16/03/2014

♪ janelle monáe - what an experience

Sobota.

Jako że jestem już stara, wstaję o 8:30. Jem śniadanie. Gapię się w okno i myślę o tej cholernej pracy magisterskiej; jak utrudnia mi ona życie i ciąży, ale nie robię nic, by ruszyć z pisaniem. Wychodzę na rosyjski (mam nieposkromioną żądzę wiedzy i od kilku miesięcy uczę się dodatkowo rosyjskiego). Moja nauczycielka jak zwykle jest dumna z moich starań i chwali moją organizację (czyli śliczny zielony segregator, na którym wykaligrafowałam русский, ponieważ moja wewnętrzna dziesięciolatka w mundurku by mi nie odpuściła) oraz zapał. Z mojego zapału również jestem dumna, natomiast swoim akcentem straszyć mogę każdego Rosjanina, z Putinem na czele. Jak można mówić tak miękko? Jeszcze nie opanowałam tej sztuki.

Wracam do domu. Dalej myślę o pracy magisterskiej, ale z mniejszym bólem, bo podekscytowana jestem wyjściem do teatru, a wybrałam się na Personę. Marilyn w reżyserii Lupy do Dramatycznego.

Lupę pokochałam po Mieście snu. Ta sztuka trwała 6 godzin i 30 minut i była jednym z moich najdoskonalszych doświadczeń teatralnych.

Fakt, nie jestem fanką Marilyn i jej historię znam pobieżnie. Może trzeba było się dokształcić przed spektaklem. Ale - nic na to nie poradzę - podczas pierwszego aktu w mojej głowie często pojawiał się wielki neon z napisem PRETENSJONALNA KUPA, za którym podążały sceny z moich ukochanych sztuk teatralnych, żeby przez chwilę nie myśleć o tym, co widzę na scenie. Nie wiem, na ile to było pretensjonalną kupą, bo po prostu było kupą, a na ile było to pretensjonalne, bo Marilyn była pretensjonalna, przerysowana i nie wiadomo było, kiedy udaje, a kiedy nie. Sandra Korzeniak zagrała Marilyn wspaniale i jej kunsztu nie da się nie dostrzec, niezależnie od liczby neonów z brzydkimi słowami, pojawiającymi się w głowach. Ta rola musi ją wiele kosztować. Paszport Polityki otrzymała zasłużenie. Brawo. Dostrzegłam też ten bergmanowski sznyt; zastanawiałam się, czy byłby zadowolony?

Parę osób wyszło w trakcie pierwszego aktu; po antrakcie również było nas mniej.

I nadeszła ta chwila, w której Francesco (Marcin Bosak) nagi jeździł na rowerze dookoła sceny.

Było to dla mnie tak zbędne i tak wyjęte z całości sztuki w ogóle, że miałam ochotę na wybuch pogardliwego śmiechu. Przygryzłam wargę; dzielnie oglądałam dalej. Było warto, bo końcówką, brutalną, dziką, a jednocześnie wzruszającą, Lupa wynagrodził mi wiele.

Z mieszanymi uczuciami zeszłam ostrożnie po schodach i pokornie stanęłam w kolejce do szatni. Nagle słyszę głos. Widzę profil.
Myślę sobie: chyba dowcipy.
Ale to nie były dowcipy, a prawdziwy Marcin Dorociński przede mną, przepięknie się uśmiechał i dziękował pani za płaszcz.
Od razu poczułam tę igiełkę żalu; dlaczego nie siedziałam obok niego? Ale potem uzmysłowiłam sobie, że albo ze spektaklu nie zapamiętałabym nic i przy okazji zrobiła coś głupiego (polizała go, na przykład...), albo bym pękła i moje wnętrzności rozlałyby się wokół foteli, a nie chciałabym, żeby Marcin (w mojej głowie jesteśmy po imieniu itd.) musiał babrać się w moich wnętrznościach w sobotni wieczór.

Jak na osobę, która planuje być poważnym pracownikiem naukowym, to serio. Klasę pokazuję każdego dnia.

PS À propos mojej nowej znajomej: to nie papużka falista, a nimfa, wyobraźcie sobie. Już nie mieszka w kuchni, a w salonie. Nie ma oficjalnego imienia; można mówić do niej niunia.

18 comments:

  1. Jestem starsza, wstaję o 7.14 i w sobotę, i w niedzielę. Drażni mnie to piekielnie, bo w poniedziałki i piątki pewnie spałabym do południa, gdyby mi pozwolono.
    Nie jestem szczególną fanką Marylin. Kiedyś przeczytałam jakąś infantylną biografię i zdecydowałam, że nie zaprzyjaźniłybyśmy się. A potem zaczęłam się zastanawiać, czy to biografia była taka beznadziejna, czy może jednak sama Monroe.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokładnie tak jest. Nie rozumiem, dlaczego tak to działa. Czy to czysta złośliwość czy jakieś odwieczne prawo.

      Właśnie to były moje mieszane uczucia po spektaklu - czy to wina złej reżyserii, scenografii, świateł, scenariusza czy po prostu taka była Marilyn. Muszę przespać z tym jeszcze kilka nocy.

      Delete
  2. "Gapię się w okno i myślę o tej cholernej pracy magisterskiej; jak utrudnia mi ona życie i ciąży, ale nie robię nic, by ruszyć z pisaniem." Story of my life.

