18/08/2018

♪ yellow days - the way things change

Irracjonalne obawy:
- otwierając drzwi do toalety w pracy, zobaczę w kabinie czyjeś zwłoki;
- w opakowaniu serka wiejskiego będzie martwy szczur, jego włochate, szare ciałko między kawałkami twarogu;
- wysiadając z metra, przytną mnie drzwi i będę przepołowiona na zawsze.

Mamy połowę sierpnia, czy mogę już wypowiadać się na temat pracy w firmie tak, jakbym pozjadała wszystkie rozumy świata? Oczywiście. Na razie największą niedogodnością jest brak mleka sojowego. Kto je ciągle wypija? Ludzie, zostawcie mi trochę mleka do kawy. Poza tym jest zaskakująco miło, dużo się dzieje, czas mija prędko. Dotarliśmy do etapu, gdy współpracownicy zrozumieli, że nie jestem psychopatką, a mam "interesujące" poczucie humoru i śmieją się z moich żarcików ("żarcików"). Nadal czuję się tak, jakbym chodziła do szkoły. Do torby kanapeczka, batonik daktylowy i butelka wody. Ładnie się ubierz i bądź grzeczna dla innych. Porozmawiajmy o tym za jakieś pół roku.

Nie mam pojęcia, czego chcę od życia. Czy ktoś to wie na pewno? Czy to wiedza, którą naprawdę można zdobyć?

Tęsknię bardzo za Seattle. Myślałam, że przejście do porządku dziennego nad tą wyprawą przyjdzie mi łatwiej - założenie zupełnie bez sensu, przecież Spełniałam Marzenie. Gdyby ktoś mi powiedział, że mogę się tam wynieść, byłabym spakowana w sekundę i biegła z walizami na Okęcie. Czasami wydaje mi się, że ten wyjazd zupełnie nie był prawdziwy. Gdyby nie zdjęcia, miałabym wrażenie, że tej wyprawy nigdy nie było, że ją sobie wyobraziłam. Że spacerowałam po Pioneer Square jak Leigh-Cheri, a Space Needle wyznaczało mi drogę do domu.

To jedno z moich najukochańszych zdjęć z Seattle.

Who knows how to make love stay?