25/08/2016

♪ m83 - lower your eyelids to die with the sun

Wychodzę z lekcji, w końcu donikąd się nie spieszę, więc mogę wejść do tej kawiarni na Hożej, z której zawsze cudownie pachnie kawą. Jest malutka, ale bardzo ładna. Jeden z panów rozmawia po angielsku z klientami na temat cold brew. Czekam grzecznie na swoją kolejkę, zamawiam cappuccino. Pan i mnie proponuje - po polsku - cold brew. Słyszę jednak obcy akcent, Amerykanin. Próbuję kawy. Smakuje...
- It tastes like tap water - informuję go. On i barista, który przygotowuje mi kawę, wybuchają śmiechem.
- Oh, it has a lot of flavor - zapewnia mnie pan.
- Really? Like what?
- Coffee - odpowiada.
No jasne.

Idę dalej. Dzisiaj zamierzam wycofać dokumenty ze studiów podyplomowych, to ta Dorosła Decyzja. Im bliżej do Krakowskiego Przedmieścia, tym bardziej jednak... nie chcę tego robić. Czuję, że rezygnacja to wcale nie jest dobry pomysł. Czuję, że chcę co drugi weekend spędzać na kampusie - tyle lat na UW i dopiero teraz trafiłam na piękny i osławiony kampus! Myślę o Wszystkim, oczywiście. Ostatni rok studiów, pisanie magisterki, dwie szkoły językowe, indywidualni uczniowie. Nie mam pojęcia, czy sobie poradzę, może znów walnę głową o podłogę, albo przez tydzień nie będę w stanie wydobyć z siebie głosu. Babcia powiedziała mi, że choruje się od martwienia. Tym razem jej posłucham.

Piekę ciastka. Nigdy nie wiem, czy ciastka są już gotowe, nie jestem najlepszą ciastkarką, lepiej wychodzą mi ciasta. Chyba są w porządku, ale mam wrażenie, że pachną i wyglądają lepiej niż smakują. Może się mylę. Wszystkiego najlepszego z okazji imienin, życzę sobie, żeby został dla mnie choć jeden bilet na M83, bo grają w moje urodziny, a swoje sety kończą Lower your eyelids to die with the sun, czyli jednym z Najpiękniejszych Utworów Wszechświata. Tak rzadko zdarza się, żeby moja ulubiona piosenka była grana na koncertach! Przecież muszę tam być, żeby być szczęśliwa przez dziesięć minut i czterdzieści jeden sekund.

15/08/2016

♪ nick cave & the bad seeds - sleeping annaleah

Chciałabym, żeby już była zima.
Obwiązałabym się szalikiem, założyłabym kaptur i czapkę. Nie musiałabym patrzeć na nikogo i nikt nie musiałby patrzeć na mnie.
Słońce odbijałoby się od zasp, w bramach wisiałyby sople - kiedy mieszkałam na Mokotowie, byłam przekonana, że to jeden z ostro zakończonych sopli mnie zabije - płatki śniegu zatrzymywałyby się na rzęsach.

(...)

Poszłyśmy z Weronką oglądać perseidy. Niebo było, oczywiście, zachmurzone, więc nie pozostało nam nic innego, jak gapić się w ziemię, żeby nie potknąć się o własne nogi.
- Spełniam teraz wet dream wszystkich twoich kolesi: spacer z Luizą pod gwiazdami - rechocze rubasznie Weronika, wyraźnie z siebie zadowolona.
- Jesteś bardzo głupią kretynką - odpowiadam i daję jej kuksańca w bok.
8695 kilometrów. Dziwne.

(Weronika: "RECHOCZE RUBASZNIE"? Czemu ja zawsze w tych twoich notkach jestem jak cholerny Zagłoba z "Potopu"?)

Ostatnio podczas bezsensownego zmywania bezsensownych garów uderzył mnie ogrom odpowiedzialności, jaki za to zmywanie i za te gary posiadam. Brutalny przebłysk dorosłości. Szorowałam twardo dalej, próbując wyrzucić z głowy to przerażające słowo na o. Kiedy byłam dzieckiem, dorosłość kojarzyła mi się z wolnością i niezależnością. Pięcioletnia ja musi być rozczarowana dwudziestopięcioletnią mną. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Chciałabym być tak nieustraszona jak wtedy. Pamiętam, że wygoniłam z sadu mojej babci jakichś podłych chłopaków, którzy na przerwie próbowali wdrapać się przez siatkę i ukraść jabłka. Teraz pewnie schowałabym się pod biurkiem ze strachu. Albo przeprosiła za to, że w ogóle zwróciłam na nich uwagę. Co ty sobie zrobiłaś, dziewczyno.

(Idealne wyniki badań krwi).

09/08/2016

♪ cap'n jazz - oh messy life

- Co pani dolega? - pyta lekarz.
Ledwo go słyszę. Świat faluje. Zaskakująco wyraźnie widzę za to jego sandały. Cudownie. Jestem wyczerpana.
- Wszystko mnie boli, mam gorączkę pierwszy raz od pięciu lat, jestem tak strasznie zmęczona - chrypię półgłosem. Chciałabym się położyć.
On mnie jeszcze o coś pyta, nie rozumiem. Całkowite otępienie. Kręci głową z politowaniem.
- Pani studiuje, pracuje?
- I studiuję, i pracuję - odpowiadam. 
- W wakacje się odpoczywa, wie pani? - mówi, wypisując receptę. Recepta kosztuje mnie furę kapusty i łykam sto tysięcy tabletek co osiem godzin. Na jednym z opakowań narysowany jest wielbłąd. Szumi mi w głowie, w uszach. Obym tylko dojechała do domu i trafiła do łóżka, myślę. Podnoszę się z krzesełka ze zwolnieniem, receptą i zaleceniami lekarza w ręku. Mam miękkie nogi, boję się, że się na nich nie utrzymam.

Bardzo się cieszę, że żeby dojść do wniosku, że nie jestem niepokonana, nie wystarczyło mi przypierdolić głową o posadzkę w grudniu, ale muszę się tak wykończyć, że przez trzy dni śpię ciągiem, przebudzając się tylko po to, by wziąć porcję pigułek. Nie pójdę na studia podyplomowe w tym roku, bo wylądowałabym pod kroplówką. Dorosła decyzja numer jeden. Nie przewiduję żadnych innych dorosłych decyzji w najbliższej przyszłości. Gdyby ktoś tak zabrał moje życie ode mnie i się nim zajął. Ja nie mam siły. Mnie się nie chce.

Ale jest lepiej. Odzyskałam apetyt, czuję się silniejsza, choć głowę nadal mam lekką. Tak się mówi? Mieć lekką głowę? Lightheaded, tak się mówi na pewno. Niczego nie jestem pewna po polsku. Ostatnio ktoś mi powiedział, że angielskie słowa traktuję jak polskie i używam ich w zupełnie niewłaściwych miejscach. Ten ktoś powiedział mi jeszcze wiele innych rzeczy, a była już druga nad ranem.