10/05/2014

♪ alabama shakes - i ain't the same

Dlaczego jeszcze nie znoszę wiosny? Bo bezczelnie wpada mi do oczu. Robactwo, pyłki i ten cały szeroko pojęty drobiazg wiosenny. Zima jest doskonała, ponieważ jest sterylna, pełna śniegu i lodu, żadnych insektów, farfoclów za szalikiem i kamyków w butach. Czujesz, że masz coś na szyi i cię drażni, zdejmujesz, okazuje się małe, czarne i o dziwnej fakturze. Paproch to czy podstępny owad? Coś ociera się o twoje ramię, pasek od torebki to czy zaskroniec? 
Tegoroczna wiosna jeszcze się porządnie nie rozkręciła, a ja codziennie marzę o kopach śniegu i połaciach lodu.

Dziś przeprowadziłam ostatnie zajęcia z jedną z grup. Dzieciaki powiedziały, że to niemożliwe, że to już ostatnie zajęcia, że jak to, że było super. Jakiś czas temu ich mama, obserwując nasze lekcje, zapytała, czy nie planuję zostać nauczycielką, bo widzi, że mam dar i wspaniałe podejście. Moje belfrowskie serce napęczniało z dumy. Ledwie mieści się w klatce piersiowej.

(Frapująca chwila: odpisujesz na smsa, a autokorekta poprawia "jadłaś" na "nadkaspijski".)

Straciłam serce do zrobaczałego ołówka, przyznaję otwarcie. Irytuje mnie nawet sposób, w jaki wystaje z kubka i nie mogę powstrzymać się od myślenia, że pozarażał resztę ołówków i długopisów. Bacha powiedziała, że chętnie go przygarnie, bo ołówek niesie dla niej pewien ładunek emocjonalny. Pozwolisz, że przyniosę Ci go w woreczku. Strunowym.

Jako że na bieżąco donoszę o krokach milowych w moim fascynującym życiu (muszę zawczasu przygotować jakiś wpis dotyczący mojego pogrzebu), niesamowitym wydaje mi się fakt, że nie wspomniałam o moim oficjalnym wegetarianizmie. Oficjalnym, bo nieoficjalnie nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłam mięso, a na dodatki odzwierzęce w żywności uważam od dłuższego czasu. Nie mam w swojej garderobie niczego ze skóry, jestem więc po tej totalnie nabiałowo-warzywnej stronie mocy. Mama na moje "zostałam wegetarianką" zareagowała w niepowtarzalny dla siebie sposób, mówiąc "to sobie wegetuj".

Nie mam zamiaru dawać kuksanców w bok wszystkim, którzy mięso nadal jedzą, bo radykalizm jest mi odległy w postaci każdej (poza radykalizmem prince'owym). Mięso mnie ani nie odrzuca ani nie brzydzi. Brzydzi mnie jedynie ananas w miodzie. Owszem, wspominam o tym tysięczny raz. Wegetarianką przestanę być tylko wtedy, gdy moim mężem zostanie rzeźnik, który będzie dostarczać mi świeżutkie mięsko od radosnej, wymasowanej, domowej krówki. Rzeźnik i konduktorka, rewelacja, nie?

11 comments:

  1. Myślałam, że jest to nie możliwe, ale tak jak mówiłam uprzednio - lubię Cię od tej chwili jeszcze mocniej :)

    W tym miejscu pozdrawiam również Twą zielonowłosą, uroczą przyjaciółkę! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja myślę!

      Rzaba, chodź się przywitać.

      Delete
  2. Barbara z krainy wongla10 May 2014 at 19:26

    Rzeźnik i konduktorka nawet dziecko już mają. O wyjątkowo tłuściutkich nóżkach.

    P.S. Czekam z niecierpliwością na ołówek.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Prosimy, żeby było ostrożne w sklepach, ale niestety. Sieje zniszczenie. Choć nieświadomie.

      PS Do wtorku!

      Delete
  3. Ja odkryłam ostatnio smutną rzecz. Wiosny nie cierpię, bo wieje, deszczuje i upali na zmianę, lata nie cierpię, bo tylko upali i robaczy, jesieni wielbię kawałek, a potem nie cierpię, bo wieje i deszczuje i wywołuje ból głowy, a zimy nie cierpię, bo nie cierpię zamarzać i pchać wózka przez zaspy. Co to o mnie mówi? Mam przeczucie, że nic dobrego.

    ReplyDelete
  4. W ciekawym stylu piszesz , podoba mi się wiec... poobserwuję .
    pozdrawiam

    ReplyDelete