26/03/2014

♪ nick cave & the bad seeds - lay me low

Kiedy jestem chora, robię się jeszcze bardziej nie do zniesienia niż zwykle. Pragnę współczucia całego świata, na czele nie z Marcinem Dorocińskim, a Ryanem Goslingiem i Kate Middleton. Marzę o tym, żeby przenieść się do domu rodzinnego i dostawać do łóżka na zmianę kaszę mannę i naleśniki, co jest znakomitym dowodem na to, że moje kubki smakowe wykształcone są tak, jak u pięcioletniej, otyłej dziewczynki i jedenastoletniego, burzliwie dojrzewającego chłopca jednocześnie. Zachwyt gorącą pulpą, kojącą lęki i tona pergaminowych placków, grubo pokrytych dżemem, żeby mieć energię do wspinania się po drzewach i - co bardziej w moim stylu - plucia na kolegów.

Płacę za owoce w osiedlowym warzywniaku. Pytam:
- Są może brokuły?
- Kochaniutka, dzisiaj przywieźli mi tylko kalafiory. Ale może jutro pani wdepnie?
- Niestety, jestem przeziębiona, jutro na pewno nie.
- Widać.

Doprawdy.

W osiedlowej piekarni dostrzegam grahamki przez ch. Teraz to już tylko śmierć. Wyszłam bez niczego. Mam swoje zasady.

Kiedy jestem chora, uruchamia się we mnie tryb bohatera. Tak bardzo cierpię, tak bardzo boli mnie głowa, a jednak jestem w stanie zrobić tłumaczenie, wstawić naczynia do zmywarki i czytać kretynizmy w Internecie. Proszę podziwiać to, jak bardzo jestem mężna i jak wspaniale sobie radzę, mimo faszerowania się kroplami i antybiotykiem, wszak nie każdy tak potrafi. Dziś mój wewnętrzny bohater uruchomił się w autobusie 105, bo przecież tylko ja myślę o wojnie i tylko ja mogłabym uratować świat. Nie wiem jak, ale jakoś bym musiała. Ten wymuskany koleś w marynarce na pewno się nad tym nie zastanawia. Pani, której upada na przystanku pomadka do ust; nie ma szans. Ta śliczna dziewczyna z ciemnymi włosami i ta w okularach; to nie o wojnie z takim przejęciem dyskutują przez swoje telefony. Starsza pani z lokiem z tyłu głowy, którego przytrzymuje ogromna klamra i grupa chłopaków pod kebabem. Słońce razi mnie w oczy, zamykam powieki, pocieram je ze zniecierpliwieniem. Naprawdę miałabym ich wszystkich uchronić przed zagładą? Czy są tego w ogóle warci? Ale nie mam innego wyjścia, czuję, że muszę uratować ludzkość. A uratowałabym ją, mając zapalenie ucha środkowego. Czy to nie jest bohaterskość ostateczna?

16 comments:

  1. Barbara z krainy wongla26 March 2014 at 20:36

    Nie ratuj świata. Ludzie nawet grachamką się nie odwdzięczą.

    Jedenastoletni, burzliwie dojrzewający chłopiec ma na imię Kuba, prawda?

    ReplyDelete
  2. I ryż na mleku, koniecznie do tego ryż na mleku! XD I nie wiem w takim wypadku, jak powinienem swoje kubki smakowe określać..tragedia jakaś.

    A to chyba naturalny odruch. Udowadniamy sobie, że jeszcze tak do końca nie "zdychamy". Albo chcemy zostawić po sobie dobre wrażenie, tak w razie czego:P
    I cóż...nie warto ratować ludzkości. Ale warto zawsze ratować po prostu człowieka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ach, ryż na mleku nigdy nie był moim ulubionym przysmakiem... ale tym razem i nim bym nie wzgardziła.

      Dokładnie. A jeśli jednak zdechniemy totalnie, zostawimy po sobie przynajmniej piękny ślad.

      Delete
    2. Taka ładna blizna na codzienności cudzej?:>

      Delete
  3. Ja też tak mam, nie wiem czemu. Często zastanawiam się nad tym jak już wyzdrowieję, ale tylko przez chwilę, bo im dalej od choroby tym bardziej przez mgłę to moje bohaterstwo pamiętam. Grahamka przez "ch" nigdy. Never.
    Nie wiem czemu, ale nasuwa mi się tutaj "żelazo nie klęka" i jakaś poezjo-piosenka Czerskiego, który kiedyś był częścią mojego życia. Znasz Towary Zastępcze? Kiedy to było.. Byliśmy młodzi.. tzn oni byli młodzi, ja byłam gówniarą. Co za życie. No nieważne.
    Piosenka potencjalna.
    https://www.youtube.com/watch?v=LsejzckTwEU

    ReplyDelete
    Replies
    1. im dalej od choroby tym bardziej przez mgłę to moje bohaterstwo pamiętam
      Pewnie, że tak. W przeciwnym razie byłabyś ciągle chora. Tylko że trochę głębiej niż jedynie w uszku, gardziołku czy płuckach.

      Znam Towary. Kiedyś z lubością zaczytywałam się w blogu Gadu Gadu i Czerskiego. Dobrze sobie to odświeżyć!

      Delete
    2. o, Czerski, to było tak dawno!!! tym dawniej, że zapowiadałam jego występ w klubie, który od lat nie istnieje. nie będę liczyć, od ilu :D

      Delete
    3. Czuję, że masz w zanadrzu wiele wspaniałych opowieści. Chcę usłyszeć je wszystkie!

      Delete
    4. a tam, nic ciekawego, to tylko epizod z mojego życia, w którym wszystkim nagle zaczęło się wydawać, że ja i mój friend jesteśmy konferansjerami. no i zaczęli nam dawać robotę. zawsze w duecie. Jak Prokop i Wellman ;)

      Delete
  4. Mamy bliźniacze ulubione potrawy na choróbsko, znówto samo, Luizko ile nas łączy to tylko my wiemy ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ewentualnie sekret naszej więzi przekażemy naszym dzieciom (hehe)!

      Delete
  5. jakie pergaminowe placki? coś kręcisz. to nie Ty jadłaś nalesniki ze słoika?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak. Dwa lata temu, kiedy zjedzenie czegokolwiek, co nie było papką dla dzieci wykańczało mnie psychicznie.

      Delete
  6. niezła chamka z tej grahamki, może grahamkę sprzedawała chamka i stąd grachamka? jakkolwiek głupio by nie brzmiało, dość prawdopodobne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. W piekarni sprzedawała starsza pani, więc obstawiam, że to jej niedouczony wnuk gimnazjalista. Albo niedouczony wnuk gimnazjalista właściciela, a starsza pani nie ma totalnie nic do tego.

      Delete