02/04/2017

♪ afghan whigs - uptown again

Rzym to powrót do dzieciństwa.
Jest beztrosko, kolorowo, każdy jest miły i się uśmiecha. Do wyboru są ciastka albo więcej ciastek, trochę pizzy i cappuccino za 1,50 euro od 7:00 rano do 1:00 w nocy, kiedy tylko chcesz, a mama nie powie, że przesadzasz.
Nie do końca wiadomo dokąd iść, bo ulice są nieopisane, a numery gładko przechodzą z 7 do 25. Nikomu to nie przeszkadza. Budynki pojawiają się znienacka i tak samo znikają. Rzym to miasto niespodzianka.
Watykan to okropne nudy, długie kolejki, przechodzenie przez Kaplicę Sykstyńską w ogromnym pośpiechu, no stop, no pictures, że tym ochroniarzom nie plącze się język. Dookoła Watykanu za kanapkę i kawę można zapłacić 22 euro. Warto przejść na drugą stronę przez Ponte Vittorio, gdzie jest dużo małych przyjemnych knajpek z rozsądnymi cenami.
Kawa jest pyszna zawsze i trzeba ją oceniać w skali włoskiej - cappuccino, które smakowało nam najmniej to i tak 11/10 w skali polskiej. W kafejce na rogu Barberini rozkochałam w sobie jednego z baristów, bardzo go polecam, jeśli ma się gorszy dzień. Jest zabójczo przystojny.
Podróżowanie z Weroniką to dobre podróżowanie. Mamy identyczne podejście do zabytków i muzeów, wiemy, dokąd chcemy iść i co chcemy zobaczyć. Nie marnujemy czasu i wiemy, kiedy musimy od siebie odpocząć i posłuchać muzyki - na przykład wtedy, kiedy jedziemy ponad pół godziny do senatu na spotkanie z Ważnymi Ludźmi. Jeden z Ważnych Ludzi zaprasza nas do siebie, abyśmy mogli podziwiać zachód słońca przy drinkach. Z dachu jego mieszkania widać Panteon. Może to sen. 
Przystanki w Rzymie również nie są wystarczająco dobrze oznaczone. Na tablicy z rozkładem może być napisane Colombo (5 fermate), co oznacza, że autobus zatrzyma się na pięciu przystankach Colombo, a każdy z nich prowadzi do innej ulicy.
Rzym jest brudny, nie ma koszy na śmieci - jeśli są, to zrobione z folii. Trzeba patrzeć w niebo. Niebo jest tak błękitne, a światło jest tak bezczelnie mocne, że wydaje się, że ktoś to reżyseruje. Koloseum w środku nie skrywa żadnych tajemnic, wystarczy obejrzeć je z zewnątrz. Zgubić się w Foro Romano to sama radość. I've known you for only 10 minutes and I'd host you no doubt. Dzieje się dużo, nie mamy siły, w muzeum siadamy na schodach, zamiast podziwiać, jak lew zabija konia. Wiem, że ktoś mnie obserwuje od pierwszego dnia. Krążymy wokół siebie, niby przypadkowo, ale potem przyznajemy przed sobą, że tutaj nie było ani jednego przypadku, ani jednej nieprzemyślanej decyzji, ani jednego nieprzemyślanego słowa. Ciepłe dłonie, które powoli zbliżają się do moich pleców, aż w końcu mnie obejmują. Zasypiamy wtuleni w siebie na koncercie w planetarium. Nie wszystkim się to podoba. Dobrze, że lobby hotelowe jest puste, bo wyrzuciliby nas za obsceniczność. 

Polska nie jest dobrym krajem. Naszym znajomym Afroamerykanom ludzie robią zdjęcia. Ostrzegałam, ale nie wiem, co powiedzieć, kiedy zostaję postawiona przed tym faktem. Jest mi bardzo głupio i bardzo wstyd. Nie śpię praktycznie wcale, mam obtarte stopy, ledwie podnoszę nogi, jestem zmęczona psychicznie o wiele bardziej niż fizycznie. Dzień przed konferencją zmieniam pół swojej prezentacji, nie wiem, jakim cudem mówię wszystko, co chciałam powiedzieć, profesor jest zadowolony, podchodzą do mnie inni studenci i mi gratulują. Tak bardzo chcę spać, jest tak bardzo gorąco. Rzeczywistość wyciąga po mnie swoje łapska, a ja jeszcze nie rozumiem, że nie muszę wstawać o 6:00, żeby pójść do hotelu po grupę i zaprowadzić ich tam, gdzie należy. Że upłynie wiele miesięcy, zanim znów zobaczę ten uśmiech i usłyszę ten głos naprawdę. Oregon jest za daleko.

