19/03/2014

♪ prince - adore

W tramwaju udaje mi się zająć miejsce, więc grzecznie siadam, zdejmuję czapę i rękawiczki (głupi deszcz), wyjmuję książkę. Czytanie idzie mi średnio, rozprasza mnie Prince, który śpiewa, że you own my heart and mind, I truly adore you (Państwo jeszcze nie wiedzą, że mam grubo wyjechane na punkcie tego kurdupla), a zatem wzrok mętny, rozmarzony, włos rozczochrany, wiadomo, czapka.
Na jednym z dalszych przystanków wsiada pani. Elegancka, tak jak elegancka może być - na oko - pięćdziesięcioletnia kobieta dążąca do ideału. Mocne, ciemne usto, narysowana brew, fryzura trwała jak chiński mur. 
Siada naprzeciwko mnie. Przystępuje do obserwacji. Taksuje wzrokiem moje rozwichrzone włosy, przyćpane spojrzenie, szalik, kurtkę, torbę, leżącą z boku czapę, książkę wyślizgującą się z rąk i buty. Patrzy uważnie. Nie spuszcza ze mnie wzroku. Zaczynam czuć się dziwnie.
Nagle wkłada do torby rękę, perfekcyjnie wymanikiurowaną, rzecz jasna, perłowy lakier wciąż święci triumfy. Z torebki wyjmuje zgrabny portfelik, wydłubuje z niego drobne, spokojnie odlicza, nie spuszcza ze mnie wzroku.
Mój panie, myślę, przerażona całkowicie. Mój panie, ona sądzi, że jestem bezdomna albo jestem żulem i zamierza dać mi te drobne.
Zaczynam panikować. Okej, Luiza, mówię sobie, nie patrz się na nią, choćby nie wiem co. Patrz w okno i oddychaj spokojnie. Na litość boską, co ja zrobię, jak ona wręczy mi te drobne? Może przygotuję sobie portfel? Nie wiem. Co za idiotyczna sytuacja. Na cholerę mi te drobne? Czy naprawdę wyglądam jak wczorajsza żulerka? To koniec, upokorzenie absolutne w tramwaju 35, właśnie tego mi było trzeba przy tej środzie.
Myśli galopują; siłą powstrzymuję się od patrzenia na szykowną panią.
Zbliżamy się do przystanku. Pani spuszcza ze mnie świdrujący wzrok, zaciska dystyngowaną dłoń, w której dzierży drobne. Wstaje i wysiada, emanuje klasą na cały tramwaj.
Mrugam z dziesięć razy. Nie dostałam żadnych drobnych. Pani nie wzięła mnie za żula.

Ten niedorzeczny scenariusz sprawia jednak, że wybucham drobnym śmieszkiem od czasu do czasu przez resztę dnia. Po co ta dama miałaby dawać mi pieniądze? Jestem przecież czyściutką studentką. Skąd ta magia w mojej głowie? Może to oznaka nieodkrytego przez nikogo geniuszu. Teraz też śmieję się perliście.

23 comments:

  1. Barbara z krainy wongla19 March 2014 at 20:30

    A jutro równie smacznie (mam nadzieję) najesz się w warszawskiej filii Krainy Zgodnych Piniendzy. Będziemy tak łapczywie jeść, że będziemy wyglądać jak utytlane we wonglu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A potem pogalopujemy na kozach w siną dal.

      Delete
    2. Barbara z krainy wongla19 March 2014 at 20:34

      Jest to tak doskonałe, że nie mogę (a może nie umiem? no sama nie wiem) tego skomentować.

      Delete
    3. Pojedz trochę drzemu, a jak już będziesz umiała to skomentować, poślij mi telegram.

      Delete
    4. Barbara z krainy wongla19 March 2014 at 20:38

      Prędzej mi się dźwignie.

      Delete
  2. jak to nie można robić zdjęć, gdzie tu pomyślunek? ludzie robiący zdjęcia siebie w miejscach i wrzucający je na instagrama to przecież promocja za friko.
    właśnie miałam kiedyś zauważyć, że masz niesamowicie dużo przygód - w tramwajach, autobusach, na ulicy - i czy one wszystkie nie dzieją się aby w Twojej głowie? po dzisiejszym już wiem, że tak (hehe!).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też nie rozumiem i podpisuję się pod Twymi słowy.

      Po prostu dziwne przyciąga dziwne. A dziś w mojej głowie było tylko ewentualne zachowanie eleganckiej pani, więc wypraszam sobie wszelkie insynuacje!

