę gazetkę, cienką i rozpadającą się jak pajęczyna. Na żadnej stronie nie znalazłam dla siebie nic ciekawego, więc przekładałam je z coraz większym rozczarowaniem, aż trafiłam na dział kulturalny, a w nim na wywiad z Mobym. Nigdy nie było mi z nim po muzycznej drodze, ale uznałam ten wywiad za najbardziej wartościową rzecz w tej całej miałkiej gazetce, więc zaczęłam czytać. I Moby powiedział tam tak: chciałbym w życiu stworzyć coś tak doskonałego jak "Purple Rain" Prince'a.
Prince, co za kretyński pseudonim, pomyślałam.

Kamila (Freda, Fredzinkę) poznałam drugiego września dwa tysiące ósmego roku. Ja przeniosłam się do nowej szkoły, a on kiblował. Usiedliśmy razem i tak już siedzieliśmy. Do końca. Jak Ty dzielnie znosisz moje fochy, masz do mnie taką cierpliwość, jakiej nie ma nikt. Jesteś najlepszy i tęsknię za Tobą codziennie. Czy wyznanie Ci miłości na łamach tego wątpliwej jakości blogaska ukoi choć na chwilę Twoje rozklekotane serce? Na nas w ramce patrzę co godzinę, a dziś ujrzał nas właściciel mieszkania. Chyba się zdziwił.

10 comments:

  1. co znowu za Kamil? i czemu go tu nie ma, halo?

    ReplyDelete
    Replies
    1. jasne, jasne. ciągle tylko muszę się dopraszać wszelkich opowieści. w ramach protestu zaprzestaję swoich!

      Delete
    2. Po pierwsze: prosiłabym o zaprzestanie dowcipkowania.
      Po drugie: to niemożliwe. Gdy tylko mnie widzisz, gęba Ci się otwiera.
      :*

      Delete
    3. teraz się zamknie na wieki.

      Delete
    4. Co za nieudana groźba!

      Delete
  2. Właściwie z nostalgią wspominam czasy sprzed uzyskania magistra. Moja dyrekcja w chwilach przygany mawiała, że każdy z nas ma mgr przed nazwiskiem, nie miałam i czułam się nienagannie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To musi być jakiś rodzaj wolności całkowitej.

      Delete