01/09/2016

♪ the 1975 - if i believe you

Przez całe wakacje obserwowałam jak nasze ursynowskie chodniki pokrywają się kredowymi malunkami. Miliony kolorów, księżniczek, książąt, klas, domków, zamków, strzałek i wskazówek. Kilka dni temu, podczas spaceru z psem Gustawem, natknęłam się na pięknego, tłustego, owłosionego różowego kutasa pomiędzy biedronką a domkiem z ogródkiem. Moja wiara w młodzież nigdy nie była tak wielka.

Leżałam na stole rentgenowskim, byłam wtedy w drugiej klasie podstawówki. Strasznie mnie denerwował mój wiek, bo byłam roztropna i mądra, a nikt nie traktował mnie poważnie. Bardzo nie lubię, kiedy dzieci nie traktuje się poważnie; kiedy się je zbywa machnięciem ręki. I gdy pielęgniarka powiedziała, że wyglądam jej na czternaście lat, byłam najszczęśliwsza na świecie. W końcu ktoś dostrzegł moją dojrzałość i dorosłość! Teraz za każdym razem mam nadzieję, że zostanę poproszona o dowód osobisty, gdy kupuję alkohol. Jestem. 

(Zawsze, gdy robisz coś głupiego, piszesz o tym na blogu, mówi Weronika, ale tym razem nie śmieje się rubasznie, bo nie dostała muffinów).

Nadal nie poprawiłam pierwszego rozdziału swojej magisterki, a zostało jeszcze dwadzieścia osiem dni do rozliczenia poprzedniego roku studiów. Jedyne, co dobrze mi wyszło, to dopisywanie przy losowo wybranych akapitach HOW CAN I EXPLAIN SOMEBODY HELP ME PLEASE.

Właściwie rzadko kiedy mam dość. Jestem bardzo cierpliwa i potrafię wiele znieść - w imię swojego komfortu, w imię czyjegoś komfortu, w imię nieodebrania telefonu, w imię świętego spokoju i zawinięcia się w kołdrę. Od pewnego czasu, zauważam ze zdziwieniem, coraz więcej rzeczy mnie irytuje i drażni, coraz więcej rzeczy mi wadzi. Obiecałam sobie z nimi skończyć. To będzie trwało długo, będzie boleć, wymagać kilku niewinnych kłamstw i sztucznych uśmiechów. Jednak to już czas najwyższy przestać sobie przeszkadzać.

25/08/2016

♪ m83 - lower your eyelids to die with the sun

Wychodzę z lekcji, w końcu donikąd się nie spieszę, więc mogę wejść do tej kawiarni na Hożej, z której zawsze cudownie pachnie kawą. Jest malutka, ale bardzo ładna. Jeden z panów rozmawia po angielsku z klientami na temat cold brew. Czekam grzecznie na swoją kolejkę, zamawiam cappuccino. Pan i mnie proponuje - po polsku - cold brew. Słyszę jednak obcy akcent, Amerykanin. Próbuję kawy. Smakuje...
- It tastes like tap water - informuję go. On i barista, który przygotowuje mi kawę, wybuchają śmiechem.
- Oh, it has a lot of flavor - zapewnia mnie pan.
- Really? Like what?
- Coffee - odpowiada.
No jasne.

Idę dalej. Dzisiaj zamierzam wycofać dokumenty ze studiów podyplomowych, to ta Dorosła Decyzja. Im bliżej do Krakowskiego Przedmieścia, tym bardziej jednak... nie chcę tego robić. Czuję, że rezygnacja to wcale nie jest dobry pomysł. Czuję, że chcę co drugi weekend spędzać na kampusie - tyle lat na UW i dopiero teraz trafiłam na piękny i osławiony kampus! Myślę o Wszystkim, oczywiście. Ostatni rok studiów, pisanie magisterki, dwie szkoły językowe, indywidualni uczniowie. Nie mam pojęcia, czy sobie poradzę, może znów walnę głową o podłogę, albo przez tydzień nie będę w stanie wydobyć z siebie głosu. Babcia powiedziała mi, że choruje się od martwienia. Tym razem jej posłucham.

Piekę ciastka. Nigdy nie wiem, czy ciastka są już gotowe, nie jestem najlepszą ciastkarką, lepiej wychodzą mi ciasta. Chyba są w porządku, ale mam wrażenie, że pachną i wyglądają lepiej niż smakują. Może się mylę. Wszystkiego najlepszego z okazji imienin, życzę sobie, żeby został dla mnie choć jeden bilet na M83, bo grają w moje urodziny, a swoje sety kończą Lower your eyelids to die with the sun, czyli jednym z Najpiękniejszych Utworów Wszechświata. Tak rzadko zdarza się, żeby moja ulubiona piosenka była grana na koncertach! Przecież muszę tam być, żeby być szczęśliwa przez dziesięć minut i czterdzieści jeden sekund.

15/08/2016

♪ nick cave & the bad seeds - sleeping annaleah

Chciałabym, żeby już była zima.
Obwiązałabym się szalikiem, założyłabym kaptur i czapkę. Nie musiałabym patrzeć na nikogo i nikt nie musiałby patrzeć na mnie.
Słońce odbijałoby się od zasp, w bramach wisiałyby sople - kiedy mieszkałam na Mokotowie, byłam przekonana, że to jeden z ostro zakończonych sopli mnie zabije - płatki śniegu zatrzymywałyby się na rzęsach.

(...)

Poszłyśmy z Weronką oglądać perseidy. Niebo było, oczywiście, zachmurzone, więc nie pozostało nam nic innego, jak gapić się w ziemię, żeby nie potknąć się o własne nogi.
- Spełniam teraz wet dream wszystkich twoich kolesi: spacer z Luizą pod gwiazdami - rechocze rubasznie Weronika, wyraźnie z siebie zadowolona.
- Jesteś bardzo głupią kretynką - odpowiadam i daję jej kuksańca w bok.
8695 kilometrów. Dziwne.

(Weronika: "RECHOCZE RUBASZNIE"? Czemu ja zawsze w tych twoich notkach jestem jak cholerny Zagłoba z "Potopu"?)

Ostatnio podczas bezsensownego zmywania bezsensownych garów uderzył mnie ogrom odpowiedzialności, jaki za to zmywanie i za te gary posiadam. Brutalny przebłysk dorosłości. Szorowałam twardo dalej, próbując wyrzucić z głowy to przerażające słowo na o. Kiedy byłam dzieckiem, dorosłość kojarzyła mi się z wolnością i niezależnością. Pięcioletnia ja musi być rozczarowana dwudziestopięcioletnią mną. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Chciałabym być tak nieustraszona jak wtedy. Pamiętam, że wygoniłam z sadu mojej babci jakichś podłych chłopaków, którzy na przerwie próbowali wdrapać się przez siatkę i ukraść jabłka. Teraz pewnie schowałabym się pod biurkiem ze strachu. Albo przeprosiła za to, że w ogóle zwróciłam na nich uwagę. Co ty sobie zrobiłaś, dziewczyno.

(Idealne wyniki badań krwi).