      Delete
  3. Będę w Polsce w kwietniu. Pójdziesz ze mną do tego Eat Me Drink Me? :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz to jak w banku! :)

      Delete
    2. Dobra, to się odezwę. :D

      Delete
  4. zastanawiam się, czy wolałbym, żeby starsza pani w tramwaju wzięła mnie za przysłowiowego żula, czy wolałbym, żeby powiedziała mi, że po kimś takim jak ja nie usiądzie. od tamtego czasu mam fobię niesiadania w tramwajach i autobusach. tak mi się przypomniało XD

    Hm Zatem, jak zląduję do Wawy to będę wiedział, które knajpy odwiedzić:)
    Ale poczucie się jak Alicja? Cóż, ja, jakem Biały Królik poczułbym się po prostu jak w domu XD

    ReplyDelete
    Replies
    1. To jak Ty wytrzymujesz w korkach? Na pohybel starszym, marudnym paniom! ;)

      Och, zdecydowanie! Twoja białokróliczowatość z pewnością odnalazłaby się w tym miejscu.

      Delete
  5. na Kabatach? przecież to niedaleko od mojego Mandarynkowa. i ja tam jeszcze nie byłam?!

    ReplyDelete
    Replies
    1. a jak bezdomna biedota to ja się czuję codziennie, gdy otwieram szafę, a tam kłębowisko szmat, z których żadna nie nadaje się do założenia. Przez ostatnie 6 lat chyba zapomniałam, że ciuchy też się kończą.

      Delete
    2. Oni się niedawno otworzyli, pod koniec lutego. Naprawdę polecam!

      To też mój problem. Nie znoszę kupować ciuchów i potem chodzę w kółko w tym samym, a potem to się nagle przeciera czy dziurawi. To dopiero magia.

      Delete
    3. też nie znoszę kupować ciuchów!!! i nie wiem, jak zrobić, żeby wyglądać ładnie i nadzwyczajnie, więc jestem królową casualu i basicu.

      Delete
    4. Piąteczka, siostro. Ale i tak masz klasę, ja jestem królową żulerni.

      Delete
    5. Hue, kupiłam sobie nowe buty ostatnio, bo poprzednim już się starły podeszwy i popękały w trzech miejscach na styku z podeszwą. Piękne, ładne i czyste, ale po dwóch dniach uruchomiły mi boleści w kostce, tak tragiczne że trzy dni nie mogłam boso chodzić. Jedyne buty w jakich jestem w stanie żyć, to własnie te wysłużone. Ale to workersy, tru skóra, pasują mi do mojej stylówy na Avril Lavinge.

      Delete
    6. Doskonale Cię rozumiem - jakiś czas temu kupiłam nowe buty na wiosnę. Obtarły mnie tak, że nawet nie chcę na nie patrzeć, więc powróciłam do swoich wysłużonych - ha ha - workersów. Piąteczka, siostro.

      Delete
    7. Piąteczki dwie. Czarne workersy i czarne szorty są niezajebywalne.

      Delete
  6. Klinika w której prowadzone jest badanie kliniczne w którym biorę udział, umiejscowiona jest na tej części Mokotowa, która powoli zamienia się w Ursynów. Spożywczaka tam nie oświadczysz, bo wszyscy wożą się brykami do Almy albo innego Piotra i Pawła, nowe bloki, te klimaty.
    Klientki kliniki (dermatologii ofkors estetycznej) zasobność portfela demonstrują ilością botoksu wpompowanego gdziesięda (i przy okazji są idealnym przykładem na to, że hajs i metka nie równa się styl). Wlazłam tam raz w środku zimy ubrana na ludzika Michelin, w emu które oddała mi koleżanka kiedy z moich ukochanych butów odpadła podeszew. Ale zanim oddała, to wydeptała je nieco do środka (dużo wcześniej) i opanowała atak śmiechu na widok buta mego w dwóch częściach (w danym momencie).
    Hm, piszę to wszystko tylko po to, żeby powiedzieć że zapomniałam te cholerne buty wytrzeć w wycieraczkę, więc na ich idealnie białej podłodze zostawiłam sporo błota. A oni tam wszyscy w balerinach i innych pantofelkach poginali. Naokoło. Jezu, czułam się jak żul. Wtedy i tydzień później, kiedy personel szeroko się uśmiechnął widząc, jak skaczę i tupię w przedsionku -.-"

    ReplyDelete
    Replies
    1. Uczysz się na błędach - jestem z Ciebie dumna.
      Ale przyznaj sama, czy stylówka na żula nie jest po prostu najlepsza? Mimo wszystkich upokorzeń, które musimy znosić.

      Delete
    2. Wymiata. Nikt nawet nie zauważy różnicy, kiedy zaśpisz i wychodzisz z domu w tym, co wypadło z szafy.

      Delete