25/02/2017

♪ pale waves - there's a honey

Żela regularnie pyta, czy już odechciało mi się zabić (się). Oczywiście, że nie. Przecież muszę pisać pracę magisterską. 

Muszę zrobić coś ze swoim życiem. (parsknięcie) Czekając na kursanta, wpadłam w rozpacz. Skończą się studia. Skończy się praca. Będę bez studiów. Będę bez pracy. Będę bez p i e n i ę d z y. Tego samego wieczoru wysłałam około miliarda CV do miejsc, na samą myśl o których chce mi się rzygać. Ale dają umowę o pracę. Mieć umowę o pracę, to musi być przemiłe uczucie. Jednak gdy tylko wyobraziłam sobie, jak co rano wstaję o tej samej porze, idę do tego samego miejsca, do tych samych ludzi, robić to samo, to ścisnęło mnie w żołądku i zachciało mi się wyć. Dobrze, dobrze. Już. Są "fresh fruits" i "cereal". Jest "friendly atmosphere" i "competetive salary". Błędy stylistyczne i/lub ortograficzne w ogłoszeniach, które szukają "content managera". Nic nie umiem, uświadamiam sobie, przeglądając oferty. Dlaczego nie poszłam na SGH? Dlaczego nie potrafię liczyć, odejmować i mnożyć? Dlaczego nie wiem, co robi się z fakturami? Dlaczego w mojej głowie jest głównie siano?

Na drugi dzień dzwoni do mnie pani. Po krótkiej rozmowie przez telefon, stwierdza, że jestem "idealnym kandydatem na tę pozycję" i pyta, kiedy mogłabym rozpocząć pracę, bo szkolenia startują w przyszłym tygodniu.

Z jednej strony to doprawdy wspaniałe. Jestem CORPORATION WORTHY. Z drugiej strony, zdjął mnie lęk tak potężny, że z ulgą w głosie powiedziałam, że czekają mnie jeszcze trzy miesiące studiów, tylko "nie sądziłam, że państwo będą kontaktować się z kandydatami tak prędko, mając na uwadze, do kiedy ważna jest oferta".

Pani zadzwoni latem.

Rozłączyłam się. Z czułością popatrzyłam na moje zeszyciki z notatkami dotyczącymi fotografii w literaturze amerykańskiej i wojny secesyjnej, luźne notatki do magisterki, spanikowane notatki na konferencję, zapiski o tym, jak najlepiej uczyć imiesłowu, i na testy moich uczniów, które muszę sprawdzić. To moja bezpieczna przystań i bardzo, bardzo boję się ją opuścić. Przepraszam, prawdziwy świecie. Zupełnie nie jestem na ciebie gotowa.

11/02/2017

♪ carissa's wierd - low budget slow motion soundtrack song for the leaving scene

Problem tkwi w tym, że wiem, czego nie chcę, ale nie wiem, czego chcę - bo, niestety, wiedza o tym, czego się nie chce, nie równa się wiedzy o tym, czego się chce. Dość to koszmarne. Wielki siniak w zgięciu łokcia, boli mnie cała ręka. Twój blog był lepszy, mówi KWD, kiedy umieszczałaś tutaj moje teksty. Ten blog był lepszy, kiedy go w ogóle nie było = aksjomat. "Jebane klimakterium", ktoś trafia tutaj po tym haśle, które doskonale podsumowuje ten blog, mnie i samo klimakterium. Ależ boli mnie głowa. Jakbym była otumaniona. Świat zostaje za szybą. Jest już dla mnie za jasno. Wolę budzić się w ciemności i wracać do domu w ciemności. Kobieta rzuca się pod metro. Właściwie ją podziwiam, bo i mnie czasami korci, kiedy przyglądam się, jak światła pociągu padają na ścianę, gdy skład wjeżdża na stację. Chociaż chyba wolałabym, żeby nikt nie widział. Strasznie boli.

03/02/2017

♪ the 1975 - somebody else

- Ja muszę pani coś powiedzieć, tylko niech się pani nie obraża - zaczyna pani z biblioteki.
O kurwa, myślę. Już ja wiem, co ona mi powie. Że przedłużanie tej książki od maja 2016 jest niezgodne z zasadami wszystkiego i mam wypierdalać i wrócić z książką.
- Ma pani takie perfumy, że na pewno dostanę od nich migreny.
Aha.

- Dzień dobry, ja do państwa takich a takich, mieszkanie takie a takie - beznamiętnie mówię do domofonu, jak co tydzień.
Odpowiedź jednak mnie zaskakuje.
- Pani to ta taka... nauczycielka?
Tak. Ja to ta taka nauczycielka. Już dwa razy wyrąbałam się na tym osiedlu i mam rany na lewej ręce.

Koncert The 1975 jest przesunięty na czerwiec. Bardzo się boję, że nie dożyję. Dostajemy się z Weroniczką na konferencję w Rzymie. Bardzo się boję, że dożyję i faktycznie będę musiała wydostać z siebie to wystąpienie na temat Mike'a Pence'a. Trump wsadzi mnie do więzienia i tyle z tego będzie.

Wychodzimy z egzaminu. Burzę się, że jedno z pytań było bardzo mętnie skonstruowane i oznajmiam, że zostawiłam przy nim stosowny dopisek.
Weronika: Ty potrafisz napyskować nawet na teście wyboru.

Pojechałam do Elżbietki do Poznania. Posiedziałyśmy. Pogadałyśmy. Pojadłyśmy. Nikt nie zgubił siebie ani prezentów. (Elżbietko, nie zgubiłaś tej książki, na pewno?) Było bardzo zimno i mgliście, nie było widać dróg, bloków, sklepów, nawet z najwyższego budynku w Poznaniu, gdzie tak fatalnie pachniało fatalnym śniadaniem. To była jajecznica?
Teraz Ty przyjeżdżasz, Żelku.

Dwa eseje, praca magisterska, dentysta o dziewiątej trzydzieści, śniadanie w centrum, kup spodnie, buty i spróbuj nie uwalić nogawek błotem aż po uda. Naładuj telefon. Nie poślizgnij się w metrze. Sprawdź testy, zapisz wszystko w kalendarzu, bo żyjesz jak we śnie i zaczynasz zapominać, nie możesz skupić się na czytaniu. Zasypiasz późno i wcześnie wstajesz. Znów zemdlejesz.