22/04/2014

♪ the twilight singers - real love

Jechałam pociągiem z dziewczęciem, które, by zaznaczyć, gdzie skończyło czytać, zaginało rogi książki. Każdy ma swoje granice tolerancji, moja wtedy została zdecydowanie przekroczona. Ale cóż mogłam zrobić, zakaszleć z pogardą albo rzucić w nią chusteczką pełną glutów. (W pięć godzin zużyłam dwa opakowania chusteczek. Idę na rekord.) Jestem typem, który zdezynfekowałby cały świat i wyprostował wszelkie zagięcia.
Pan, który towarzyszył nam w przedziale, miał do załatwienia mnóstwo spraw ("wiem, jak to rozegramy!"). Ciągle dzwonił jego telefon: dibudibudibudib, a on zaczynał rozmowę od "hejo" i kończył "bajo". Dodawało to do mojej depresji, którą rozpoczęło przymusowe skorzystanie z pociągowego kibla. Jedną z moich zasad jest, że kibel w pociągu najwcześniej po moim trupie, ale są takie chwile w dziewczęcym życiu, że musi. Przypominam o moim uwielbieniu do dezynfekcji*. Mało się nie rozpłakałam w tym kiblu i żeby zapomnieć o wszystkich chorobach, które tam na mnie czekały, musiałam osiemnaście razy przesłuchać Semi Suite.
Wzięłam też ze sobą całą literaturę piękną, o której będę pisać w swojej magisterce. 5 książek. Przez 5 h i 12 min podróży do domu przeczytałam 8 stron. W domu i w podróży do Warszawy przeczytałam jakieś 50 stron. Jeśli się obronię w lipcu, powinnam zostać od razu kanonizowana. Święta Luiza od Magisterek Beznadziejnych. Od Magisterek Skazanych na Porażkę. Od Magisterek Nadambitnych Nie Wiadomo Po Co.
W domu natomiast zajmowałam się kichaniem, kasłaniem i zużywaniem kolejnych ton chusteczek. A także jedzeniem serników. Też poszłam na rekord.
Nadrabiając kobiecą prasę, wpadłam na artykuł, który głosił, że bogactwo mamy zapisane w genach i to od nich zależy, czy mamy żyłkę do pieniędzy. To wyjaśniałoby wspaniale, dlaczego jeszcze się nie dorobiłam i - mając na uwadze wybory związane z moją "karierą" (chichocik) - raczej nie dorobię się nigdy. (Mój ostatni rewolucyjny plan: wrócić do mamusi i pozwolić jej mnie utrzymywać.) Jedyne rozwiązanie - bogaty mąż. Jeśli czyta mnie jakiś bogaty blondyn, proszę o kontakt mailowy. Ryan Gosling, if you happen to be reading this, please, send me an e-mail.
Zanim się obejrzałam, trzeba było wracać i ukoić świat, który zatęsknił, gdy zostawiłam go na te 4 dni. Zdążyłam jeszcze kupić spodnie (za duże, jak się okazało podczas szaleńczego biegu w upale na pociąg) i buty. Taki ze mnie obrotny spryciarz. Czasami się zastanawiam, skąd ja siebie w ogóle wzięłam.
Tymczasem mamy na zegarze 23:20, a ja zabieram się za sprzątanie. Resztkami rozsądku powstrzymuję się od zrobienia prania i wyjęcia odkurzacza z szafki. Jestem dumna z tego, ze zamiast rzucić się do porządków od razu po wejściu do domu, postanowiłam najpierw opowiedzieć Wam o tym, jak to zjadłam sernik. Śpijcie dobrze.


*Jadę z mamą pociągiem, pytam, czy korzysta z żelu antybakteryjnego, który jej dałam jakiś czas temu. Nooo, czasem. Jak coś jem... odpowiada wymijająco. Mhm. Parę minut później wyciąga z torby bułę i ochoczo wkłada do buziaczka. Obdarowuję ją spojrzeniem zza zmrużonych powiek i cedzę przez zęby: właśnie TERAZ powinnaś była użyć żelu antybakteryjnego. Mama odpowiada niefrasobliwie: naprawdę?, ale łapie moje spojrzenie i mówi: wiesz co, Luiza, wyluzuj, bo sfiksujesz.
Własna matka.

20 comments:

  1. Lu, przysięgam, padniesz, gdy zobaczysz, w jakim Bakteriostanie hoduje się Tomasz. On robi rzeczy z Twego punktu widzenia niebywałe: zjada paluszki, które od kilkunastu godzin leżały na wcale-nie-czystej-podłodze, dotyka poręczy w metrze, a potem – zanim zdążę wytrzeć mu ręce mokrą chusteczką – pakuje do buzi kciuka z króliczym uchem (mokrym i czarnym – pierwotnie białym – dodajmy), tarza się w macanych przez milion innych dzieci zabawkach, a potem rączki ładuje do dzioba... Choruje rzadko. Uodparnia się każdego dnia. Wiem, wiem, jeszcze trawisz te wstrząsające informacje.

    A tak poza tym: dobrze, że jesteś! <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaki to jest kciuk z króliczym uchem, bo chyba coś mnie w życiu ominęło...

