26/04/2014

♪ chet faker - i'm into you

Kręcę świetny biznes na swoim życiu. Dziś specjalnie chciałam wyjść 15 minut wcześniej, żeby kupić sobie kawę, bo chyba wszyscy się zgodzimy, że dzisiejszej soboty nie da się przeżyć bez kawy. Oczywiście akurat dziś klucz postanowił się, ot tak, dla zabawy, pozacinać w zamku, więc gdy wyszłam z domu praktycznie od razu mignął mi przed oczami wcześniejszy autobus, a na kolejny w tej przytłaczającej mżawce czekałam 10 minut. Za takie gospodarowanie czasem powinnam dostać order, a zamek śrubokrętem w swoją zamkową dziurę.
W autobusie obok mnie usiadła pani. Usiadła na mojej kurteczce. Jak to jest, że nie mam na tyle jaj, żeby kurteczkę spod czyjegoś tyłka wyszarpnąć, albo słodko wysyczeć "przepraszam"? Moja kurtka też kręci świetny biznes na swoim życiu, jak widać.
Nie mogę powstrzymać się od myśli, że te najróżniejsze maleńkie irytujące sytuacje przydarzają się tylko mnie. Robactwo wlatujące do oczu, plama z pasty do zębów, którą zauważam minutę przed ważnym spotkaniem, pojedynczy lok sterczący pośrodku czoła jak peryskop, potykanie się na równej powierzchni i gubienie kapci przy schodzeniu ze schodów. Skąd się biorą wszyscy nieskazitelni ludzie? Jak można zostać nieskazitelnym człowiekiem, któremu jogurt naturalny nie zdąży skapnąć na spodnie?
(Nawet moje korkowe dzieci pytają, jak mi idzie pisanie magisterki. Otóż leży plackiem na trasie szybkiego ruchu, przejechane przez walec drogowy pięć razy.)
Jutro natomiast wybieram się do teatru (bo dokąd ja mogę iść. Dzięki, Kinga, za wczorajszą imprezę, dzięki której mogłam poczuć się jak namiętny lew towarzyski) i rzecz jasna w tym samym czasie czekają Warszawę burze z piorunami i ulewa. Chciałam być piękna, ale raczej będę przypominać miotłę. Bardzo wyeksploatowaną miotłę. Pewnie piorun walnie w halę na Madalińskiego i spłoniemy wszyscy. Przynajmniej umrę w doborowym towarzystwie i w pierwszym rzędzie, pocieszam się resztkami sił.
Mam nadzieję, że te wszystkie drobne upokorzenia i smuteczki dnia codziennego doprowadzą mnie do czegoś wielkiego w przyszłości. To nie musi być poślubienie Ryana Goslinga, ale taki Nobel w dziedzinie literatury byłby super spoko. Nigdy nie otrzymam Nobla w dziedzinie literatury, jeśli nadal będę pisać, że coś jest super spoko. Ale może nadszedł czas na mały precedensik.

19 comments:

  1. chciałam tylko nadmienić, że walce nie jeżdżą po trasie szybkiego ruchu ;]

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiem o tym. Ale chciałam, żeby było bardziej dramatycznie.

      Delete
  2. Ach, och! Wreszcie Chet Faker w tytule notatki. :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Znakomity na deszcz.
      (Może właśnie kiedyś on będzie naczelnym dzwonkiem Pań Urzędniczek!)

      Delete
    2. Chyba tylko, gdy ja będę urzędniczką. :D

      Delete
  3. Barbara z krainy wongla26 April 2014 at 16:22

    Kochanie, nawet jeśli będzie wyglądać jak miotła, to zapewne jak Bananus 2015!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pokryty lśniącym tołp kołtem.

      Delete
  4. mi wszystko zawsze się dzieje takiego. rzęsy mi wpadają do oczu, uderzam się, potykam, łamię sobie paznokcie na ścianie, no po prostu jak żyć.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pójdź w me ramiona, siostro w biedzie.

      Delete
  5. E tam, wcale nie jesteś wyjątkowa z tą swoją niewydarzoną nieidealnością. Wczoraj wracałam ze sklepu i wpadł mi owad do oka. Taki zajebiście niewielki, że nie umiałam go wyjąć ni wypłakać. Małżonek kibicował tylko: "bardziej w lewo, mrugaj!!", "o, teraz na dole, spróbuj wyjąć palcem, ja ci na pewno nie będę grzebał w oku". Manewrowałam, płakałam na siłę, aż wylazł. Owad o średnicy 1 milimetra. Pytam P.: "rozmazałam się?", "może trochę, ale jest spoko, nie widać, wracamy". Zgadnij, co zobaczyłam w lustrze po powrocie. Kung-Fu Pandę.

    A na Madalińskiego burza niech wali w szpital. Bo to bardzo zły szpital.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pocieszasz mnie tymi słowy, ale czasami nie mogę powstrzymać się od myślenia (jak 99% ludzi), że świat mnie za coś karze. I tylko mnie (i pozostałe 99%).

      Pozdrawiam małżonka.

      Postaram się przekierować pioruny siłą umysłu.

      Delete
    2. kiedyś na wczasach z rodzicami przystojny kelner w cywilu wysłał mi uśmiech nr 165, ja też się do niego uśmiechnęłam, a chwilę potem... z impetem wrąbałam się w drzwi. W kant drzwi, w tę ich najcieńszą część. Nie zauwa-kurwa-żyłam. Huk był okrutny, siniak na czole później również. Takich historii mam jeszcze wiele, niestety.

      Delete
    3. Dobra, wygrałaś. Unieważniam wpis.

      Delete
    4. kiedyś Ci opowiem o tym, jak pogłaskałam nie tę rękę.

      Delete
    5. Mianuj mnie swym naczelnym kronikarzem.

      Delete
  6. Za nowatorstwo językowe też pewnie dają Noble ;))
    P.S. Chciałabym, żeby mi się puszyły włosy, no.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tego się trzymam.

      PS Uwierz, nie chciałabyś. Kto przy zdrowych zmysłach chciałby wyglądać jak przyćpany król lew? Szczególnie mając na uwadze zbliżającą się, deszczową majówkę!

      Delete
    2. O niezdrowych zmysłach ostatnio marzę: przy zdrowych będąc, pewnych rzeczy wytrzymać już nie mogę. Ale byle do września, do września... :)

      Delete
    3. Niech Ci prędko zleci!

      Delete