06/05/2014

♪ panama - strange feeling

Co za dzień! Dzień, w którym wstaję dwie godziny za wcześnie, choć zarywam noc w imię zostania magistrem, żeby ten tytuł mi dyndał koło kolan; dzień, w którym dowiaduję się, że 1/4 mojej pracy już wystarczyłaby na pracę magisterską (opowiem Ci jutro, Wojtek, nie ekscytuj się tak, bo wywalą Cię z pracy), no ale ja przecież muszę zanalizować cały świat, dzień, w którym Bacha kopie schody ruchome, bo nie działają i należy im się kara, w którym kupuję dwa kilogramy kaszy jaglanej (klasyczne love-hate relationship), w którym na rondzie Daszyńskiego styropian sypie mi się na głowę i do oczu i w którym wraz z każdą stroną Pięknego umysłu dowiaduję się, jak bardzo nijaki jest ten mój intelekt. A raczej jego nędzne reszteczki.

Jest to też dzień, w którym nie kupuję kakao, bo nigdzie nie ma kakao. Co wy, ludzie? Od kiedy kupujecie surowe, sproszkowane kakao?

Mimo mojego ambiwalentnego stosunku do obrony pracy magisterskiej, od czasu do czasu rozmyślam nad tym, co na nią włożę. Zastanawiam się nad koszulką z napisem DON'T LOOK AT ME (to ta cząstka zrozpaczonej życiem gimnazjalistki, której nie wykrzewiłam) i dresami. Dresami w ogóle. Oraz piżamą. Mam wspaniałą piżamę w Muminki.

Dumam także nad zawodami, które mogłabym wykonywać, jeśli się nie obronię, ponieważ będę musiała uratować ludzkość (ten temat ciągle powraca, naprawdę mam schizofrenię paranoidalną). Jak wiemy, za uratowanie ludzkości dostaje się głównie ordery, a głupio byłoby przetapiać order na złotówki. Może otworzyłabym stoisko z warzywami i owocami? Witam, polecam kapustkę i ogórki małosolne. Niech mi pani powie, lepsze są ligole czy championy? Och, kochaniutka, oba rodzaje to prawdziwe pychotki. A może zostałabym panią z kiosku i sprzedawała szmatławce, bilety i fajki. Albo - olśnienie przychodzi nagle - zostałabym KONDUKTOREM. Podróżowałabym po Polsce, z uśmiechem Mikołaja Świętego przekazywała przesyłki konduktorskie i łaskawie sprzedawałabym bilety pasażerom bez biletu, obdarzając ich matczynym uśmiechem. Potem awansowałabym i jeździła po świecie, robiąc prawdziwy użytek ze swoich trzech języków (czterech, jeśli wliczymy śląski). Widzę, oczywiście, wady takiego rozwiązania. Odpada konduktorowanie w nocy. Psychicznie nie udźwignę tych wszystkich pociągowych zbirów, niezależnie od szerokości obcasów (panie konduktorki noszą zazwyczaj niezwykle siermiężne obcasy). Musiałabym też mieć przenośną kaczkę, bo, jak kiedyś wspominałam, nie ma nic gorszego niż kibel w pociągu (oprócz miodu. I ananasa. I najnowszego singla Prince'a. I...). Jednak przemyślę to jeszcze parę razy. Wizualizowanie swojej przyszłości to naprawdę rozkoszne zajęcie.

Moja magisterka mówi: nie bądź tępą dzidą, tylko weź mnie napisz. Tak się nadajesz na konduktora, jak ja na bestseller w formacie kieszonkowym.
Bacha mówi: nie idźmy na zajęcia, tylko na kawę.
Ja mówię: jakie zajęcia?

8 comments:

  1. weź zrób magisterkę ze swojego bloga. jest szóstkowy (ps. czy na studiach wydają szóstki?). jak zwykle flow nie z tej ziemi. i Ziemi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dają piątki z wykrzyknikiem i nazywają je celującymi, ale do średniej wliczają je jak zwykłe piątki. Oszuściki.

      Jesteś dla mnie za dobra, kochana płaskorzeźbko.

      Delete
    2. mam przestać? to zacznij pisać chujowo :D

      Delete
    3. CO TO ZA ZACZEPKI?

      Delete
  2. Barbara z krainy wongla7 May 2014 at 18:05

    Nie chcesz być konduktorem na śląsku. Na Lipinach kiedyś pewien konduktor został wyrzucony przez okno.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A potem go podpalili i został z niego ino wongiel, który przez pomyłkę zjadły kozy?

      Delete
  3. a ja nie mam litości dla osób mających problem z napisaniem magisterki. nie mam litości, bo spięlam poslady, odsiedziałam swoje w archiwum i bibliotekach, wstawałam w soboty o szóstej rano i pisałam i obroniłam się 9 czerwca. sorry, że tak kipię zadowoleniem, ale co zrobic, tak było. ;d
    a powiem Ci że kiedys marzyłam po cichu że pani z kiosku znudzi się swoją pracą i odda mi swój kram po grosik za sztukę i ja przejmę po niej kiosk i będę mogła czytac gazety, wyklejać album czarodziejki z księżyca naklejkami, żuć gumy boomer na metry. miało być tak pieknie, a zostalam urzednikiem.
    btw, ja kupuje zwykłe kakao. ale nie w warszawie, wiec to nie ja Ci podprowadziłam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dobra, kocie, weź mnie nie dobijaj. Ja i tak będę się bronić w lipcu (mój promotor wyjeżdża na czerwcowe terminy obron), więc mam odrobinę czasu, więc spędzam go na marudzeniu. Logiczne, nie?

      Myślę, że nadal możesz przynajmniej żuć gumy boomer na metry.

      Jesteś usprawiedliwiona! Ale na szczęście kryzys kakaowy został opanowany.

      Delete