07/12/2016

♪ touché amoré - just exist

Mama skończyła Panią Bovary. Nie jest zadowolona z zakończenia.
- Wolę, kiedy najpierw się kochają, potem kłócą, a na końcu znów kochają.
Mama jest romantyczna. Na szczęście już kupiłam jej Perswazje. Święta uratowane.

Od pewnego czasu miasto śmierdzi ściekami, świeżą farbą, brudem i wymiocinami. Ten zapach jest nie do zniesienia. Gdy pomyślę, że cała jestem nim przesiąknięta, że mam go pełne płuca, chcę uciekać bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
 
Ciągle o czymś myślę, nieustannie się zastanawiam. Jest jeszcze gorzej niż zwykle. Zamykam oczy i nie ma tam kojącej ciemności i obezwładniającego spokoju, są obrazy, które pojawiają się i znikają z prędkością światła. Nie mogę odpocząć. Zupełnie mi to nie wychodzi. Kończy mi się cierpliwość. Mam okropne wory pod oczami. Wstaję rano od razu zmęczona; idiotyczna liczba moich obowiązków uderza mnie jak tona cegieł. To kalka z angielskiego, nie wiem, jak wyrazić się po polsku. Czasami czuję, że to już nie jest mój język. Słowa, które piszę i wypowiadam to jakieś okropne nieociosane kloce. Dziwny ciężar na języku. Pióro odmawia współpracy i zdanie kończę po angielsku. Za dwa tygodnie kolokwium z polskiego.

Przez przypadek skasowałam plik z zapisanymi cytatami na Kindlu. Jak teraz w chwilach wątpliwości mam szybko odwołać się do Céline'a albo Barthelme'a? Może zamiast tego mam zacząć rozmawiać z ludźmi? Nigdy.

Przychodzi pismo, że zostałam skreślona z listy studentów. Drę je na małe kawałeczki i wrzucam do śmietnika przy poczcie.

Chłodny niedzielny wieczór, kupujemy herbatę i idziemy do nowego mieszkania Wojtka przy placu Zbawiciela. W pokoju jest bardzo zimno, a nam zebrało się na rozmowę o celu i sensie życia. Czy my coś ustaliliśmy? Poza tym, że tamten koleś jest gejem i jednocześnie nim nie jest, a Ty wcale nie jesteś tak obojętny, jak myślałeś, że jesteś? Będziemy próbować dalej.

29/11/2016

♪ m83 - steve mcqueen

Uzupełniamy komiksy w celach naukowych. Pan doktor habilitowany nazywa mnie "niesforną duszą":
- Masz ochotę pójść ze mną na wykład z metodyki nauczania kultury polskiej?
- Wolałbym oblać się żrącym kwasem.

Może wreszcie zrobię coś z pożytkiem dla ludzkości, myślę. Może trzepnę jakiś pościk o setce prawd na moje setne urodziny. Ze smutkiem uświadamiam sobie jednak, że niczego się przez sto lat nie nauczyłam, więc wszystko musi zostać, jak jest.

Ale przyjęcie urodzinowe było wspaniałe i ponownie na torcie były koniki cyrkowe, bo lat skończyłam sześć, tak naprawdę. Dziękuję, że chciało Wam się przyjść i pozwoliliście mi przesiedzieć całą imprezę z torbą ze zdjęciem Prince'a przewieszoną przez głowę.

Znów dzięki KWD czeka nas przygoda; tym razem w lutym. (Choć na prezencie napisane było "ZGIŃ". KWD dorabia po pracy jako stand-up comedian). Jakże odetchnęłam, wiedząc, że znów mam na co czekać. Co po lutym? Zacznę się martwić na początku grudnia.

Na koncert M83 idę nie tylko z Majkiem, ponieważ w ramach niespodzianki przybywa Wojtek ćpun. Robi nam głupie zdjęcie i kręci "tajny filmik". (Ty pacanie!) Przez zupełny przypadek zostajemy w pierwszym rzędzie. Wiedziałam, że M83 na żywo totalnie mnie rozbroi, ale nie sądziłam, że będzie tak bezczelnie pięknie. Ogromnie doceniam, gdy ktoś potrafi przenieść mnie do innego świata. Cudownie było przez te dwie godziny istnieć zupełnie gdzie indziej.


Moje życie w 99% składa się z wydarzeń żenujących, ale opisuję je jako Wielkie Przygody, żeby nie wyjść już na kompletną idiotkę. Lecz kiedy ktoś, kogo znasz tylko z internetu, wysyła ci twoje zdjęcie zrobione sekundę temu w kawiarni, w której faktycznie czekasz w kolejce po kawę, z pytaniem, czy to na pewno ty, było sytuacją bez precedensu.

18/11/2016

♪ du:it - understand in time

Wysłałam mamie na urodziny Panią Bovary Flauberta. Jest średnio zadowolona. To książka na jeden raz, nie to, co jej ukochana Jane Austen, którą można czytać bez końca.
- Ten Flaubert... to taki filozof-myśliciel jak ty. Same bzdety.

Snu jest coraz mniej. Kiedy kursant na swojej kserówce pisze maked, uśmiecham się łagodnie i mówię, że świetnie mu poszło. Ten fakt dociera do mnie kilka dni później, gdy nareszcie się wysypiam.

Poszłyśmy z Weroniczką na election night organizowane przez ambasadę USA, bo miało być super; wszędzie, gdzie jest darmowe żarcie i picie z definicji powinno być super. Było beznadziejnie. Postałyśmy w tłumie. Duszno. Kawa. Wino. Ciasto (niedobre). Rozmowy w kolejce do szatni, w płaszczu. Idiotyczna próba ucieczki przed czyimś wzrokiem. Nasz wykładowca właściwie chce z nami porozmawiać, ale twardo przemy do przodu, bo jesteśmy niewychowane (to znaczy ja jestem). Odpowiedź na pierwsze pytanie w quizie na temat wyborów: Ronald Reagan. Ja pierdolę.
Nie mogę zasnąć, ani trochę, przewracam się na łóżku, czuję piasek pod powiekami. O 6:00 wstaję, oglądam CNN, wszystko dzieje się na żywo, na moich oczach. Widzę przemowę przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Przez chwilę oczywiście zastanawiam się, po co ja to studiuję. Po co ja nurzam się w tych symulakrach i symulacjach i prawdach, skoro Stany zaraz pękną z hukiem. Ale potem myślę - czy Polska pękła? Skądże, jest tylko na skraju załamania. Ja sobie znakomicie radzę na skraju załamania. Jestem na nim od mniej więcej tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego czwartego.

Uczę na jednym ze strzeżonych osiedli. Nie mogę zadzwonić domofonem bezpośrednio do mieszkania; muszę dzwonić do ochrony.
- Dzień dobry, ja do państwa takich a takich, mieszkanie takie a takie.
Doskonale wiem, że pan ochroniarz uważnie mi się przygląda, i że ocenia mój wygląd (kurtka zimowa, vansy z dziurami, czapa, zero makijażu). Kim ja jestem? Czy można mi zaufać? Wyglądam jak wariatka. Piętnastoletnia (nadal proszą o dowód).
- JAKO KTO - charczy przez głośnik.
- Nauczyciel - odpowiadam dumnie.
Doskonale wiem, że on myśli, że go nabieram. Ale łaskawie wpuszcza mnie do środka. Tę farsę odgrywamy co tydzień.

Dziecię pokazuje mi swój plakat o żyrafach i zeszyt do religii. Temat piątej katechezy: po co żyjemy? Jaki jest sens życia?