    Szczęściaro! Teraz pewnie jeszcze częściej będziesz wybierać się do teatru :>

    Marilyn jest przereklamowana, niestety. Mimo wszystko zawsze porusza mnie to jak nieskończenie smutną była osobą, nieszczęśliwą mimo sukcesu i popularności. Dobija mnie, na jej przykładzie, jak trudne dzieciństwo może spaprać człowiekowi życie i postrzeganie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przybij piątkę, siostro!

      Finansowo nie dam rady jeszcze częściej. Myślę, że i tak bywam tam często! W ten czwartek wybieram się na Nosferatu, nie mam nic przeciwko siedzeniu obok Marcina D.

      Wiesz co, myślę, że Tobie spodobałaby się ta sztuka bardzo. Ty znasz ją lepiej niż ja i myślę, że te rzeczy, które ja uznałam za egzaltowane, Tobie pomogłyby ją jeszcze lepiej zrozumieć.

      Delete
    2. Nie jestem mimo wszystko pewna czy mam potrzebę wnikania w nią jeszcze głębiej, ponieważ już przy czytaniu biografii (którejś z kolei, już nie pamiętam której po autorze) miałam wrażenie, że sama wariuję od jej wariactw. Także odpuszczę sobie :) Nie mniej jednak z Tobą do teatru bym poszła, zwłaszcza na Marcina <3

      Delete
    3. Na Merylin Mongoł chętnie wybiorę się jeszcze raz. Na Nastasję Filipowną już nie. Pójdziemy, jak tylko się tu przeprowadzisz! Hłe, hłe, hłe :>

      Delete
    4. Takie prośby to już nie do mnie tylko do Pana Kiszki :) Z mojej strony wiesz jaka jest odpowiedź (taka jestem ubezwłasnowolniona, pod pantoflem, widzisz !?) :P

      Delete
    5. Jestem pod wrażeniem błyskotliwości Twojej oceny MM: smutne, acz banalne.

      Delete
  3. marcin bosak nago na rowerze. to brzmi awwwwww ;-]
    a co do zmierzenia się twarzą w twarz z marcinem d. - poza tym, że na żywo wygląda gorzej niż na plakatach, moi koledzy artyści mówią, że każdy artysta traci przy bliższym poznaniu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale wygląda kretyńsko. Lepiej byłoby mu bez roweru ;)

      Na żywo wygląda równie wspaniale, wypraszam sobie!
      Nieco koisz moje rozgorączkowanie, no ale... ja Marcinem nie pogardzę nigdy. Przypominam: podoba mi się nawet, gdy drapie się po jajach (w Merylin Mongoł).

      Delete
  4. Ale bajer. Podglądałam Cię na insta przez Bzu, podczytywałam na blogu przez Diggerową, a jak skojarzyłam że jedno i drugie to twój przybytek, poszłam jeszcze na lasta żeby się dowiedzieć, że i tam mamy wspólną znajomą, niejaką Kaatis!

    ReplyDelete
    Replies
    1. A w międzyczasie jeszcze obejrzałam Rewers. No.

      Delete
    2. Świat jest maleńki. Ale w tym wypadku bardzo mnie to cieszy, bo lubię i Bzu, i Diggerową, i Kaatis, więc Ciebie na pewno będę lubić też (zresztą lubię już, na tyle, na ile Cię znam).

      I jak Rewers?

      Delete
    3. Pozytywnie zaskoczył. Końcowa scena pod PKiN powaliła mnie na łopatki, a pan D. robił ciary, dopóki szanowna mamusia nie wyszła z domu. Ładnie Ci tego nie opowiem, bo boję się spoilerować - raz, dwa: do recenzji tego typu się nie nadaję.
      Tak, powyższe dziewczęta fajne są.

      Delete
  5. Babcia mówi do mnie niunia, tak mi się skojarzyło apro po papużki. Ładne 'przezwisko'. :)
    Choć teatr w żaden sposób mnie nie pociąga to chętnie zobaczyłabym Marcina Bosaka, niekoniecznie nago. Nie wspominając już o Marcinie Dorocińskim. Uwielbiam go, i chyba nie skłamie mówiąc, że gdybyśmy siedzieli ramie w ramie to też byłabym skłonna go polizać chociażby ;p

    ReplyDelete
    Replies
    1. Inwencja Właściciela!

      Występem Bosaka byłam odrobinę zawiedziona, ale rozumiem, że miał taką, a nie inną rolę.
      Mam malutką obsesję na punkcie Dorocińskiego, muszę nieśmiało przyznać. Miałam okazję oglądać go dwa razy w teatrze, no i... wczoraj w szatni ;)

      Delete
  6. Ja cię z kolei podziwiam, ze dotrwalas do tego czasu pisania magisterki... Jestem na pierwszym roku, zaczęłam 3 kierunki naraz bo wiedziałam, ze coś będzie tragiczne, ale nie wiedziałam co. Od razu miałam ochotę rzucić wszystkie, ale niestety mogłam jedynie dwa. No i teraz z płaczem chodzę na uczelnie i końca nie widzę :( a sztukę chętnie bym obejrzała, w teatrze ostatnio byłam w listopadzie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję, choć nie uważam, że zasługuję na jakikolwiek podziw - takich dłubiących w magisterkach jak ja, jest wielu. Ale dziękuję :)

      Zdradź, co studiujesz? I pamiętaj: zawsze mogło być gorzej! (Założę się.)

      Tak, chyba jednak warto zobaczyć tę sztukę. Ale przez dwa najbliższe miesiące Dramatyczny nie ma jej w repertuarze.

      Delete