02/04/2014

♪ david bowie - drive-in saturday

Pierwsze wyjście do ludzi po chorobie to bolesne zderzenie z okrutną rzeczywistością, która, gdy leży się w łóżku, wydaje się jedynie odległą krainą, do której nigdy się nie dotrze. Przez błogi tydzień się odcinam, tkwię w cudownym zaciszu swojego łóżka, pokoju, mieszkania, gdzie jest czysto i pięknie pachnie, mocniej owijam się kołdrą, a nie płaszczem, który nosi na sobie DNA połowy miasta i piję dowolne ilości kawy i herbaty w dowolnych chwilach, a moim jedynym zadaniem jest łykanie tabletek co 12 godzin.

Nieuchronnie jednak nadciąga Wielki Dzień Konfrontacji ze Światem; zwolnienie się kończy i tym samym kończy się wstawanie zgodnie z rytmem natury (naturą jest moje prześcieradło i pościel), a zaczyna się ze świdrującą melodią budzika; trzeba doprowadzić się do znośnego wyglądu, co wydaje się niemożliwym po tygodniu spędzonym w piżamie i za dużym dresie. Maluję oko, czuję się jak drag queen. Maluję usta... ach, nie. Ich nie mogę pomalować, bo mam na nich strupa wielkości meteorytu. Wygląda to tak, jakbym była w początkowej fazie rozkładu.

Pokonuję te wszystkie trudności ze średnim powodzeniem i robię to tylko po to, żeby przekonać się, że na zewnątrz nie czeka mnie nic dobrego. Nie można płacić kartą, nie ma biletów, automaty nie współpracują, a ludzie cuchną. W autobusie obok mnie siada nadaktywne dziecko, przygląda mi się uważnie, sięga przeze mnie do okna i regularnie wali swoją nadaktywną piąsteczką w udo. Pysznie.

*

Rozmawiam z mamą na skype. Z dokładnością kronikarza opisuję jej swój dzień minuta po minucie. W końcu sama tego chciała. Nagle przestaję słyszeć jakiekolwiek mhm czy aha. Mówię z wyrzutem:
- Ty mnie w ogóle nie słuchasz.
- Słucham.
- Ani trochę.
- Oczywiście, że słucham.
- To co właśnie powiedziałam?
- Nic ciekawego.

Lepiej żeby upiekła mi sernik. Dużo sernika.

*

Odpytuję moje korkowe dziecię ze słówek. Jest fatalnie, ale nie tracę nadziei.
- Nastolatek?
- Hmm... on... hundred... year...
- CO?
- No, na sto latek. Na to on, sto to...
- Chyba będę miała zawał. Teenager!
- Właśnie o  to mi chodziło!
(posyłam miażdżące spojrzenie)
- Wie pani co, to ja bym wolał robić ćwiczenia, bo te słówka to jakaś tragedia. Niech mnie pani przepyta za tydzień, dobra? Nauczę się, obiecuję.

Obiecał mi też, po naszej rozmowie, którą umiejętnie wplotłam w wyjaśnianie rozmaitych zagadnień gramatycznych, że przynajmniej ograniczy słuchanie Kaena (jeśli to idol dzieci i młodzieży, przyszłe pokolenia będą jeszcze gorsze niż my) i zmieni tapetę w telefonie. Poza nauczaniem języka angielskiego, uświadamiam, wyjaśniam, opowiadam oraz przedstawiam życie. Jestem prawdziwym superbelfrem. Superbelfrzycą.

9 comments:

  1. Już wielbię Twoją mamę! moja w wersji live zawsze słucha, słucha, słucha, patrzy mi na usta, a gdy tylko stracę czujność i wezmę głębszy oddech, wtrąca coś w stylu: "ale ci się brzydko znowu pod nosem zrobiło".

    ReplyDelete
    Replies
    1. KLASYK! Widzę, że nasze mamusie by się dogadały. Moja live też potrafi walnąć takie cuda jak: "a co ty masz na czole?", "koszulka ci się pogniotła", "kupiłaś sobie nowe spodnie?" Radości życia!

      Delete
  2. no i zachwycającego masz ucznia. a w ogóle postuluję o to, by na Twoim blogu powstał tag 50 faktów o mnie. jeśli jesteś przeciwna tagom, wiedz, że absolutnie mnie to nie obchodzi. :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bartek jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, to prawda! :)

      Twój ton głosu (klawiatury) nie pozwala mi odmówić, nadobna Pani. Ale za to masz świętować swoją rocznicę przez najbliższy tydzień!

      Delete
    2. Ja też chcę, a żeby Cię ugłaskać przedstawiam to: https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/t1.0-9/10171125_305372236281668_1500772784_n.jpg

      Delete
    3. Hedgehog Girl :D

      no, Lui(zo), mam nadzieję, że Twoja pięćdziesiątka właśnie powstaje :>

      Delete
    4. Jeżu, widziałam to! Ale doskonale wiesz, jak mnie podejść, spryciaro.

      Agato, wywierasz na mnie presję TOTALNĄ. 25 na początek przejdzie? :>

      Delete
    5. Ale kolejne 25 też nadejdzie?
      Damn, to jest taki fajny tag.

      Delete
    6. W lipcu. Obiecałam Żelce na urodziny.

      Delete