25/02/2017

♪ pale waves - there's a honey

Żela regularnie pyta, czy już odechciało mi się zabić (się). Oczywiście, że nie. Przecież muszę pisać pracę magisterską. 

Muszę zrobić coś ze swoim życiem. (parsknięcie) Czekając na kursanta, wpadłam w rozpacz. Skończą się studia. Skończy się praca. Będę bez studiów. Będę bez pracy. Będę bez p i e n i ę d z y. Tego samego wieczoru wysłałam około miliarda CV do miejsc, na samą myśl o których chce mi się rzygać. Ale dają umowę o pracę. Mieć umowę o pracę, to musi być przemiłe uczucie. Jednak gdy tylko wyobraziłam sobie, jak co rano wstaję o tej samej porze, idę do tego samego miejsca, do tych samych ludzi, robić to samo, to ścisnęło mnie w żołądku i zachciało mi się wyć. Dobrze, dobrze. Już. Są "fresh fruits" i "cereal". Jest "friendly atmosphere" i "competetive salary". Błędy stylistyczne i/lub ortograficzne w ogłoszeniach, które szukają "content managera". Nic nie umiem, uświadamiam sobie, przeglądając oferty. Dlaczego nie poszłam na SGH? Dlaczego nie potrafię liczyć, odejmować i mnożyć? Dlaczego nie wiem, co robi się z fakturami? Dlaczego w mojej głowie jest głównie siano?

Na drugi dzień dzwoni do mnie pani. Po krótkiej rozmowie przez telefon, stwierdza, że jestem "idealnym kandydatem na tę pozycję" i pyta, kiedy mogłabym rozpocząć pracę, bo szkolenia startują w przyszłym tygodniu.

Z jednej strony to doprawdy wspaniałe. Jestem CORPORATION WORTHY. Z drugiej strony, zdjął mnie lęk tak potężny, że z ulgą w głosie powiedziałam, że czekają mnie jeszcze trzy miesiące studiów, tylko "nie sądziłam, że państwo będą kontaktować się z kandydatami tak prędko, mając na uwadze, do kiedy ważna jest oferta".

Pani zadzwoni latem.

Rozłączyłam się. Z czułością popatrzyłam na moje zeszyciki z notatkami dotyczącymi fotografii w literaturze amerykańskiej i wojny secesyjnej, luźne notatki do magisterki, spanikowane notatki na konferencję, zapiski o tym, jak najlepiej uczyć imiesłowu, i na testy moich uczniów, które muszę sprawdzić. To moja bezpieczna przystań i bardzo, bardzo boję się ją opuścić. Przepraszam, prawdziwy świecie. Zupełnie nie jestem na ciebie gotowa.

11/02/2017

♪ carissa's wierd - low budget slow motion soundtrack song for the leaving scene

Problem tkwi w tym, że wiem, czego nie chcę, ale nie wiem, czego chcę - bo, niestety, wiedza o tym, czego się nie chce, nie równa się wiedzy o tym, czego się chce. Dość to koszmarne. Wielki siniak w zgięciu łokcia, boli mnie cała ręka. Twój blog był lepszy, mówi KWD, kiedy umieszczałaś tutaj moje teksty. Ten blog był lepszy, kiedy go w ogóle nie było = aksjomat. "Jebane klimakterium", ktoś trafia tutaj po tym haśle, które doskonale podsumowuje ten blog, mnie i samo klimakterium. Ależ boli mnie głowa. Jakbym była otumaniona. Świat zostaje za szybą. Jest już dla mnie za jasno. Wolę budzić się w ciemności i wracać do domu w ciemności. Kobieta rzuca się pod metro. Właściwie ją podziwiam, bo i mnie czasami korci, kiedy przyglądam się, jak światła pociągu padają na ścianę, gdy skład wjeżdża na stację. Chociaż chyba wolałabym, żeby nikt nie widział. Strasznie boli.