27/02/2018

♪ wolf alice - don't delete the kisses

Pani doktor zapytała, czy "mocz też chcę". Gdy ochoczo wyraziłam zgodę, bo kto by nie chciał też moczu, wręczyła mi stożkowatą fiolkę wielkości paznokietka u najmniejszego paluszka. Jako że staram się unikać upokorzeń takiego stopnia, udałam się do apteki po "opakowanie czy też pojemnik na mocz". Pani aptekarka pyta, czy to badanie ogólne czy posiew moczu. Oczywiście nie pamiętam, ale raczej nie jestem wystarczająco wyjątkowa na posiew. Staram się, by mój głos brzmiał pewnie, gdy mówię, że "ogólne, chyba". Pani aptekarka wręcza mi pojemnik z czerwoną nakrętką, który kosztuje czterdzieści dziewięć groszy. Przyglądam się uważnie temu plastikowemu ustrojstwu, a na nim, jak w mordę strzelił, "NIESTERYLNY Pojemnik na mocz poj. 120 ml". Przepraszam, lecz życzyłabym sobie, żeby mój mocz był raczej w sterylnym, ale jak tu teraz z tego wybrnąć? Że to jednak posiew? Że wolałabym bardziej ekskluzywny pojemnik? Decyduję się postąpić dyplomatycznie, zresztą nie mam wiele czasu, pani aptekarka wbiła już cenę. "A to... a to nie robi różnicy, jeśli pojemnik jest niesterylny?", pytam, niewątpliwie z głupia frant, przecież pani aptekarka wie co robi. "Nie ma żadnej", odpowiada, a ja trochę jej nie ufam, bo jednak sterylny jest zawsze lepszy niż niesterylny i właściwie chciałabym, aby mój mocz był traktowany z godnością. Ale zabrnęłam za daleko w nieroztropnych wyborach, jakoś krępuję się wycofać, wyciągam więc pięćdziesiąt groszy z portfela, pokornie chowam grosik reszty, a mój "NIESTERYLNY Pojemnik na mocz poj. 120 ml" wrzucam na samo dno torby, skoro i tak już nie ma dla niego nadziei.

- I would pick a pet monkey - twierdzi dwunastolatek.
- Really? What would you do together? - pytam, czując, jak mózg wycieka mi prawym uchem.
- Nothing. It would just sit on a chair and then die - odpowiada.