12/08/2017

♪ ortega cartel - silver gun 2

Grzecznie siedzę w kąciku, jak przystało na praktykantkę. Temat zajęć: miłość. Na dziewięć osób zakochane są cztery (ponoć lepiej niż w poprzedniej grupie). Skoro nikt nie chce opowiadać o uczuciu, to może jakieś porady na złamane serce?
- Popełnić samobójstwo - z pełnym przekonaniem mówi blondyn z przodu, Francuz. Jestem pełna podziwu, że opanował tak trudne i potrzebne wyrażenie. 
Jestem także zdruzgotana, bo studenci na kursie języka polskiego jako obcego mówią po polsku lepiej ode mnie. Mój ulubiony błąd, jaki ostatnio popełniłam to "proroczyć". Proroczę sobie wielką karierę w tym zawodzie. (Zawsze mogę ratować się tym, że posługuję się staropolszczyzną). (Nie).

Na pożegnanie mój samobójczy Francuz mówi mi "pa, pa". Swój człowiek, od razu wiedziałam.

- The truth is that you're emo but you won't admit that - mówi Amerykanin.
I won't.

Będę prowadzić zajęcia o prefiksach w czasownikach ruchu. Temat jest dramatycznie gówniany, ale nie miałam wyboru, przyjęłam z uśmiechem i pocałowaniem rączki. Moja opiekunka praktyk pyta, czy mam jakieś wątpliwości. Mam jedynie wątpliwości, ale odpowiadam, że skądże, HE HE, (ocieranie pociku z czoła, czterdzieści stopni), wyuczę się na pamięć całej tabelki, aby czuć się swobodnie, (pocik ciureczkiem), HE HE. Nie zamierzam pani odpytywać, uspokaja mnie pani doktor, ale musi pani wiedzieć, jaka jest różnica między, na przykład, "dojechać" a "nadjechać". Tak, tak, oczywiście, HE HE, (pocik), NATURALNIE WIEM JAKA TO RÓŻNICA NIE WIEM TYLKO JAK TO WYTŁUMACZYĆ GRUPIE OBCOKRAJOWCÓW ZARAZ ZEMDLEJĘ MOGĘ JUŻ IŚĆ DO DOMU, do widzenia, HE HE, do zobaczenia, HE HE. To będzie gorsze niż moja magisterka, która i tak już jest najgorsza. Ale może nikt jej nie przeczyta.

04/08/2017

♪ the sea and cake - weekend

Lifestyle. Idę na 9:00 do pracy i leje, jest zimno, wkładam bluzę. Wieje okropnie, ale czuję się szczęśliwa, bo to już koniec lata. Co nie? Koniec! Na zajęciach słabo, bo jak kolega się orientuje, że średnio łapie różnice między present simple a continuous, choć myślał, że łapie je nadśrednio, robi mu się smutno. Mnie w sumie także. Nie tylko ze względów gramatycznych, lecz także pogodowych. Wychodzi słońce, robi się parno i duszno, w tę bluzę mogę się co najwyżej zawinąć i położyć do grobu. Na koniec czytamy o najsilniejszych walutach na świecie, na czele zestawienia dinar kuwejcki. Chciałabym zarabiać w dinarach kuwejckich. Idę do Agatki, Tomcia i Tomcia babci. Hasamy radośnie.