      Delete
    2. Właśnie, kurde, dzieci to trochę problem.
      Z jednej strony rozumiem potrzebę wzmacniania odporności (*mina super niani*), ale z drugiej strony... dla swojego dziecka chyba będę musiała zaprojektować jakiś kombinezon próżniowy, bo nie wiem, jak moje biedne serce to wszystko przeżyje. Albo po prostu wyślę je w próżnię i odbiorę, gdy skończy 18 lat.

      Nie podlizuj się, tylko rób ranking!!!

      Delete
    3. ten motyw z próżnią dobra rzecz!

      Delete
    4. Kupię Tomaszowi trochę próżni na urodziny.

      Delete
  2. Króliczkowa: masz królika, który wygląda tak: http://www.bazarek.pl/produkt/1600498/przytulanka-szmacianka-kroliczek-taf-toys.html (nasz jest zielony), bierzesz w rękę jego ucho i razem z kciukiem ładujesz do otworu gębowego. Ssiesz ucho wraz z kciukiem i przeżywasz ekstazę. Kiedy masz dość, rzucasz królika tak jak stoisz, a on taki wilgotny, wyciućkany, leży i chłonie bakterie radośnie.

    L., pamiętaj, żeby za nic w świecie nie konfrontować swojego dziecka z innymi, no i odpada przedszkole. To na pewno. Placów zabaw też nie polecam. No i lekarza lepiej zawsze zapraszaj na wizyty domowe :D :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ty się ze mnie jawnie naigrywasz i kiedyś nadejdzie dzień, w którym Ci tego nie wybaczę. ZOBACZYSZ.

      Delete
    2. nie nie, nieprawda. może do czasu Twojego rozmnożenia opracujemy jakiś sensowny plan bezbakteryjnego wychowania? no już, chodź na przytulaska.

      Tymczasem ja otrzymałam dziś soczystego, obleśnego, pełnego brudu buziaczka od mojego syna. Codziennie proszę go: "daj mi buziiiii", a on codziennie odpowiada: "NNNNNie!!". Dziś nie powiedział "nie" ani "NIE", tylko otworzył paszczę i czekał, aż go pocałuję. No to pocałowałam ten obśliniony, brudny, kochany, MÓJ... wlot. 30 centymetrów ponad chodnikami... ;)

      Delete
    3. Przed naszym kolejnym spotkaniem najlepiej się wyparz we wrzątku.

      Delete
  3. to Cię mamunia podsumowała :]

    ReplyDelete
    Replies
    1. Najgorsze jest to, że ma rację. Ale przecież nie mogę jej tej racji przyznać, jaką bym była wtedy córką.

      Delete
  4. hejo i bajo trafiają do mojego slownika. uwielbiam podkradać takie glupie słówka, ale najgorsze jest to, że na początku używam ich dla funu (o czym nie wie nikt poza tomaszem, ktory uzywa ich razem ze mną), a potem już ze mną zostają. na przykład na pieniądze mówię pieniory, kiedys znalazlam w słowniku slangu takie okreslenie i poraziło mnie swoim dresiarstwem.

    a wiesz, ja na przyklad nigdy nie myję jablek. ani pomidorow. wlasciwie to myję tylko truskawki i salatę, ale obiecuję że jak kiedyś będę Cie podejmowała w gościach to wszystko umyję ;d

    a jaką to prasę kobiecą polecasz? pytam, bo ostatnio spodobały mi sie wysokie obcasy i chętnie sobie cos poczytam więcej.

    bajo!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cierpię na tę samą przypadłość, ale w życiu nie zacznę używać "hejo" i "bajo" - to po prostu uwłacza mojej godności i koniec.

      A jajka myjesz, że tak spytam?

      Wiesz, "domowa" prasa kobieca to "Pani domu" i "Naj". A tak serio-serio, to bardzo doceniłam "Zwierciadło" i polecam. Lektura na wiele godzin, a jeden numer nawet pożyczyłam kilku osobom, bo za tak istotny go uznałam. Spróbuj!

      Delete
    2. to kupię zwierciadło, na Twoją odpowiedzialność!
      ej, a z tymi jajkami to tak sobie żartujesz (mycie jajek, hehe) czy serio pytasz? ;d

      Delete
    3. Kup. Najwyżej mnie nim zdzielisz po łbie, gdy (w końcu) Cię odwiedzę.

      Pytam serio (mały podwórkowy zboczeńcu). Zawsze myję jajka zanim rozbiję i zrobię z nich użytek dalszy.

      Delete
    4. jako że nie spozywam niczego co zawiera surowe jajko - nie myję. nie przyszłoby mi do głowy mycie skorupki, teraz pozytałam o salmonelli itd., ale imo to jak mycie banana przd obraniem ;)

      Delete
  5. Dzwonki w telefonie to w ogóle powinien być jakiś przedmiot złożonych badań socjologicznych. Idziesz do urzędu, a tam pani w okienku telefon wibruje i słychać "Ona tańczy dla mnie".

    ReplyDelete
    Replies
    1. I to maksymalnie głośno. Cały urząd tańczy.

      Delete