Jestem już stara i hasanie raczej mnie wyczerpuje, w ogóle ten upał mnie bardzo męczy i czuję się źle nie tylko fizycznie, ale mocno siada mi nastrój (jeszcze mocniej niż zwykle, to naprawdę możliwe). Po powrocie do domu zatem zaległam na łożu i nie wstawałam z niego długo, czując, jak roztapia się całe moje ciało, a włosy puszą się w zastraszająco szybkim tempie. Dlaczego ludzie lubią lato? Nawet świeże maliny nie niwelują ohydy upałów, poparzonej skóry mimo filtra, wszechobecnych robaków i komarów. Ale ja nie o tym. Przebudziwszy się z maligny, zorientowałam się, że to czas najwyższy wyprowadzić psa Gustawa i iść do pracy, znowu. Wybiegamy z Gustawem, wracamy z Gustawem w pośpiechu strasznym, wysiadamy z windy. Słyszę niespodziewane miauczenie. Zabawne, myślę sobie. A jak zabawnie robi się, kiedy widzę puchatego, grubaśnego koteczka pod drzwiami memi. Może nadal śpię? A może już kompletnie mi odbiło? Spieszę się, nie mogę teraz stanowić domu tymczasowego dla kota, co się robi z kotem. Pies Gustaw z ciekawością obwąchuje koci okaz. Próbuję koteczka przesunąć leciutko końcówką trampka, muszę przecież do domu, muszę psa Gustawa zostawić i wziąć torbę, trochę się cykam, że kotek mnie zadrapie albo pogryzie, dlatego rączki trzymam z daleka. Wkładam klucz do zamka, a kotek radośnie wyciąga swoje kocie ciałko, niecierpliwie czeka aż otworzę drzwi, żeby mógł wparować z nami do środka. Może to faktycznie wciąż sen, cała ta scena jest i tak nieco zamglona. Pies Gustaw decyduje, że kotka obszczeka, choć ogólnie nie szczeka (ewentualnie na jeże). Nagle z góry zbiega pani i mówi, że przeprasza za kota, ale ona go ze sobą nie zabierze, bo to nie jej kot, ona się go boi, ale zaraz zawoła właściciela. No i teraz głupieję do reszty. Gustaw nadal szczeka. Nadchodzi właściciel, bierze kotka na ręce, kotek się irytuje i próbuje wywinąć, pies Gustaw wyszczekuje piosenkę, o kotach chyba, pan właściciel przeprasza, pani nie-właścicielka także. Odpowiadam, że nic się nie stało; właściwie nawet nie wiem, co się stało. To tak jak w Berlinie, gdy zamówiłam omlecik. I podczas przeżuwania omlecika z serkiem i szpinaczkiem zorientowałam się, że nie przeżuwam ani serka ani szpinaczku, tylko kurczaczka. Dreszcz przeszedł całe moje jestestwo i trzymał twardo przez kilka kolejnych dni. Nie chciałabym już żadnych przypadkowych kotków pod drzwiami ani przypadkowego mięska w potrawach bez mięska. Za dużo stresu.

24/07/2017

♪ bonobo - figures

- Na chodniku jest tak samo - wypala koleś na rowerze i jedzie niewzruszenie dalej, zapewne również dlatego, że na ścieżce rowerowej nie ma nikogo oprócz nas, więc po co się rzuca. Nawet nie mam szansy mu odpowiedzieć, że na chodniku nie jest tak samo, bo próbowałam. I że jest pacanem.

Nie do końca wiem, dokąd należę z tą swoją deseczką, bo rowerzyści to ludzie ewidentnie nerwowi, a chodniki mają tę podłą kostkę, bywają brutalnie szorstkie i kiepsko czuć to pod kółkami. Albo coś jest skateable, albo unskateable, nic pośrodku. Trochę się jeszcze chyboczę i przez ten brutalny upadek przy Arenie (całuję Cię, Zuzu) boję się jeździć super szybko, ale jadę. Prawdziwa ze mnie longboardzistka. Z siniakami i zadrapaniami, co pozwalało mi z radością regularnie powtarzać Maxowi, że czuję się jak bohater wojenny, na co on tylko z politowaniem kręcił głową. Się nie zna na cierpieniu.

A jak fajnie jest w jednej rączce trzymać torbę ze świeżym pieczywem, torbę z materiałami do pracy przewiesić przez ramię i jechać na desce do domu, gdzie zaparza się świeżą kawę i patrzy się na wygibasy psa Gustawa. Czuję się hiptersko-młodzieżowo-emerycko jednocześnie.

Berlin miał nas oszołomić liczbą ścieżek rowerowych i równych chodników, ale jedyną udaną ścieżką na jaką natrafiliśmy była ta od Siegessäule do Brandenburger Tor. Reszta dróg i dróżek dyskusyjna. Deski głównie nosiliśmy, dobrze, że rączki miałam już odbandażowane. Nieustannie lubię Berlin i nieustannie serce mi się kraje, gdy muszę go opuścić. (W niemieckim Lidlu są super rodzynki w czekoladzie, serdecznie polecam).

Spacer po cmentarzu Friedhof II der Sophiengemeinde. Gdyż romantyczność.

Zostałam zmuszona do obejrzenia pierwszego sezonu Stranger Things, co było dla mnie wielkim wydarzeniem, bo nie pamiętam, kiedy oglądałam jakikolwiek serial (poza regularnymi powrotami do Angels in America i wybranych scen ze starego Twin Peaks). Niewiele z tego wynikło, poza głębokim uczuciem do ścieżki dźwiękowej i Davida Harboura, czyli Max strzelił sobie ślicznie w stopę rozmiaru 44. Zniósł to jednak całkiem dzielnie.

Siedzimy w Ogrodzie Saskim z Weroniczką, podchodzi Pan Azjata z aparatem i pragnie zrobić zdjęcia naszej europejskości, polskości, twarzom upoconym. Z uporem maniaka wpatruję się w ziemię, ale Pan Azjata naciska na spojrzenie prosto do obiektywu i uśmiech. Beautiful, mówi. No nieźle.